Microsoft nie wierzy w Copilota? Nowe zapiski w warunkach świadczenia usług skłaniają do przemyśleń
Microsoft wpadł niejako w passę wpadek wizerunkowych. Od ciągłych problemów z Windowsem, po pierwsze w historii zgłoszenie problemów z Outlookiem z orbity okołoziemskiej, firma z Redmond ewidentnie chciałaby złapać chwilę wytchnienia, ale prędko go chyba nie znajdzie.
Microsoft robi co w swojej mocy, aby marka Copilot stała się synonimem światowej klasy rozwiązań AI, ale nie idzie im to aż tak lekko, jak życzyłby sobie tego zarząd firmy. Wciskanie funkcji AI w każdy możliwy zakątek oprogramowania produkowanego przez giganta z Redmond samo w sobie nie było dobrą decyzją wizerunkową, ale istna wisienka na torcie w postaci niedawnego odkrycia sprawia, że wiele osób zaczęło się zastanawiać czy firma traktuje swoje produkty poważnie.
„Nie polegaj na Copilocie”
Kilka dni temu świat obiegła informacja o tym, że Microsoft dokonał pewnej zmiany w warunkach świadczenia usług Microsoft Copilot. Powiedzieć, że nowa treść dokumentu brzmi absurdalnie, to jak nic nie powiedzieć:
„Copilot służy tylko i wyłącznie do celów rozrywkowych. Może popełniać błędy oraz może nie działać tak, jak zostało to zamierzone. Nie polegaj na Copilocie w ważnych kwestiach. Korzystanie z Copilota odbywa się na własne ryzyko
[…] Na przykład, nie możemy obiecać, że odpowiedzi Copilota nie naruszą czyichś praw (takich jak prawo autorskie, znaki towarowe lub prawo do prywatności) lub ich nie urażą. Jako użytkownik, jesteś w pełni odpowiedzialny za publikację lub udostępnienie odpowiedzi Copilota publicznie lub jakiejkolwiek osobie trzeciej”

Te zapisy odnoszą się do narzędzia reklamowanego jako „niezbędnego do życia i pracy”. O ile konieczność weryfikacji treści generowanych przez modele językowe stała się na swój sposób czymś oczywistym, tak unikanie jakiejkolwiek odpowiedzialności poprzez stwierdzenie, że taki chatbot służy tylko i wyłącznie celom rozrywkowym, to tak jakby powiedzieć, że jedynym zastosowaniem butelki wódki będzie czyszczenie fug w łazience. Jednakże, na tym problem się nie kończy, bo te zmiany w teorii odnoszą się tylko do Copilot, a nie usług takich jak Copilot 365, czy Copilot Studio.
Microsoft i jego chaos produktowy
Politykę produktową firmy z Redmond można idealnie podsumować cytatem z pierwszego dnia misji Artemis II: „Widzę, że mam dwie aplikacje Outlook i żadna z nich nie działa”. Wpadka wizerunkowa z rozrywkową naturą Copilota jest problematyczna nie tylko dlatego, że naruszyła zaufanie jednej grupy klientów, ale również ze z względu na to, że wpłynęła na percepcję wszystkich rozwiązań AI tworzonych przez firmę. Wszystko przez to, że każda nowa funkcja i nowinka jest markowana Copilotem.
Chaos w produktach i nazewnictwie usług giganta z Redmond przynosi więcej szkód niż korzyści, a mimo to, trwa on w najlepsze. Może Copilotowa wpadka okaże się być tym kluczowym sygnałem, który doprowadzi to zmian?
