Qualcomm idzie na wojnę. Snapdragon ma wygrać ale…
Nadchodzący październik przyniesie najprawdopodobniej premierę nowego procesora Qualcomma – Snapdragona 8 Gen 4. Plotki donoszą jednak o zaskakującym zabiegu – ale czy aż takie to zaskakujące w obecnych czasach?
Nadchodzący październik przyniesie najprawdopodobniej premierę nowego procesora Qualcomma – Snapdragona 8 Gen 4. Plotki donoszą jednak o zaskakującym zabiegu – ale czy aż takie to zaskakujące w obecnych czasach?
Geekbench to program, który sprawdza moc obliczeniową procesorów. Działa on w dość specyficzny sposób – pomiędzy kolejnymi testami urządzenie ma 5 sekund przerwy. To pozwala układom na chwilowe „wykręcenie” maksymalnej mocy, co przekłada się na wyższe wyniki. Właśnie tę lukę w systemie może wykorzystać Qualcomm.
Pójdzie na tym Crysis?

Patrząc na ostatniego chipa Apple, M4, widzimy, że jego maksymalne taktowanie wynosi 4,4 GHz. Wynik ten pozwolił osiągnąć mu rekord w teście single-core Geekbench. To pokazuje, że wysoka częstotliwość zegara bezpośrednio wpływa na punkty w benchmarku.
Qualcomm, chcąc dogonić, a może nawet prześcignąć Apple, planuje podkręcić Snapdragona 8 Gen 4 do 4,26 GHz. Ale jest jedno „ale”. Tak wysokie taktowanie prawdopodobnie nie będzie możliwe do utrzymania przez dłuższy czas. Pamiętajmy, że smartfony wykonują wiele różnych zadań jednocześnie, a Geekbench testuje je pojedynczo, dając im mnóstwo czasu na ochłodzenie.
Warto też wspomnieć, że Qualcomm już wcześniej stosował podobną strategię. Chwalili się swoim Snapdragonem X Elite, który miał być o 21% szybszy od Apple M3 w testach wielowątkowych. O wynikach w single-core oczywiście milczeli, bo tutaj od lat palmę pierwszeństwa dzierży Apple.
Czy zatem podkręcanie zegara Snapdragona 8 Gen 4 to dobry ruch? Czas pokaże. Na razie musimy poczekać na rzetelne testy, które pokażą prawdziwą wydajność tego procesora w codziennym użytkowaniu.
Pościg za coraz wyższymi wynikami w benchmarkach przypomina wyścig zbrojeń. Producenci skupiają się na cyferkach, które mogą być nieco sztuczne. Ważniejsze jest przecież to, jak smartfon będzie działał w praktyce — czy aplikacje będą uruchamiać się płynnie, czy bateria wytrzyma cały dzień, a gry będą chodziły bez zacinania.
Być może zamiast sztucznego podkręcania zegarów, producenci powinni skupić się na optymalizacji układów i oprogramowania. To przyniosłoby o wiele większe korzyści dla użytkowników. Pamiętajmy, że wysokie cyferki w benchmarku nie zawsze przekładają się na lepsze doświadczenie z urządzeniem.
