Nie chce zapeszać, ale wygląda na to, że saga problemów ze Starlink właśnie dobiegła końca. Powód? No i to jest najciekawsze, bo okazuje się, że problemy generował przewód.

Na początku stycznia pisałem o swojej awarii Starlink, która objawiała się gubionymi pakietami, by ostatecznie całkowicie padło zasilanie anteny. Objawy były dość irytujące, bo początkowo zupełnie delikatne, dziwne dropy pingów w ulubionej grze online lub podczas rozmów. Potem problem zaczął nabierać rozpędu i problemy z jakością połączenia były już na tyle częste, że nie sposób było korzystać sprawnie z usługi. Początkowo obwiniałem switch, ale szybko okazało się, że problemy generuje sam Starlink.

W końcu cierpliwość mi się skończyła, a za źródło problemów obwiniłem switch od TP-Link. Setup w domu mam dość prosty, Starlink wskakuje do switcha, który rozdziela sygnał do mojego gabinetu bezpośrednio po kablu i do salonu, gdzie jest główny router meshowy, serwujący net po całym domu, za pośrednictwem 7 pozostałych urządzeń meshowych. Po szybkich testach okazało się, że TP-Link nie był niczemu winny, a winowajcą okazał się Starlink. Zrobiłem wszystkie niezbędne resety i restarty, ale pomagało to tylko na kilka godzin. – Mój Starlink od ponad tygodnia działa koszmarnie. Wystarczyły 2 minuty, by to zmienić

Po odnalezieniu źródła problemów postanowiłem zgłosić problem bezpośrednio do SpaceX z prośbą o pomoc. Dostałem po kilku minutach 3 mejle, gdzie dwa były potwierdzeniem zamówienia nowego przewodu i nowego routera. W ostatnim mejlu znalazłem informację, że faktycznie jest jakiś problem z jakością połączenia, dlatego też postanowili mi wymienić oba te elementy. To było prawdziwe zaskoczenie, że tak szybko temat został załatwiony.

Kupiłem Starlink Ethernet Adapter – skok na kasę? Czy było warto?

Zrobiło się dość obiecująco, ale dziwnie zarazem, że przewód i router zostały uszkodzone. W przypadku przewodu początkowo dostałem informacje w aplikacji Starlink, że przewód zostanie wysłany na koniec stycznia, a przy nowym routerze nie pojawiła się, żadna data, co w praktyce oznaczało, że nie ma sprzętu na stanie i nie wiadomo, kiedy urządzenie do mnie trafi.

Hej, skoro Starlink nie działa, to czy aby na pewno powinienem płacić?

Problem ciągnął się gdzieś od połowy grudnia, perspektywa oczekiwania na sprzęt, który ma usunąć awarię, nie była obiecująca, bo to w końcu cały kolejny miesiąc, postanowiłem więc zapytać, czy mogą zdjąć opłatę za styczeń. Już nie tak szybko dostałem odpowiedź, bo przyszło na nią poczekać całe kilka godzin. Styczeń za Starlink nie będę musiał płacić, a to doskonała wiadomość, gorsza jest taka, że przyjdzie mi poczekać kilka tygodni na usunięcie usterki.

Wtem, któregoś dnia dzwoni telefon, numer z USA, z dużą podejrzliwością odbieram, a tam polski głos pani konsultantki ze SpaceX, która przeprasza za wszystkie problemy i obiecuje przyspieszyć wysyłkę przewodu i routera. Podpytuje przy tej okazji, czy jest jakiś formalny kontakt, dział prasowy ze SpaceX, gdzie można podpytać o usługę, czy Starlink ma wsparcie w Polsce, ale na obie odpowiedzi otrzymuje dwa razy nie. Pani dodatkowo poinstruowała mnie, że jeśli wysyłka się przedłuży do lutego, co niestety jest możliwe w przypadku routera, wówczas mam zgłosić się o zwrot kosztów i za ten miesiąc. Poczułem się zaopiekowany, mimo tego, że mamy tu dość długą w perspektywie naprawy awarie. Podpytałem, czy mają pewność, skąd bierze się problem, dostałem informacje, że najpewniej z powodu uszkodzonego przewodu, ale przezornie i wysyłają i router. Oba wymienione urządzenia mogę zachować.

Po tygodniu dzwoni do mnie kurier, pytając, czy jestem w domu, bo wędruje do mnie jakieś Starlinkowe akcesoriów. Okazało się, że ponad tydzień przed terminem wysyłki Starlink wysłał przewód, który wymieniłem od razu. Szczerze mówiąc, nie dawałem wiary, że to problem przewodu, tym bardziej że w moim setupie wystaje go właściwie ok. 0,5 m, a reszta chowa się w kominie, który jest bezemisyjny, bo nie palimy w domu niczym, bo ogrzewanie domu i ciepłej wody załatwia pompa ciepła. Drugi koniec przewodu wychodzi wprost w miejscu, gdzie stoi router, więc nie ma teoretycznie siły, by cokolwiek było uszkodzone.

> > Tutaj znajdziesz więcej przygód pod znakiem Starlink.

Podpięcie nowego przewodu i nagle okazuje się, że Starlink zaczął działać, tak jak powinien! Zrobiłem wstępne testy i okazało się, że nie ma żadnych kłopotów, poprzednia jakość sprzed awarii wróciła. To jednak nie do końca rozwiązuje problem przewodu, bo dalej nie wiadomo co zostało właściwie uszkodzone. Obejrzałem ponad 30 m przewodu drobiazgowo i nie znalazłem kompletnie nic. To trochę martwi, czy to kwestia wady fabrycznej, czy może doszło do uszkodzenia, które nie jest widoczne powierzchownie. Fakt, w grudniu trochę tu gdzie mieszkam – wiało, były spore porywy wiatru, ale antena ani drgnęła, przynajmniej z obserwacji (zresztą jest bardzo solidnie przymocowana do komina).

Problem rozwiązany, ja jestem bardzo zadowolony i mimo przyczyny pewnie nie znajdę, mam cichą nadzieję, że problem ponownie nie wystąpi, a pozostaje tylko pytanie: i co ja mam zrobić z drugim routerem od Starlink?!