Starlink zaliczył globalną awarię. Teraz już powinien działać
Nasz redakcyjny Sebastian ma już Starlinka od 2,5 roku i jest z niego turbo zadowolony. Nic więc dziwnego, że to on pierwszy u nas zauważył awarię, która jak się okazało, miała ogólnoświatowy zasięg.
Jak donoszą oficjalne kanały operatora, skutki awarii zostały zażegnane i na całym świecie klienci powinni cieszyć się już normalnym dostępem do usługi. Co się jednak stało?
Spokojnie, to tylko awaria

Jak podaje serwis The Verge awaria zaczęła się o godzinie 15:15 ET (21:15 naszego czasu). Użytkownicy stracili wtedy dostęp do internetu i zobaczyli komunikat „no healthy upstream”. Niecałą godzinę później, bo o 16:05 ET (22:05 naszego czasu) oficjalne konto Starlink na platformie X poinformowało o faktycznej awarii i działaniach mających na celu usunięcie usterki. O godzinie 18:23 ET (00:23 naszego czasu) Michael Nicolls, szef działu inżynieryjnego poinformował, że po 2,5-godzinnej awarii działanie sieci w większości jest już poprawne.
Gdy słyszy się o globalnej awarii takiej jak ta, w głowie wirtualizują się czarne scenariusze. Negatywne emocje potęgowane są też przez fakt, że Starlink to podstawa komunikacji podczas działań zbrojnych armii ukraińskiej. Pojawiają się w internecie więc tezy, że mógł to być atak hakerski lub inne zaplanowane działanie. Internetowe plotki mają się jednak nijak do rzeczywistości.
Starlink zaliczył już kilka podobnych, wielkich awarii w 2022 i 2023 roku. W 2024 zaliczył kilka drobnych. Teraz wydaje się, że mamy do czynienia z podobną. Wspomniany szef działu inżynieryjnego jednak uspokaja — awaria miała charakter wewnętrzny i spowodowana była nieprawidłowym działaniem usług, które obsługują sieć podstawową.
