Lepiej nie chodź w smart okularach Rey-Ban Meta do toalety. Twój obraz mogą analizować pracownicy i to Twoja wina!
Temat prywatności użytkowników Ray-Ban Meta znów został podniesiony po ostatnich niepokojących wiadomościach. Firma przerzuca jednak odpowiedzialność na użytkowników, prosząc, żeby przestali sobie sami szkodzić.
W zeszłym miesiącu dwie szwedzkie gazety Svenska Dagbladet i Göteborgs-Posten opublikowały ciekawe śledztwo, które udowadniało, że materiały przechwytywane poprzez Ray-Ban Meta są nadzorowane przez kenijską firmę kontraktową, której pracownicy oglądają zarejestrowane z kamery obrazy i wideo.
„Somebody’s Watching Me”

Ich zadaniem jest oznaczenie tego co widzą, aby wspomóc systemy trenowania AI. Proces ten jest ponoć dosyć żmudny, bo wymagał dokładnego oznaczenia, każdej rzeczy, którą można określić na zdjęciu.
Pikanterii sprawie dodają jednak relacje kenijskich recenzentów. Podobno widzieli oni znacznie więcej, niż by chcieli zobaczyć. To nie tylko wrażliwe dane bankowe i hasła, ale również najbardziej intymne sprawy użytkowników jak ich nagość, wizyty w toalecie, a nawet akty seksualne.
Zdaniem osób recenzujących te materiały osoby, które używają smart okularów Ray-Ban Meta nie mają świadomości, co dzieje się z ich materiałami. Tu wkracza jednak CTO firmy, który podczas ostatniej sesji pytań stwierdził, że sami wybieramy, co dzieje się z naszymi zdjęciami i filmami. Tylko czy na pewno?
Serwis Gizmodo podsumowuje serie Q&A, na której wypowiada się CTO Meta, Andrew Bosworth. Według niego to od użytkownika zależy, co i jak udostępnia. Zasadniczo mamy tu 3 punkty graniczne, które wpływają na prywatność naszych materiałów przechwytywanych okularami: jeśli robimy zdjęcia to zapisane są one lokalnie w urządzeniu, następnie można włączyć przechowywanie w chmurze, dalej jeśli skorzystaliśmy ze sztucznej inteligencji (np. tłumaczenia na żywo), to obraz zostanie przetworzony przez serwery.
Zdaniem Boswortha to my sami wybieramy „ścieżkę udostępniania danych”. Dalej Bosworth argumentuje, że jeśli dane trafiają na serwer, to dzieją się z nimi różne rzeczy. W sesji pytań Q&A nie odniósł się jednak do tego, że dane przetwarzane są również przez prawdziwych ludzi.
Tu wracamy jednak to stwierdzenia jednego z kenijskich recenzentów, którzy muszą przeglądać materiały użytkowników: nie sądzę, żeby ludzie wiedzieli, bo gdyby wiedzieli, to by takich rzeczy nie nagrywali.
Sedno sprawy jest bardzo proste. Polecenie „Hey, Meta!” każdorazowo wysyłane i przetwarzane jest przez serwery firmy. Dlatego też jest analizowane w celu trenowania AI. Nawet jeśli gdzieś głęboko w regulaminie wymuszono na użytkowniku zgodę na takie procedury, to Meta powinna to znacznie lepiej komunikować.
Pytanie: czy wtedy firma sprzedałaby ponad 7 milionów sztuk swoich okularów?
