4.08.2022 15:30 | Aktualizacja: 4.08.2022 15:56

Mój szósty rok w gamedevie

Gamedev. Branża, z którą związałem swoje życie. Dosłownie.

gamedev

Gamedev. Branża, z którą związałem swoje życie. Dosłownie.

Serio. Później robiłem trochę designu, ale jakoś tak wyszło, że skręciłem w kierunku analityki oraz produkcji. Przy tym ostatnim zostałem do dzisiaj. Profesjonalnie zajmuję się tworzeniem gier od 6 lat. Kawał czasu, w którym wyleczyłem się z romantyzowania budowania wirtualnych światów oraz naoglądałem się różnych negatywnych praktyk. Nie ma idealnych firm, doskonałych procesów produkcji, zawsze coś i gdzieś zgrzyta. Kluczowe jest to, aby rozumieć te ograniczenia i nie dać się wyzyskiwać. Myślę, że to jest największy problem. Dlatego uważam, że takie książki jak „Wciśnij reset. Triumfy i fakapy w przemyśle gier wideo” Jasona Schreiera, są przesycone smutnymi historiami zwolnień, pracoholizmu oraz zmęczenia gamdevem. Na szczęście zdarzają się w też pozytywne akcenty.

Ja i gamedev: to już 6 lat

Niemniej sądzę, że trzeba głośno mówić o wyzysku pasjonatów. Na różnych płaszczyznach. Od zalewania ludzi pomysłami, przez ciągłe zmiany kierunku, po stopniowe wypalanie się w trakcie setek nadgodzin. Sam mam trudną relację ze swoją pracą. Nawet w czasie urlopu musiałem wejść na Slacka i zobaczyć, co się dzieje.

Walczę z tym. Dla mnie gamdev to życie. Dosłownie. To nie są tylko pieniądze rachunki i jedzenie, dla mnie to jest tlen. Jak nie siedzę w Jirze, nie kontaktuję się z zespołem w związku z naszymi produkcjami, to czuję się tak, jakby mi ktoś coś zabrał. Z perspektywy czasu wiem, że takie podejście często narażało mnie na różne negatywne praktyki. Kiedyś nie miałem problemu z zostawaniem po godzinach, byłem gotów jak najszybciej naprawiać błędy zgłoszone przez użytkowników, przejmowałem się każdą, nawet najmniejszą, formą niezadowolenia. Byłem designerem, czułem się tak, jakbym kładł swoje wnętrzności na tacy do spałaszowania. Musiałem mocno dostać po głowie, żeby zacząć łapać dystans. Co i tak nie zawsze mi się udaje.

Właśnie to jest jeden z tematów poruszonych w książce Jasona Schreiera. Trzeba zachować zdrowy dystans, nie pozwolić na to, aby gamedev pożarł człowieka. Znaleźć miejsce, w którym faktycznie będzie się tego pilnowało. Takich firm jest wciąż za mało w giereczkowej branży.

To się zmienia. Powoli, bardzo powoli. Ostatnie miesiące obfitowały w różnego rodzaju doniesienia dotyczące przerażających praktyk w takich firmach jak Riot Games oraz Activision-Blizzard. Nie można traktowania ludzi jak śmieci usprawiedliwiać tym, że przynajmniej robią to, co zawsze chcieli. Mogą się spełniać (a raczej spalać) w pracy. Gamedev to branża rozrywkowa, ale normalizowanie powstawania gier za wszelką cenę jest, moim zdaniem, niemożliwe do obronienia. Dostrzegam pewne światełko nadziei i mam nadzieję, że doczekam czasów, w których budowanie wirtualnych światów stanie się bezpieczniejsze dla ich konstruktorów. 


Filmy nakręcone smartfonami – TOP 5

Filmy nakręcone smartfonami – TOP 5

Wiele, wiele lat temu, kiedy w recenzji filmu lub serialu bardzo chciałem skrytykować oprawę techniczną używałem stwierdzenia "Wygląda jakby został nakręcony telefonem". W obecnych czasach trzeba się liczyć ze słowami,…