2 i pół miesiąca. Tyle czasu minęło od początku wojny, jaką Rosja rozpoczęła w Ukrainie. Pierwsze dni śledzone były niemalże minuta po minucie, bo wiele ekspertów – niestety – spodziewało się też szybkiego zakończenia tego konfliktu. W pierwszych dniach wojny jeden z ministrów rządu Ukrainy zaczepił na Twitterze Elona Muska z prośbą o dostarczenie zestawów Starlink.

Dla Elona Muska taka zaczepka to oczywiście woda na młyn, szczególnie na (wtedy jeszcze przed zakupem serwisu przez Muska) Twitterze. Szef SpaceX szybko odpowiedział, że satelity zostaną tak skonfigurowane, aby priorytet szedł nad Ukrainę, a dodatkowo wysyła tysiące zestawów do odbioru internetu.

R E K L A M A

Starlinki w służbie Ukrainy

Tak się też stało i kilkadziesiąt godzin później do Ukraińskich służb, w tym wojska, urzędników i innych, ważnych (na wojnie) organizacji, trafiały pakiety startowe Starlink. Wcześniej Rosjanie próbowali odciąć Ukrainców od jakichkolwiek transmisji, zarówno komórkowych, jak i internetowych właśnie. Chcieli w ten sposób ograniczyć komunikację pomiędzy nimi. Tak właśnie wygląda współczesna wojna: odcinamy technologie i jesteśmy na wygranej pozycji.

Plan jednak zniweczył, chcąc nie chcąc właśnie Elon Musk. Jego szybka reakcja i skierowanie Starlinków do Ukrainy, pomogło im na utrzymanie łączności bez oglądania się na standardowe łącza internetowe. Mychaiło Fedorow, wicepremier Ukrainy mówił wtedy, że internet ze Starlink działa wyśmienicie, jest płynny i szybki, odgrywając tym samym kluczową rolę w walce z Rosjanami. Dostęp do internetu satelitarnego jest niezależny, a wymaga jedynie zasilania. Po wielu tygodniach walki widzimy, jak skuteczna była pomoc Starlinków w – jakby się mogło wydawać – tradycyjnej wojnie. Z tradycją jednak ma ona niewiele wspólnego. Jeden człowiek, charyzmatyczny miliarder potrafił w tak mocny sposób wpłynąć na przebieg wojny, jak nie byli w stanie tego zrobić politycy z całego świata, wymyślając kolejne sankcje.

Współcześnie wojny wyglądają zupełnie inaczej, co pokazuje nie tylko powyższa sytuacja z internetem, ale także to, co dzieje się od początku wojny w sieci. Hakerzy z wielu grup, z Anonymous na czele, od pierwszych dni wojny intensywnie atakują wszelakie rosyjskie serwisy, organizacje, telewizje, czy obiekty kluczowe w zapewnieniu funkcjonowania kraju. Kilka dni temu, podczas rosyjskiego „dnia zwycięstwa”, hakerzy zaatakowali rosyjską telewizję, podając Rosjanom informacje o tym, co ich bracia robią w Ukrainie, mordując dzieci i kobiety.

Technologia robi swoje, a wszechobecne satelity i dostarczane z nich zdjęcia praktycznie w czasie rzeczywistym pokazują, że wojny, jakie znaliśmy z ubiegłego wieku to odległa przeszłość. Teraz liczy się nie tylko technologia, ale także zasoby ludzkie w postaci programistów.