Dying Light 2 nie zawodzi. Mimo wielu podobieństw jest czymś znacznie większym, niż bezpiecznym sequelem.

Czekając na Dying Light 2 miałem po prostu nadzieję na udaną kontynuację jednej z moich ulubionych gier. Po spędzeniu dziesiątek godzin z najnowszą produkcją Techlandu mogę śmiało stwierdzić, że mamy przed sobą mocnego kandydata do gry roku. Ale po kolei.

Dying Light 2 zabiera nas do The City, niegdyś zwanego Villedor, czyli prawdopodobnie ostatniego miasta na Ziemi, które nie upadło. Po pokonaniu wirusa Harran i stworzeniu szczepionki potajemnie prowadzono nad nim badania, by wykorzystać go w celach komercyjnych i militarnych. Powstałe w ten sposób mutacje wydostały się na powierzchnię, likwidując 98% ludzkości.

R E K L A M A

Recenzja Dying Light 2: Stay Human

presspack16

Protagonistą gry jest Aiden Caldwell, który po ponad 20 latach po wydarzeniach z pierwszej części trafia do The City w poszukiwaniu swojej siostry. Po drodze zostaje wciągnięty w życie miasta, którego poszczególnymi częściami dyrygują 3 frakcje: Peacekeepers, Survivors i Renegades. Każda z nich ma swoje powody, by przejąć władzę nad Villedorem.

Gracz może współpracować z którąkolwiek z frakcji dzięki najważniejszej nowości w Dying Light 2 względem poprzednika – systemowi wyborów niosących za sobą konsekwencje. Sporo z nich to nie mające ogromnej wagi kwestie dialogowe, które jednak kształtują w pewien sposób relacje z postaciami. Często będziemy jednak zmuszeni do podjęcia ważnej decyzji, czasami objętych nawet limitem czasowym.

Dzięki temu gra potrafi ciągle trzymać w napięciu. W Dying Light 2 nie znajdziemy klasycznego systemu save’ów, który pozwala zapisać grę w dowolnym momencie, podjąć jedną decyzję, a potem cofnąć się i wybrać inną opcję. Wszystkie wybory są finalne i musimy się liczyć z ich konsekwencjami, co skutecznie wywołuje dreszczyk emocji.

Dla niektórych może to też być wada, bo żeby sprawdzić konsekwencje innej decyzji po kilkunastu godzinach rozgrywki musimy zacząć grę od nowa. Z tego powodu liczę, że twórcy zdecydują się na zaimplementowanie systemu manualnych zapisów, który zwolennicy obecnego rozwiązania będą mogli po prostu wyłączyć.

Postacie w Dying Light 2

W tej kwestii Dying Light 2 naprawia błędy pierwszej części. Płytkich bohaterów zastąpiono takimi, których faktycznie da się polubić. Wiele postaci, od dobrych po tych złych ma tutaj swój nieźle zarysowany charakter i historię. Dialogi bywają tajemnicze, często mylące, ale potrafią zainteresować. Nie brakuje też okazjonalnej komediowości z elementami sarkazmu czy ironii, która w przyjemny sposób przełamuje poważniejsze kwestie.

presspack9

Na pochwałę zasługuje postać Aidena, który ma znacznie bogatszą historię, niż Kyle Crane z Dying Light. Podczas rozgrywki dowiadujemy się sporo o jego przeszłości, a sam bohater szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania. Do tego protagonista ani razu mnie nie zirytował, co można uznać za naprawdę duży sukces.

Zaznaczę, że w Dying Light 2 grałem po angielsku, bo po obejrzeniu serii Dying 2 Know przyzwyczaiłem się już do anglojęzycznego głosu Aidena. Mam jednak nadzieję, że podobnie pozytywne wrażenie, można odnieść grając z polskim dubbingiem, co z pewnością jeszcze sprawdzę.

Rozgrywka

Pod względem rozgrywki w Dying Light 2 zaszło naprawdę sporo zmian. Przebudowany system parkouru jest znacznie bogatszy, niż w poprzedniku. Część nowości z pewnością okaże się znajoma dla fanów Mirror’s Edge. Możemy teraz wykorzystywać elementy otoczenia, by skakać wyżej lub dalej, czy też biegać po ścianach. Kotwiczkę zastąpiło coś w rodzaju spadochronu, który pozwala szybować między dachami.

presspack21

Graczy pierwszego Dying Light pewnie zaskoczy fakt, że w sequelu sprint jest tylko okazjonalnym dodatkiem użytecznym w niektórych sytuacjach, a nasza postać cały czas porusza się z docelową prędkością. Techland nie bał się też postawić na kontrowersyjne rozwiązania – w czasie wspinaczki czy wykonywania części akrobacji zmniejsza się wytrzymałość naszego bohatera. Jeżeli wskaźnik spadnie do zera, najzwyczajniej w świecie spadniemy.

Jest to szczególnie istotne w misjach fabularnych na początku gry, gdzie często nie ma miejsca nawet na jeden błąd. Wspinając się, musimy wybrać optymalną drogę, bo w innym wypadku będziemy musieli zacząć od nowa. Mimo początkowego zdziwienia tym elementem, dla mnie jest to zmiana na plus, która sprawia, że rozgrywka staje się bardziej wymagająca.

Duży nacisk położono także na tzw. parkour combat. Gra zachęca do wykorzystywania otoczenia, by traktować oponentów rozmaitymi kopniakami z powietrza. Działa to całkiem nieźle i potrafi dać dużo więcej satysfakcji, niż klasyczne wymachiwanie maczetą.

Oczywiście nie zabrakło też tradycyjnego systemu walki, który w przypadku potyczek z ludźmi mocno opiera się na blokowaniu ataków przeciwnika w odpowiednim momencie. Jasne, możemy zwyczajnie próbować wykonywać atak za atakiem, ale bez czasowego wycofania się rzadko kiedy zda to egzamin.

Sami przeciwnicy zachowują się znacznie lepiej, niż w pierwszym Dying Light, ale zdarzają się sytuacje, kiedy bandyta stojący zaraz przed nami na kilkudziesięciu centymetrowym podeście zmierza do oddalonych o kilka metrów schodków, zamiast po prostu z niego zeskoczyć.

Całkiem podobnie do pierwszej części wygląda walka z zombiakami, których teraz jest po prostu więcej. Napotkamy znajome gryzonie czy wirale, ale pojawiają się też nowe mutacje o wyjątkowych umiejętnościach. Potyczki z przemieńcami dalej dają jednak sporo satysfakcji.

Demolisher

W Dying Light 2 przeprojektowano system przedmiotów i umiejętności. Nie wiem, czy to kwestia zmiany interfejsu, ale opisy czy modyfikacja narzędzi wydają się być teraz znacznie prostsze i bardziej czytelne, co bardzo mi się podoba, bo w poprzedniej części potrafiłem się w tym pogubić.

Pojawiły się elementy ubioru, które tym razem nie są jedynie kosmetyczne – mogą zwiększyć pancerz, obrażenia od konkretnego typu broni czy zmniejszyć zużycie wytrzymałości podczas parkouru. Właściwości tych jest naprawdę dużo i mimo wspomnianych uproszczeń ogarnięcie wszystkiego może chwile zająć.

Dostępnych typów broni jest sporo, ale po jakimś czasie zaczynają się powtarzać. Ze względu na ograniczoną wytrzymałość musimy nimi dość często rotować, więc nie ma zbytnio mowy o ciągłej walce pojedynczym orężem. Na uwagę zasługuje też design niektórych narzędzi, jak na przykład młotek wytworzony z pistoletu. Wśród broni nie znajdziemy działających karabinów czy pistoletów, bo w The City zabrakło amunicji, a ludzkość została zmuszona do posługiwania się maczetami, młotkami, kijami baseballowymi, toporami czy łukami.

presspack7

Uproszczono też system rozwoju umiejętności – w Dying Light 2 znajdziemy jedynie 2 drzewka (walka i parkour). Ogólny poziom postaci zwiększamy na 2 sposoby – rozwijając poszczególne perki na drzewku parkouru lub walki, a także zbierając rozsiane po całej mapie inhibitory GRE zwiększające zdrowie i wytrzymałość.

Otwary świat wygląda ładnie. Miasto jest bardzo klimatyczne i dobrze oddaje warunki panującej na Ziemi sytuacji. Niestety, jest trochę powtarzalne. Przykładowo, po dachach rozsiane są drobne struktury, w których możemy znaleźć miód czy rumianek, ale pojawiają się one w kilku wariantach kopiowanych i wklejanych w poszczególne miejsca na mapie.

Przemierzając The City spotykamy też neutralnych ludzi pochłoniętych własnymi zajęciami. Problem w tym, że chyba kilkanaście razy w różnych lokacjach natknąłem się na dokładnie taką samą scenkę, w której mężczyzna zostaje użądlony przez pszczołę, a przebywająca z nim kobieta próbuje go w tym momencie poderwać.

Istotnym elementem jest przejmowanie budynków frakcyjnych, które pozwalają przypisać dany teren do konkretnej frakcji. W ten sposób odblokowujemy nowe misje i aktywności, a w wybranej dzielnicy pojawiają się usprawnienia instalowane przez panującą grupę. Peacekeeperzy tworzą na przykład pułapki z samochodów, a Survivorzy montują linki, po których możemy przemieszczać się między budynkami. Z każdym kolejnym budynkiem przypisanym do konkretnej frakcji odblokowujemy kolejne ulepszenia.

Oprawa audiowizualna Dying Light 2

Dying Light 2 prezentuje się bardzo dobrze pod względem graficznym. Nie jest to może najładniejsza gra, dostępna na rynku, ale widać wyraźny upgrade względem poprzednika, szczególnie w kwestii oświetlenia. Mimika twarzy mogłaby wprawdzie być lepsza, ale postacie zachowują się dosyć naturalnie. Możemy włączyć ray tracing, ale wymaga on bardzo mocnego sprzętu.

Trzeba pochwalić też warstwę dźwiękową. Odgłosy zombie potrafią przerazić, szczególnie podczas nocnych pościgów, dźwięki otoczenia są dość realistyczne, a instrumentalne utwory świetnie dopełniają tło gry. W połączeniu z elementami wizualnymi dostajemy naprawdę wyjątkową kompozycję, która może się podobać.

Dying Light 2

Całkiem dobrze wygląda optymalizacja. W Dying Light 2 grałem na komputerze o konfiguracji dokładnie takiej, jak w zalecanych wymaganiach sprzętowych dla wysokich ustawień w Full HD. Gra najczęściej trzymała stabilne 60 klatek na sekundę, a trzeba mieć na uwadze, że ogrywałem wersję sprzed patcha Day One. Optymalizacja powinna więc jeszcze ulec poprawie.

Niestety, natknąłem się też na kilka błędów. Podczas walki z bossem główny zainteresowany potrafił zniknąć. Komunikaty, które otrzymujemy przez krótkofalówkę, czasem na siebie nachodziły, więc nie do końca było wiadomo, co się dzieje. Nie brakuje też oczywiście standardowych problemów z oświetleniem czy przenikającymi teksturami, ale są to jednostkowe sytuacje niewpływające na samą rozgrywkę. W ciągu parędziesięciu godzin spędzonych z Dying Light 2 udało mi się utknąć jedynie raz, a ponowne uruchomienie save’a rozwiązało problem.

Irytujący może być fakt, że gra potrafi nas ograniczać w nieoczywistych momentach. Na samym początku gry znalazłem się przy wysokiej wieży radiowej, a przechodząc obok Aiden powiedział, że dobrze, że nie musi się na nią wspinać. Naturalnie więc pierwszą czynnością, którą wykonałem była próba wejścia na tę wieżę. Niestety, po tym, jak znalazłem już sposób, w który mogę się wspiąć ze względu na ograniczoną wytrzymałość, w połowie drogi na szczyt dostałem komunikat, że opuszczam teren misji i gra przeniosła mnie na ziemię. Szkoda.

Podsumowując

Pomijając te niedociągnięcia, mogę śmiało stwierdzić, że Dying Light 2 zawiera elementy, których brakowało mi w pierwszej części. Podejmowanie decyzji znacznie poprawia immersję i czyni fabułę bardziej angażującą, system umiejętności i przedmiotów stał się bardziej czytelny, a nowe możliwości w kwestii parkouru pozwalają przemierzać miasto z większą satysfakcją.

Brzmi to trochę jak bezpieczny sequel, ale w Dying Light 2 nie brakuje nowych rozwiązań, których implementacja była dość ryzykowna. Nie wszystkim przypadnie przecież do gustu ograniczony czas na wspinaczkę czy brak możliwości swobodnego zapisu. Mimo wszystkich elementów, które mogą zirytować, jest to gra, której potrzebowałem jako fan pierwszej części – osadzona w podobnych realiach, ale dzięki nowym mechanikom lepsza praktycznie na każdym polu.


Posłuchaj nas!