O tym, że prędzej czy później reklamy na Netflixie staną się faktem, mówiło się od dawna, ale dopiero pod koniec ubiegłego miesiąca pojawiły się w tej materii konkrety. Usługodawca potwierdził chęć rozszerzenia metod monetyzacji, co niekoniecznie spodoba się użytkownikom. Teraz dowiedzieliśmy się, kto będzie odpowiadał za techniczne aspekty reklam. Partnerem okazuje się Microsoft i nie jest to dobra wiadomość.

Przeglądając twitterowego walla, zauważyłem wpis aktualnego CEO Microsoftu (Satya Nadella), który poinformował o partnerstwie pomiędzy spółką, którą zarządza a Netflixem. W tweecie znalazł się także link do bloga Microsoftu, w którym ten tłumaczy nowe przedsięwzięcie. Usługodawca chce skorzystać z doświadczenia giganta z Redmond i będzie starał się zadowolić zarówno reklamodawców, jak i konsumentów, zapewniając sobie przy tym potencjalnie niemałe wpływy. O ile jestem w stanie uwierzyć w satysfakcjonujące standardy dla partnerów biznesowych, o tyle wątpię w to, że użytkownicy wyjdą na tym dobrze.

Microsoft będzie odpowiedzialny za reklamy na Netflixie

Zacznijmy od tego, czym tak naprawdę mają być reklamy na Netflixie. Okazuje się, że serwis od dłuższego czasu szukał rozwiązań, które pozwoliłyby obniżyć cenę nawet najtańszego planu. W grę wchodziło oferowanie użytkownikom o skromniejszych portfelach dostępu do zasobów platformy bez nadmiernego drenowania ich kieszeni. Co skłoniło firmę do takich działań? Nie, z pewnością nie była to troska o potencjalnych użytkowników. Chodziło, jak zawsze – o pieniądze.

R E K L A M A

Użytkownicy serwisu Netflix całkiem sprytnie radzą sobie z kwestii współdzielenia kont. W efekcie, kilka osób korzysta z tego samego konta, co oznacza, skutecznie zmniejszenie realnej opłaty. Ta potrafi wynosić około 10 zł za jednostkę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby osoby zamieszkiwały pod tym samym dachem. W większości przypadków tak się jednak nie dzieje, a to nic innego, jak łamanie postanowień regulaminu.

Reklamy na netflixie

Jak łatwo zgadnąć, kombinacje uskuteczniane przez userów przynoszą pośrednią stratę finansową dla Netflixa, a liczba abonamentów spada. Firma musi więc wyjść naprzeciw oczekiwaniom osób, które chcą płacić za Netflixa mniej niż dotychczas. Nawet jeśli będzie to oznaczać przerywanie seansu materiałami reklamowymi.

Dlaczego Microsoft, a nie Google?

Nie da się ukryć, że liderem w segmencie sieciowej reklamy jest Google. Firma dostarcza rozwiązania niezliczonym podmiotom i najwyraźniej czyni to skutecznie. Popularność nie bierze się znikąd. Nie oznacza to jednak, że inni nie są zainteresowani tym kawałkiem rynku. Swój kawałek tortu próbuje ugrać nawet Microsoft i partnerstwo z szalenie popularnym VOD tylko w tym pomoże. Wygląda na to, że warunki zaproponowane przez firmę z Redmond były atrakcyjniejsze niż to, co mogło zapewnić Google. W grę wchodziły też aspekty techniczne, w tym kwestia ochrony prywatności użytkowników.

Reklamy na netflixie

W teorii – Microsoft mógł zapewnić lepsze rozwiązania, rezygnując z potencjalnie wyższych przychodów. Wszystko w imię doświadczenia. Obsługa istotnego partnera to świetne pole do nauki, która w ujęciu wieloletnim może okazać się opłacalna. Stworzenie swoistego podłoża pod kolejne partnerstwa zapowiada się na świetną inwestycję.

Dobrze, ale ile tak naprawdę może kosztować nas plan, w którym reklamy na Netflixie są na porządku dziennym? Jak będą wyglądały przerywniki i jak często zakłócą one nasz seans? Na ten moment są to pytania bez odpowiedzi. Wiemy tylko, że w założeniach kwota abonamentu musi być znacznie atrakcyjniejsza, niż ma to miejsce aktualnie, choćby w najtańszej opcji.

YouTube w tle na Apple iPhone i iPad: tryb Picture-in-Picture doczekał się globalnego debiutu