Kupił NFT z tweetem założyciela Twittera za $2,9 mln, a teraz aktualna cena to… $31k. Czy NFT ma sens?
Pamiętacie historie NFT z pierwszym tweetem Jacka Dorseya, ówczesnego CEO Twittera? Został on sprzedany za kosmiczne pieniądze, osiągając wartość ~$2,9mln. Teraz trafia do sprzedaży ponownie, ale zainteresowanie nim, a przede wszystkim cena, to nawet nie promil wyjściowej wartości. Czy to doskonały przykład na to, że cały ten świat NFT to jednak jedna wielka bańka, która zaczyna pękać?
Kiedy byłem młodszy, to zachodziłem zawsze w głowę, dlaczego pokolenia starsze ode mnie, są tak bardzo zamknięte na wszelkiego rodzaju zmiany. Oczywiście samych typów zmian jest wiele, myślę tutaj konkretnie o tych związanych ze światem technologii, a jak wiadomo, akurat ten dynamikę ma z pewnością ogromną.
Kupił NFT z tweetem założyciela Twittera za $2,9 mln
Wszystkie nowe smartfony, ekrany dotykowe, komputery, aparaty czy inne gadżety, z reguły potrafiły wywoływać w przypadku moich rodziców/wujków czy dziadków, poczucie ogromnego dyskomfortu i postawy w stylu: ja się na tym nie znam i nie chcę się znać, jestem za stary/stara. Kiedy jeszcze na początku swojej przygody z pracą, byłem odpowiedzialny za wdrażanie systemów informatycznych czy to w urzędach, czy w sądach, bardzo często spotykałem się z tym, że w momencie kiedy zapadła decyzja o wdrożeniu systemu, to 10% kadry mówiła: ja pass, nie znam się na komputerach, uciekam na emeryturę.
Strach przed nowym, zmianą, brak zrozumienia, to pewnie najczęstsze zjawiska, które zachodzą w głowach osób, które nie są na bieżąco z tym, co na rynku technologicznym się dzieje. Dlaczego o tym właściwie wszystkim napisałem? Bo mam wrażenie, że i mnie zaczyna dopadać takie myślenie (a jestem jeszcze chwilę przed 40-tką!), jeśli tylko pojawia się temat ostatnio popularnych NFT. Rozumiem zasadę działania, technikalia, ale mam spory problem ze zrozumieniem większego sensu, tym bardziej czytając takie niusy jak dzisiejszy.
Tego tweeta z pewnością pamiętacie. To pierwszy Tweet Jacka Dorseya, założyciela Twittera. Tweet ten w dobie NFT został wystawiony na sprzedaż, gdzie prawa do niego kupił dyrektor generalny Bridge Oracle Sina Estavi za ponad 1630 ETH, co daje okolice kwoty $2,9mln.
W całym tym szale zakupowym, wszystkich mniej lub bardziej dziwnych zakupów NFT, ten wydawał się być chyba jedną z bardziej rozsądnych decyzji zakupowych (biorąc pod uwagę, że ludzie kupują absurdalne rzeczy jak np. papier toaletowy).
Pan Sina w każdym razie kupił ten NFT najpewniej w kontekście inwestycji, którą teraz postanowił sprzedać.
Założenie inwestora było dość proste, oczekiwał około $50mln zarobku ze sprzedaży, gdzie obiecał część przekazać na cele charytatywne. Świetny pomysł!
Niestety z realizacją nieco gorzej, bo po wystawieniu tego NFT na platformie dedykowanej sprzedaży tokenów, okazało się, że dyrektor generalny marki Oracle, przeszacował to, ile potencjalnie może zarobić. Pomylił się boleśnie, bo aktualna cena NFT w licytacji wynosi… $31k. Oczywiście aukcja jeszcze trwa i cena z pewnością się jeszcze zmieni, ale śmiem poddać wątpliwości, czy zbliży się ona, chociażby do ceny zakupowej.
Co to właściwie i w praktyce oznacza? Technicznie nic, bo aukcja trwa. Jednak jeśli mielibyśmy już dzielić skórę na niedźwiedziu i wyciągać jakiekolwiek wnioski, które przy aktualnym obrocie sytuacji się nasuwają, to czuję drobną satysfakcję, że miałem trochę racji, że cały ten świat NFT to jest to jedna wielka, przeszacowana bańka, która właśnie zaczyna powoli pękać. Oczywiście to nie jest odkrywcze, bo wiele było mądrych głów, które wieszczyły to od początku pojawienia się NFT. Nie można oczywiście traktować wszystkich jedną miarą, a ja oczywiście nie neguje zastosowania NFT co do zasady (ma ono ogromny wpływ na sposób zawierania umów/współprac bez pośredników), ale wszystkie te kolorowe miśki czy inne prawa do pierwszych tweetów, to zdaje się być jedna wielka spekulacja, a kto już miał zarobić, to zarobił. Czyż nie?
