Google Pixel Buds 2a zaskoczyły mnie nie jeden raz, a to dopiero pierwsze wrażenia
Kilka dni temu trafiły do mnie małe, niepozorne słuchawki, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Oto pierwsze wrażenia z odsłuchu Google Pixel Buds 2a.
Gdy przez ostatnie kilka dni moje AirPodsy 2 pozostają zamknięte w etui, muzykę i głos podcasterów do moich uszu dostarcza para szarych (choć producent nazywa ten kolor zielonoszarym) dokanałówek Google Pixel Buds 2a. Bez nawet odrobiny przesady przyznam, że pod tym względem są to bardzo przyjemne dni. Słuchawki Google’a zaskoczyły mnie już od pierwszych chwil, gdy w moje ręce trafiło niewielkie kartonowe pudełko. Spodziewałem się większego i nie aż tak minimalistycznego opakowania, a po kilku chwilach okazało się, że to dopiero początek pozytywnych niespodzianek.
Google Pixel Buds 2a – unboxing
Tekturowy kartonik jest naprawdę niewielki, a producent postarał się, by zarówno materiał jak i kolorystyka kojarzyły się z recyklingiem i ekologią. Szczerze mówiąc, opakowanie sprawia wrażenie, jakby znajdujący się wewnątrz sprzęt nie był nowy, ale odnowiony przez producenta, a pozbawiony kolorów design ma podkreślać dbanie o środowisko i dawanie drugiego życia używanej elektronice. Jednak nic bardziej mylnego, Buds 2a, które do mnie trafiły to pachnąca nowością para bardzo ciekawych słuchawek.
Wewnątrz znajduje się tylko to, co niezbędne, a więc etui ładujące, słuchawki i komplet wkładek dousznych w 4 rozmiarach. Pchełki mają domyślnie założony rozmiar M, a w oddzielnych mikro pudełkach umieszczono gumki XS, S, oraz L. Sposób zapakowania tych drobnych akcesoriów bardzo mi się spodobał i przywiódł mi na myśl kartoniki na figurki postaci gier planszowych. Kolejne miłe skojarzenie. Białe, wykończone matową powłoką etui ładujące owinięto papierową imitacją folii, ale to, co przede wszystkim zwróciło moją uwagę to fakt, że case nie ma na sobie żadnego napisu. Tak, ani jednego logotypu, oznaczeń CE, RoHS, UKCA i całej masy innych ikon, które zazwyczaj ozdabiają elektronikę. To się nazywa minimalizm!
Wygląd i wykonanie
Etui ładujące jest bardzo przyjemne w dotyku, naturalnie posiada port USB-C i otwierane wieko. Jak wspomniałem brak jakichkolwiek nadruków nadaje urządzeniu nie tylko minimalistycznego, ale i eleganckiego wyglądu. Ukryta pod powierzchnią obudowy dioda LED nie razi oczu, co jest kolejnym plusem tego produktu. Słuchawki są niezwykle lekkie (jedna waży zaledwie 4,7 g), co w pierwszych chwilach nie wzbudziło mojego entuzjazmu względem jakości dźwięku (jak się później okazało, było to zupełnie błędne założenie). Konstrukcja słuchawek jest dość nietypowa. Jak dotąd nie spotkałem się z dokanałówkami, które nie posiadałyby charakterystycznego ogonka.
Słuchawka składa się z dwóch głównych części, jedna z nich jest śliska i błyszcząca, druga matowa. Na tym elemencie nadrukowano logo Google, a mówiąc precyzyjniej samą literę G. Font jest jednak na tyle znany i niepowtarzalny, że nie ma żadnych wątpliwości, jaki producent odpowiada za ten sprzęt. W związku ze swoim niezwykłym kształtem Buds 2a nieco inaczej umieszcza się w uchu. Po włożeniu trzeba je lekko przekręcić w jedną lub drugą stronę, co pozwala im się ułożyć w małżowinie. Nie jest to sposób, który udało mi się załapać od razu, ale po kilku próbach i kontroli przy lustrze, czy G jest ułożone tak, jak wskazuje instrukcja, doceniłem ten innowacyjny pomysł. Jak dotąd, Buds 2a jeszcze ani razu nie wypadły mi z uszu!
Choć w porównaniu do flagowych Buds Pro 2, testowany przeze mnie model to sprzęt z niższej półki cenowej, w żadnym aspekcie nie odczułem, by producent oszczędził na materiałach czy jakości wykonania. Zawias etui jest solidny, sam case budzi zaufanie, a słuchawki wyprodukowano ze dużą starannością.
Parowanie
Napis na opakowaniu mówi, że słuchawki wymagają urządzenia z system Android 6.0 lub nowszym, konta Google i połączenia z internetem. Oczywiście samo sparowanie słuchawek z urządzeniem wyposażonym w Bluetooth jest możliwe bez spełnienia powyższych warunków. Pierwszą próbę podjąłem z Muditą Kompakt, z którą z sukcesem udało mi się jak dotąd połączyć AirPodsy czy Huawei FreeBuds Pro 4. Tak, jak zakładałem, nie było żadnego problemu, bo po kilku krótkich chwilach mogłem cieszyć się dźwiękiem streamowanym z tego minimalistycznego antysmartfona.
Oczywiście, by móc sterować equalizerem czy zmienić ustawienia obsługi dotykowej wymagana będzie aplikacja. I tu Google kolejny raz bardzo mnie zaskoczyło. Okazuje się, że ze słuchawkami można połączyć się przez przeglądarkę, zatem ustawienia da się swobodnie modyfikować także z poziomu komputera. Jak dotąd byłem przyzwyczajony do tego, że słuchawki takich firm jak Huawei, Oppo czy Baseus da się rzecz jasna połączyć z MacBookiem czy laptopem z Windows, ale wszelkich modyfikacji można dokonać tylko na smartfonie. Tym razem jednak Google Pixel Buds 2a pokazały mi, że da się to zrobić tak naprawdę z każdego urządzenia. I tu rzeczywiście, wymagane jest konto Google.
Pierwszy odsłuch
Słuchawki dokanałowe, do tego takie z włączonym ANC, z którymi miałem do tej pory do czynienia mają to do siebie, że powodują u mnie niezbyt przyjemne uczucie zatkanych uszu. Buds 2a są inne. Okazały się niemal niewyczuwalne, a dzięki swojej wadze i nietypowej konstrukcji nie są, w porównaniu do innych dokanłówek tak… nachalne. Leżą w uszach tak dobrze, że zupełnie się o nich zapomina. Dźwięk, jaki oferują jest czysty i przyjemny. Powiedziałbym, że jest na tyle wyrównany, że żadne pasmo nazbyt się nie narzuca.
Po tych pierwszych kilku dniach jestem najbliżej stwierdzenia, że to są wyśmienite uniwersalne słuchawki, a 11-milimetrowe przetworniki dynamiczne i przeprojektowana komora akustyczna mające zapewniać krystalicznie czysty dźwięk to nie tylko marketingowe przechwałki. Ten sprzęt zdaje się, nie ma trafić do niszy fanów potężnych basów czy niezwykle podkreślonych wokali, ale zaspokoić potrzeby znakomitej większości. Buds 2a sprawiły na mnie wrażenie delikatnych, sprawdzających się świetnie w popie, ale jednocześnie gotowych wziąć na siebie ciężar rocka i metalu.
Ciepło zabrzmiały także głosy moich ulubionych podcasterów. Jak dotąd przeprowadziłem na nich zaledwie dwie, trzy krótkie rozmowy, zatem co do jakości mikrofonów nie mogę wiele powiedzieć, choć brak narzekań po drugiej stronie linii odbieram tak, że nie ma się do czego przyczepić. W kolejnych tygodniach będę miał więcej okazji do wypróbowania ich podczas rozmów nie tylko przez telefon, ale także przez komunikatory, co przy okazji da mi odpowiedź na pytanie, na ile godzin wystarcza wbudowany akumulator. Google deklaruje nawet 7 godzin z aktywnym ANC. Jestem niezwykle ciekaw, jak Buds 2a sprawdzą się w dłuższej perspektywie, bo póki co, pozytywnych zaskoczeń jest co niemiara!
Dane techniczne
| Producent | |
| Model | Pixel Buds 2a |
| Typ słuchawek | Douszne |
| Procesor słuchawek | Tensor A1 |
| Łączność | Bluetooth® 5.4 Superszerokopasmowe |
| Ładowanie | Gniazdo ładowania USB-C |
| Dźwięk | 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny Aktywna redukcja szumów z Silent Seal 1,5 Tryb dźwięku otoczenia Aktywna redukcja ciśnienia w uszach |
| Zgodność z systemami | Możliwość sparowania z dowolnym urządzeniem Bluetooth® 4.0+, w tym z urządzeniami z Androidem lub iOS, tabletami i laptopami Wymagane konto Google |
| Klasa wodoszczelności | Słuchawki: IP54 Etui: IPX4 |
| Bateria | Po wyłączeniu aktywnej redukcji szumów nawet 10 godzin czasu działania i do 27 godzin łącznego czasu działania z etui z funkcją ładowania Po włączeniu aktywnej redukcji szumów do 7 godzin czasu działania i do 20 godzin całkowitego czasu działania z etui z funkcją ładowania |
| Aplikacja na telefon | Tak – z systemem Android |
| Czujniki | 2 mikrofony Pojemnościowe czujniki dotykowe (dotknąć) do sterowania muzyką, połączeniami i Asystentem głosowym Zbliżeniowy czujnik podczerwieni wykrywający umieszczenie w uchu Czujnik Halla do wykrywania otwarcia i zamknięcia etui |
| Wymiary | Słuchawka: 23,1 mm x 16,0 mm x 17,8 mm, 4,7 g Etui: 50,0 mm x 24,5 mm x 57,2 mm, 47,6 g |
| Cena | 649 zł |









