Nie sądzę, aby to już był ostateczny krach Stadii. Google ma długą historię ubijania różnego rodzaju interesujących usług. Strona „The Google Cementery” pokazuje, że średni czas życia zabitego produktu wynosi 4 lata. A Stadia ma dopiero 2, więc jest w połowie cyklu życia.

Żarty na bok. Obecnie Google dokonuje ciekawego przetasowania, które właśnie dotyczy grania w chmurze. Technologii, której założenia brzmią interesująco, ale jakoś nie potrafi się przebić do końcowego użytkownika. Zresztą nie ukrywam, że sam niespecjalnie korzystałem z tego rodzaju usług.

Jestem graczem i mam dedykowany do tego sprzęt. Dlatego Google Stadia nie była dla mnie specjalnie atrakcyjna. Poza tym nie rozumiałem, dlaczego miałbym ponownie kupować tytuły, do których mam wykupiłem dostęp w wirtualnych wypożyczalniach. Kolejny abonament? To też mnie zablokowało. Opłacam subskrypcję Microsoftu, od czasu do czasu wskakuję do Ubisoft+. Jako gracz otoczony przyzwoitym sprzętem niczego więcej nie potrzebuję, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to perspektywa jednego klienta.

R E K L A M A

Natomiast patrząc na granie w chmurze oczami twórcy gier, widzę bardzo dużo interesujących możliwości. Nie muszę się specjalnie martwić wymaganiami sprzętowymi, odpada przygotowywanie wersji na różne systemy operacyjne. Moim potencjalni klienci mogą w dowolnym miejscu, na przenośnym urządzeniu, grać w moją grą. Przynajmniej w teorii.

Oczywiście nie można zapomnieć o tym, że najistotniejszy dla gamingu w chmurze jest dostęp do Internetu. Zgodnie z informacjami na stronie Google Stadia, potrzeba przynajmniej 10Mb/s, a jeśli ktoś chce grać w 4K to wymagania wzrastają do 35 Mb/s. Załóżmy, że zdecydowałem się na abonament i zacząłem korzystać. Godzinna sesja zżera do 12.6 GB, a więc mobilny Internet z limitami szybko mi się skończy. Dlatego rozumiem, że nie wszędzie i nie u wszystkich taka usługa się sprawdzi. Być może to, że transfery nie są z gumy i wciąż, tu i ówdzie, trafiają się lejki, Stadia nie zdobyła olbrzymiej popularności, jako technologia konsumencka. A czy sprawdzi się jako biznesowa?

Zobaczymy. Google ogłosiło, że zmienia kurs Stadii, która pozostaje aktywna, ale korporacja skupi się udostępnianiu technologii do gamingu w chmurze. Bardzo szeroko rozumianego, bo, zgodnie z informacjami podanymi w Bussines Insider, Google rozmawia nie tylko z firmami zajmującymi się tworzeniem gier.

W świetle planowanego rozwoju metawersum jest to bardzo słuszny ruch. Ktoś będzie musiał dostarczyć taką technologię, niekoniecznie musi to być Facebook lub Microsoft, w końcu Google też zna się na przetwarzaniu i transferze tsunami danych. Metawersum będzie potrzebowało firm pozwalających na streamowanie wirtualnego świata na różnego rodzaju urządzenia. Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że od razu wszyscy uzbroimy się w specjalne headsety VR. Być może pojawi się konieczność udostępnienia metawersum na słabszych telefonach lub średniej wydajności komputerach. Poza tym Google nie zna się na robieniu gier, a wykupywanie developerów przez Microsoft na pewno nie pomagało w zdobywaniu kolejnych tytułów. Twórcy mieli niewielką motywację, aby dostosowywać swoje produkcje do usługi Google’a, skoro mogli mieć dostęp do klientów grających na komputerach i Xboksach. Zresztą Microsoft ma xCloud, sprzedawany w ramach abonamentu Game Pass Ultimate, więc konieczność stworzenia odrębnej wersji swojej gry dla Stadii mogła być postrzegana jako niepotrzebne ryzyko.

Niemniej uważam, że Google nie powiedziało ostatniego słowa i zaskoczy nas wszystkich rozwojem Google Stream.