Capone – uzależniony od rozgłosu gangster

Al Capone przyszedł na świat w 1899 roku w Nowym Jorku, rodząc się w ubogiej rodzinie imigrantów z Neapolu. Jego matka była szwaczką, a ojciec właścicielem zakładu fryzjerskiego, który swoją drogą, miał trafić w ręce syna, kiedy ten osiągnie odpowiedni wiek. Jednak młody Al – jak się okazało – miał zupełnie inne plany na przyszłość i niewiele miały one wspólnego z „prawym” zarabianiem na życie. Już jako czteroletni chłopiec został wyrzucony ze szkoły za spoliczkowanie wychowawczyni. Wydarzenie to było zwiastunem podejścia Ala do edukacji, które opierało się o jak najszybsze zakończenie przygody z nauką. Sześć klas zdecydowanie wyczerpywało jego zapotrzebowanie na wykształcenie, a chwilę po opuszczeniu szkolnych murów, szare slumsy Brooklynu zamienił na Chicago – miasto, które stało się kolebką jego interesów i sercem działalności przestępczej. Capone stosunkowo szybko zaistniał w mrocznej stronie miasta, wstępując do szeregów Johnyego Toria – wschodzącej gwiazdy gangsterskiego podziemia. Znajomość ta doprowadziła Capone do Frankiego Yale, który z kolei zapewnił mu start w przestępczość zorganizowaną i życie mafijne na pełnych obrotach.

Dzięki takim konszachtom i zainteresowaniom Ala, prężnie dojrzewała jego osobowość bezwzględnego gangstera w obliczu wprowadzonej prohibicji.

Interpretacja kinowa – ile w niej prawdy, a ile mitu?

W sieci można zobaczyć już zwiastun filmu, a w nim Toma Hardyego w roli podstarzałego gangstera. Początkowo film, miał nosić tytuł „Fonzo”, ale ostatecznie został zmieniony właśnie na „Capone”. Realia związane z pandemią koronawirusa nie pozwoliły na ogłoszenie premiery kinowej, dlatego (póki co) 12 maja 2021 jest planowaną datą premiery na amerykańskich serwisach VOD.

Opublikowany również na Twitterze przez Josha Tranka zwiastun, wywołał niemałe poruszenie. Trzeba przyznać, że w zaledwie półtorej minutowym klipie, pierwsze co robi piorunujące wrażenie to świetna charakteryzacja. Film ma opowiadać o życiu gangstera, który jako prawie 50-letni mężczyzna, po latach spędzonych w więzieniu, zmaga się zarówno z demonami przeszłości, jak i demencją starczą.

Obok doskonałej roli Toma Hardyego, w obsadzie widzimy Kylea MacLachlana, Lindę Cardellini, Noela Fishera, czy Matta Dillona. Film utrzymany w scenerii charakterystycznej dla epoki zapowiada się naprawdę doskonale, a najlepszym na to potwierdzeniem są słowa Riana Johnsona, reżysera ósmego epizodu „Gwiezdnych Wojen”:

„Ten film jest naprawdę popieprzony (w najlepszy możliwy sposób). Uwierzcie mi, będziecie chcieli go zobaczyć” – napisał na Twitterze.

Zgadzam się z tą oceną całkowicie i czekam na „Capone” z niecierpliwością.

Co Wy sądzicie? Będzie z tego coś dobrego?