Kiedy wsiadam do auta, automatycznie uruchamiam dwie aplikacje, które zawsze towarzyszą mi w podróży. Yanosik skutecznie ostrzega mnie przed niespodziewanymi sytuacjami drogowymi, natomiast Google Maps pomaga mi unikać korków i sprawnie prowadzi do celu. Korzystając ze wspomnianego tandemu na smartfonie z iOS, trzeba zaakceptować jednak pewne wady i braki.

Z racji wykonywanej pracy, przez większość czasu pracuję zdalnie, natomiast stosunkowo często pojawiam się na wydarzeniach branżowych, na które podróżuję autem. Samochód służy mi także jako transport synka na zajęcia oraz do realizowania zakupów. Ot, przyziemne sprawy. Niezależnie od tego, czy mam w planach odwiedziny znajomych mieszkających zaledwie 5 km ode mnie, czy też planuję podróż liczącą 700 km, zawsze decyduję się na uruchomienie dwóch usług, które w mojej ocenie są idealnie skrojone na miarę polskiego kierowcy. Tak, chodzi o Yanosika i Mapy Google.

R E K L A M A

Dlaczego Yanosik?

Powiedzmy sobie jasno – żyjemy w Polsce i każdemu z nas zdarza się przekroczyć dozwoloną prędkość. Niektórym, aż zanadto. Wbrew pozorom, często robimy to mechanicznie i mimowolnie potrafimy „przesunąć” wskazówkę prędkościomierza o kilka lub kilkanaście km/h ponad wartość wskazaną na znaku lub w kodeksie drogowym. Konsekwencje takich sytuacji mogą być różnie i wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o ukaranie mandatem za popełnione wykroczenie.

Yanosik

Owszem, nikt z nas nie chciałbym, aby na jego „koncie” znalazły się punkty karne, a z portfela zniknęło kilkaset lub kilka tysięcy złotych. Trzeba mieć jednak świadomość, że przekroczenie prędkości w niektórych miejscach może skończyć się źle dla nas, dla innych uczestników ruchu lub dla pieszych znajdujących się blisko pasa jezdni. Mimo że często wydaje nam się, że znak postawiony w danym miejscu jest pozbawiony sensu, możemy nie znać faktów i powodów, które spowodowały, że stanął on dokładnie tutaj. Być może jest to punkt, w którym szczególnie często dochodzi do wypadków. Tutaj dochodzimy do istoty aplikacji.

Wielka przygoda przed nami, chcesz do niej dołączyć? Rekrutujemy do DailyWeb i Rozładowanych

Bez ogródek – zdaję sobie sprawę, że Yanosik powstał w celu ostrzegania przed fotoradarami, kontrolami policyjnymi oraz nieoznakowanymi pojazdami. Nie ma sensu spieranie się z faktami, ale program ostrzega także (również dźwiękowo) o przekroczeniu prędkości o ustalony przez nas limit. To daje nam jasny sygnał, aby zwolnić. Aplikacja daje nam też możliwość ostrzegania innych o przeróżnych zdarzeniach drogowych czy zatrzymanych pojazdach. Siłą jest tu ogromna społeczność zaangażowana w system wzajemnego powiadamiania. To jedyna, naprawdę skuteczna tego typu aplikacja. Mapy Google od pewnego czasu również umożliwiają ostrzeganie przed np. fotoradarami, natomiast nie uświadczymy tutaj odniesienia do prędkości. Brakuje też dźwięku z wyraźną informacją.

Dlaczego Google Maps

Nawigacji działających w ramach systemu iOS, podobnie zresztą, jak w przypadku Androida, mamy bez liku. Repozytorium App Store pęka w szwach od przeróżnych rozwiązań skierowanych do kierowców, ale prawda jest taka, że godnych polecenia narzędzi jest relatywnie niewiele. Możemy celować w darmowe Waze, Apple Map lub HERE WeGo, ale w wielu przypadkach lepiej sprawdzi się Sygnic lub TomTom. Osobiście postawiłem na Mapy Google, które dzięki ogromnej bazie użytkowników (a co za tym idzie – danych o sytuacji na drodze) okazują się nie tylko skuteczne, w wyznaczaniu trasy, ale świetnie integrują się z innymi usługami Google, z których korzystam. Nie jest idealnie, ale pewne cechy skutecznie przekonują mnie do trwania przy mapach giganta z Mountain View.

Google Maps

Bywa, że Mapy Google wybiorą niekoniecznie wygodną trasę, ale moje doświadczenia ze wbudowaną nawigacją pozwalają mi twierdzić, iż skuteczność GMaps jest wręcz genialna. Wpadki zdarzają się każdemu. Okresowo jednak biorę na tapet konkurencyjne programy i sprawdzam, jakie zmiany w nich zaszły. Sprawność, baza punktów POI, wyszukiwarka oraz przejrzystość interfejsu – jeśli alternatywy zaoferują mi podobne cechy, pomyślę o zmianie. Na ten moment „nigdzie się nie wybieram”.

O wadach tandemu Yanosik + Google Maps

Do brzegu. Uruchamiając wspomniane aplikacje na smartfonie z Androidem, otrzymamy wygodny podgląd obydwu lub pływające elementy z niezbędnymi informacjami. W przypadku iOS nie jest już tak kolorowo. Dopiero od roku Yanosik oferuje prawdziwe (czytaj – akceptowalne wizualnie i dźwiękowo) powiadomienia o zdarzeniach drogowych czy fotoradarach. Oczywiście mowa o sytuacji, w której na ekranie głównym wyświetlana jest nawigacja Mapy Google. Analogicznie, kiedy korzystamy z ekranu głównego Yanosika, bo chcemy podejrzeć dozwoloną na danej drodze prędkość, komunikaty nawigacji pojawią się w formie mizernego, nieszczególnie czytelnego powiadomienia.

Jak to mówią, lepszy rydz niż nic. Mimo wszystko połączenie dwóch tytułowych aplikacji pozwala mi na komfortowe, bezpieczne i pozbawione mandatów pokonywanie tras. Może macie własny zestaw drogowy? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się z nami w komentarzu pod wpisem lub na Facebooku.

Długi weekend z Netflix