Stało się, Elon Musk złożył ofertę zakupu wszystkich akcji Twittera, zarząd serwisu zdecydował o akceptacji tej oferty, uważając że lepsza może się nie pojawić. Jak takie przejęcie wpłynie na samego Twittera? Czy Elon Musk faktycznie kupił serwis tylko po to, żeby wprowadzić tam możliwość edycji postów?

Szef SpaceX i Tesli, Elon Musk nie od dzisiaj jest jednym z najbardziej aktywnych Twitterowiczów. To właśnie za pośrednictwem tego serwisu przekazywał najgłośniejsze informacje, a czasami nawet wpływał na kursy Bitcoina. Nic dziwnego, jego profil obserwuje na Twitterze 85 milionów użytkowników, a sam Musk napisał już ponad 17 tysięcy tweetów.

Elon Musk i Twitter: co dalej z serwisem?

Na początku kwietnia Elon Musk poinformował, że zakupił około 10% akcji Twittera. „Zbierał” je sukcesywnie przez kilka tygodni, a jego celem było posiadanie pakietu, który pozwoli mu „mieć coś do powiedzenia” w spółce. Szybko jednak się okazało, że nie tylko nie ma nic do powiedzenia, ale także nie zasiądzie nawet w zarządzie czy radach spółki. Nie od dzisiaj wiadomo, że Elon Musk marzy o tym, aby na Twitterze pojawiła się możliwość edycji wpisów. Na początku kwietnia przygotował ankietę, gdzie zapytał użytkowników co sądzą o takiej możliwości. W ankiecie wzięło udział 4.5 miliona Twitterowiczów, a 74% z nich opowiedziało się za taką opcją.

R E K L A M A

Oczywiście literówki w powyższym tweecie nie są przypadkowe. Musk wielokrotnie używa tego typu zagrywek, aby pokazać słuszność swojej racji i konieczność wprowadzenia opcji edycji wpisów na Twitterze.

W połowie kwietnia natomiast, Elon Musk złożył ofertę zakupu wszystkich akcji Twittera. Oferta opiewała na kwotę 43 miliardów dolarów i została przesłana do Amerykańskiej Agencji Papierów Wartościowych. Argumentuje w nim, dlaczego powinien nabyć Twittera i jak może rozwinąć ten serwis:

Zainwestowałem w Twittera, ponieważ wierzę, że może on stać się platformą wolności słowa na całym świecie i uważam, że wolność słowa jest społecznym imperatywem dla funkcjonującej demokracji. W rezultacie proponuję kupić 100% Twittera za 54,20 USD za akcję w gotówce, 54% premii w ciągu dnia przed rozpoczęciem inwestycji w Twittera i 38% premii w ciągu dnia przed publicznym ogłoszeniem mojej inwestycji. Moja oferta jest moją najlepszą i ostateczną ofertą i jeśli nie zostanie przyjęta, będę musiał ponownie rozważyć swoją pozycję jako akcjonariusza.

Z początku taka deklaracja była przez ekspertów traktowana bardziej jako zabieg PR i patrzono na nią z przymrużeniem oka. Przed minionym weekendem jednak decydenci Twittera usiedli do rozmów z Muskiem, a według doniesień mediów były one bardzo intensywne. W poniedziałkowy wieczór gruchnęła wiadomość, że Twitter lada chwila ogłosi zakup akcji przez Elona Muska.

Wolność słowa

Chwilę po ogłoszeniu tych rewelacji sam Musk zabrał zdanie w temacie mówiąc, że jego celem jest stworzenie z Twittera platformy, której wizytówką będzie wolność słowa. Ciężko wnioskować, co sam Musk ma dokładnie na myśli, jednak można przypuszczać, że chodzi o głośne bany nałożone m.in. na Donalda Trumpa.

Chciałby także poprawić działanie algorytmów i pozbyć się wszystkich spamerskich botów, których pełno jest na Twitterze. Konta miałyby być natomiast uwierzytelniane, cokolwiek i „jakkolwiek” to znaczy.

Początek końca Twittera?

Czy zatem zachcianka Elona Muska, która kosztować go będzie ponad 40 miliardów dolarów (kwota, która wcześniej nie została wydana na żaden serwis tego typu) doprowadzi do upadku Twittera, czy wręcz przeciwnie – wyrośnie ona na lidera wśród głoszenia wolnego słowa? Ciężko teraz wyrokować, jednak nie jest to ruch pasujący do Elona Muska. Miliarder większość swoich sukcesów odniósł budując swoje marki praktycznie od zera, albo przejmując małe startupy.

Teraz jednak kupuje giganta, który przez lata doczekał się miana konserwatywnego serwisu. Chodzi oczywiście o zmiany, które pojawiały się na Twitterze. Były to zmiany kosmetyczne, bardziej ewolucyjne niż rewolucyjne. Jeśli więc Twitter trafia w ręce charyzmatycznego człowieka, który ma wiele zastrzeżeń do jego działania, może to się źle skończyć. Szanuję Elona Muska, jednak sceptycznie podchodzę do wyłożenia przez niego 40 z sięgającego łącznie około 250 miliardów majątku.

Taki ruch może doprowadzić nie tylko do początku końca samego Twittera, ale również odbić się negatywnie na samym Musku, który słynął do tej pory z dużej konsekwencji i doprowadzania rozpoczętych projektów do końca, ciesząc się sukcesami.

Jednak mam wrażenie, że sam Musk będzie podchodził obojętnie do tego, co myślą o nim inni. Trzymam kciuki za Twittera i Muska.