Google Pixel 10 Pro XL – było dobrze, a jest lepiej (pierwsze wrażenia)
Jeśli mam być szczery to Google Pixel to chyba moja ulubiona seria smartfonów z Androidem. Co prawda model 10 Pro XL wymyka się standardowym pojęciom flagowca, ale jest urządzeniem, które nadal mnie zaskakuje pod względem tego jak jest dopracowane — nie uprzedzajmy jednak faktów!
Google Pixel to seria smartfonów, którą mamy okazję długo testować. W zasadzie od jej 8. generacji przetestowaliśmy literalnie każdy model w serii. Tak też jest w przypadku Google Pixel 10 oraz 10 Pro XL. Marcin testuje Pixela 10, mi przypadł w udziale model Pixel 10 Pro XL. Na warsztacie mamy też słuchawki Pixel Buds 2a oraz Pixel Watch 4.
Google Pixel 10 Pro XL to sporo nowości

Nie ma w tym przesady i nie zamierzam tego ukrywać, ale gdybym miał korzystać z Androida, to wybrałbym Google Pixel 10 Pro XL. Dla wielu fanów tego systemu może to zabrzmieć źle, ale to najbardziej „ajfonowy” smartfon z Androidem na rynku. Tu wszystko działa, jest responsywne, nie ma crapware’u, a interfejs i system są czyściutkie. Dołożyć do tego trzeba też piękną, charakterną stylistykę oraz wyjątkowe możliwości (w tym te AI).

To wszystko było już jednak u poprzednika, którego również chwaliłem! Google miało więc dosyć łatwe zadanie dośrubować specyfikacje i wprowadzić kilka małych zmian, których oczekiwali użytkownicy. Wydaje mi się, że wyszło całkiem dobrze. Google Pixela jest teraz więcej, lepiej i mocniej!

Skupmy się jednak trochę na szczegółach. Nowy Google Pixel 10 Pro XL pracuje pod kontrolą procesora Tensor G5. Model ten nie jest już produkowany przez Samsunga, a przez TMSC. Potwierdziło się już, że procesor mniej się grzeje, jest bardziej energooszczędny i zwyczajnie bardziej mocarny. Jak bardzo? Google komunikuje tu o 60% mocniejszy układ TPU, o 25% szybszą jednostkę CPU oraz nowy procesor ISP, który lepiej zarządza energią.

Jeśli już przy energii jesteśmy, to tu jest naprawdę sporo nowości. Po pierwsze ciut większy od poprzednika jest akumulator, teraz to 5200 mAh (poprzednik miał 5060 mAh). Trochę szybsza jest też moc ładowania, która wynosi obecnie 39 W. Pozwala to naładować baterię do 70% w około 30 minut przy pomocy ładowarki 45 W. Znacznie mocniejsze jest za to ładowanie bezprzewodowe — teraz osiąga ono moc aż 25 W (certyfikat Qi2.2). Co ciekawe firma, wspierając nowy certyfikat wyposażyła smartfon w system magnesów do mocowania akcesoriów o nazwie Pixelsnap. Możemy tu jednak powiedzieć sobie, że to przecież technologia Apple i MagSafe, na którym bazuje Qi2. Warto tu dodać, że wspomniane parametry dotyczą tylko modelu 10 Pro XL — reszta modeli w serii ma ciut słabszą specyfikację.
Jeśli ktoś się zastanawia — tak, sprawdziłem akcesoria do Apple i działają perfekcyjnie! Nawet nowy, magnetyczny powerbank Apple, który stworzono tylko dla iPhone Air — nie da się go przyczepić do iPhone’a 16, 16 Pro, 17 i 17 Pro, bo blokuje go wyspa aparatów. Duże plecki Pixela 10 Pro XL jednak są dla niego idealne!

Lepszy jest również ekran urządzenia. To nadal panel Super Actua o przekątnej 6,8 cala. Teraz może jednak pochwalić się rekordową w całej serii jasnością do 2200 nitów dla HDR i do 3300 nitów wartości szczytowej. Panel ten wykonano w technologii OLED LTPO i ma on rozdzielczość 1344 × 2992 (486 ppi), cechuje się odświeżaniem dynamicznym w zakresie 1-120 Hz oraz kontrastem 2 000 000:1. Standardowo Google wykorzystało w tym modelu super odporne szkło ze Corning Gorilla Glass Victus 2.
Testowany model wyposażony jest w 16 GB pamięci RAM oraz od 256 GB pamięci na dane. Na rynku dostępne są też warianty 512 GB oraz 1 TB. Tu trzeba podkreślić, że Google w przypadku tego modelu zrezygnowało z oferowania go w wariancie 128 GB — i dobrze!
Układ kamer wygląda tak:
- Aparat szerokokątny 50 MP Octa PD16, ƒ/1.68, pole widzenia: 82°17, matryca 1/1,3 cala
- Aparat ultraszerokokątny 48 Mpix Quad PD z autofokusem, ƒ/1.7, pole widzenia: 123°, matryca 1/2,55 cala
- Teleobiektyw 48 Mpix Quad PD z optyczną stabilizacją obrazu, ƒ/2.8, pole widzenia: 22°, matryca 1/2,55 cala
- Aparat do selfie 42 Mpix Dual PD z autofokusem, ƒ/2.2, pole widzenia: 103°
Zestaw aparatów oferuje tu fizyczny 5x zoom, 10x zoom jakości optycznej (crop obrazka w niższej rozdzielczości) oraz nawet 100x zoom hybrydowy. Smartfon nagrywa filmy w 8K/30 i daje dostęp do zaawansowanych funkcji generatywnych oraz Gemini AI.
Z ważnych rzeczy należy tu też wskazać obsługę najnowszego Bluetooth 6.0 i Wi-Fi 7, obsługę USB C 3.2 oraz protokółu smart home Thread. Tak jak poprzednik również i ten model posiada czujnik temperatury.
Pierwsze wrażenia

To nie nowy kolega, to w zasadzie dla mnie stary przyjaciel. Takie uczucie potęguje forma, która niemal do złudzenia przypomina poprzednika. Można się tu więc mocno pomylić. Zauważalna jest jednak waga – 232 gramy — czyli o 9 gramów więcej niż u poprzednika.

To oczywiście kwestia gustu, ale to dla mnie jeden z najpiękniejszych smartfonów na rynku. Zastanawiałem się przez chwilę, czy to nie mój zaburzony pogląd — ale dosłownie wczoraj natrafiłem na post na reddicie i setki osób plusowały podobną opinię. Telefon świetnie lezy w ręce, wygląda super, ale jest trochę za ciężki. Dalej też mam wrażenie, patrząc na wyspę aparatów, że to Bender z Futuramy! Google — nie zmieniajcie tego!

Kilka osób w recenzjach i komentarzach, które przeczytałem, narzeka na wydajność urządzenia. Google już dawno zakomunikował, że nie będzie się ścigał w benchmarkach. Niektórzy narzekają jednak na niewystarczający wzrost wydajności względem poprzednika. Pisałem kiedyś, że Tensor G3 miał niewystarczającą wydajność i można było to odczuć. Jego następca (G4) wszystko jednak zmienił. Najnowszy Tensor G5 jest jeszcze wydajniejszy i to mi całkiem wystarcza. Dostałem jednak znacznie więcej — urządzenie się już tak nie grzeje, a dodatkowo lepiej radzi sobie z zarządzaniem energią i zwyczajnie dłużej działa!
Jeśli chodzi o obsługę Pixela z Androidem 16, to muszę przyznać, że jest niezwykle gładka. Przetestowałem w tym roku kilka modeli z topowym Snapdragonem i niektórym z nich naprawdę sporo brakuje komfortem i płynnością animacji do Pixela 10 Pro XL. Serio!

Zauważalnym aspektem jest też znacznie dłuższa praca na baterii — to można poczuć nawet bez przeprowadzania testów. Samo ładowanie, zwłaszcza dzięki akcesoriom zgodnym z Pixelsnap, jest turbo wygodne. Mam ich pełno, bo prywatnie mam iPhone’a, ale wszystko to świetnie działa, nawet w przypadku tanich uchwytów do samochodu.

Sporo frajdy dało pierwsze proby fotografowania zestawem aparatów w tym modelu. Ich działanie przypomina to w Apple. Widać tu mocny wpływ fotografii obliczeniowej na finalny rezultat.
Czy to dobrze, czy źle ocenicie sami w trakcie czytania (i oglądania sampli) pełnej recenzji, którą opublikujemy w przyszłym tygodniu.
