SpaceX wystrzeliło wczoraj sześć pierwszych satelitów Starlink, które zapewnią transmisję komórkową dla klientów amerykańskiego T-Mobile i innych operatorów. Może to być prawdziwa rewolucja.

Partnerstwo SpaceX i T-Mobile zostało ogłoszone w sierpniu 2022 roku. Elon Musk powiedział wtedy, że może zapewnić usługę w wersji beta przed końcem 2023 roku. Jak przystało na kontrowersyjnego biznesmena, nic z tych zapewnień nie wyszło. Wprawdzie w marcu zeszłego firmy stwierdziły, że nadal planują przetestować usługę przed końcem roku, ale później stało się jasne, iż nastąpi to dopiero w roku 2024.

//dzisiaj na dailyweb

Starlink, czyli Internet satelitarny oferowany przez firmę SpaceX, to świetne rozwiązanie, mimo że poza ceną, ma jeszcze jedną wadę. Jest nią konieczność posiadania odbiornika za 2 720 zł. Firma ma także dedykowane rozwiązanie dla łodzi. Tutaj jest jeszcze drożej. Ceny Internetu zaczynają się od 1 125 zł miesięcznie, kończąc na 21 870 złotych. Kupujący musi liczyć się także z opłatą za sprzęt w wysokości 13 600 zł. Od lat funkcjonują także telefony czy komunikatory satelitarne, ale zakup dodatkowych urządzeń i subskrypcji do nich nie jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które podróżują sporadycznie i nie chcą inwestować w sprzęt, z którego skorzystają kilka razy.

Starlink dostarczy łączność komórkową w każdym miejscu na świecie?

Odpowiedzią na bolączki dotychczasowych systemów jest pomysł firmy SpaceX, która chce dostarczać usługę Direct to Cell, zapewniając tym samym operatorom sieci komórkowych na całym świecie płynny i globalny dostęp do wysyłania wiadomości tekstowych, dzwonienia i przeglądania stron internetowych w dowolnym miejscu na lądzie, jeziorach lub wodach przybrzeżnych i to bez konieczności zmiany sprzętu lub oprogramowania układowego.

SpaceX informuje, że ulepszone satelity Starlink mają zaawansowany modem, który działa jak wieża telefonii komórkowej w kosmosie, eliminując martwe strefy w dostępie do sieci. Sześć z 21 satelitów wysłanych wczoraj ma posiadać tę funkcję. 

diagram starlonk

Strona usługi direct-to-cell podaje, że będzie ona dostarczać wiadomości tekstowe od startu usługi w 2024 roku, a usługi głosowe i transmisji danych rozpoczną się za rok. Jak twierdzi firma, satelity SpaceX typu direct-to-cell będą również łączyć się z urządzeniami Internetu rzeczy (IoT) w 2025 roku.

Satelity Starlink na niskiej orbicie okołoziemskiej będą współpracować ze standardowymi telefonami LTE – w przeciwieństwie do wcześniejszych usług, które wymagały telefonów specjalnie zbudowanych do użytku satelitarnego. Rozwiązanie ma jednak swoje wady, czy raczej ograniczenia. Jak mówi sam Musk, rozwiązanie może dostarczyć tylko ~7 Mb na wiązkę, a wiązki są bardzo duże, więc choć jest to świetne rozwiązanie dla miejsc bez zasięgu komórkowego, nie konkuruje w istotny sposób z istniejącymi sieciami komórkowymi na lądzie. Rzeczywiście przepustowość sieci może znacząco ograniczyć jej zastosowania.

Tesla Cybertruck z pierwszym zgłoszonym wypadkiem

T-Mobile rozpocznie testy wkrótce

Amerykański T-Mobile poinformował, że wkrótce rozpoczną się testy terenowe satelitów Starlink z siecią T-Mobile:

Z ponad pół milionem mil kwadratowych Stanów Zjednoczonych i rozległymi obszarami oceanu, do których nie dociera zasięg sieci naziemnej, ze względu na ograniczenia terenowe, ograniczenia użytkowania gruntów i inne, nowa usługa ma na celu zapewnienie klientom kluczowej, dodatkowej warstwy łączności, kiedy i gdzie najbardziej jej potrzebują.

Kilku operatorów w innych krajach zgłosiło się do korzystania z satelitów typu direct-to-cell. SpaceX potwierdził rozmowy Rogers w Kanadzie, KDDI w Japonii, Optus w Australii, One NZ w Nowej Zelandii, Salt w Szwajcarii oraz Entel w Chile i Peru. Niestety nie ma na razie mowy o europejskim T-Mobile, a co za tym idzie, dostępności usługi w jego polskim oddziale. 

tmobile starlink

Wydaje się, że rozwiązanie, nad którym pracują firmy SpaceX i T-Mobile, może rzeczywiście być przełomowe. Łączność satelitarna – wprost ze smartfona i bez dodatkowych urządzeń – może być przydatna dla osób podróżujących czy mieszkańców określonych krajów, takich jak USA, Kanada, Australia czy Rosja. Trzeba jednak zapomnieć o pokryciu całego świata, bo byłoby to zwyczajnie nieopłacalne. O powodzeniu usługi direct-to-cell przesądzi z pewnością cena. Jeżeli będzie ona atrakcyjna, znajdzie się pewnie wiele osób, które będą w stanie dopłacić za dodatkową pewność.