Przełomowy moment w historii telekomunikacji. Amerykański T-Mobile otwiera dostęp do Starlinka
O tym, że udostępniony komercyjnie Starlink to zwiastun nadchodzącej rewolucji przekonaliśmy się w ostatnich latach, ale okazuje się, że przed nami coś jeszcze bardziej ekscytującego. T-Mobile w USA rozpoczął właśnie testy usługi satellite-to-cell.
Wydarzenie, którego jesteśmy właśnie świadkami zapowiedziano już dwa lata temu. Projekt o włos zmieścił się w pierwotnym terminie realizacji, bo wedle informacji z 2022 roku, start miał nastąpić w 2024. Na razie ruszą otwarte beta testy systemu, którego kolejne możliwości będą udostępniane w następnych fazach, ale mimo to myślę, że możemy mówić o historycznej chwili.
„Satellite-to-cell” oznacza, że połączenie z satelitami Starlink nawiązywane jest bez konieczności posiadania dodatkowego odbiornika, jak ma to miejsce w przypadku obecnie sprzedawanej usługi. Sygnał trafia bezpośrednio do urządzenia końcowego użytkownika. Pokrycie jest w tym przypadku niezależne od sieci komórkowej, zapewniając łączność wszędzie tam, gdzie na wyświetlaczu smartfona obok ikony masztu GSM nie zobaczymy ani jednej kreski.
T-Mobile uruchamia testy Starlinka
W pierwszej fazie otwartych beta testów udostępniona zostanie możliwość wysyłania wiadomości tekstowych, czyli coraz mniej obecnie popularnych jako środek komunikacji, ale powszechnie używanych np. do autoryzacji SMSów. W kolejnych fazach wdrożenia, użytkownicy amerykańskiej sieci będą mogli korzystać z pakietów danych umożliwiających korzystanie z komunikatorów czy po prostu przeglądania internetu, aż w końcu pojawi się możliwość wykonywania połączeń, działających na zasadzie podobnej do VoLTE. Operator chwali się, że do obsługi T-Mobile Starlink wykorzystanych zostanie ponad 300 satelitów krążących w przestrzeni kosmicznej, obejmując zasięgiem telefonii komórkowej obszar 1,3 miliona kilometrów kwadratowych, na którym teraz nie ma w ogóle możliwości komunikacji przez smartfon.
Co ważne podkreślenia, system oferowany przez amerykańskiego operatora został już wcześniej użyty w poza laboratoriami. Usługę udostępniono publicznie w związku z ostatnimi huraganami Helene oraz Milton, które spustoszyły znaczną część terytorium USA. Dzięki łączności satelitarnej, ratownicy, wolontariusze i ofiary żywiołu mogli pozostać ze sobą w kontakcie. Tego typu dramatyczne okoliczności udowadniają, że Starlink i inne usługi działające na podobnej zasadzie mogą okazać się kluczowe dla ratowania życia i zdrowia. Teraz na beta testy usługi może zapisać się każdy chętny mieszkaniec USA. Na obecnym etapie T-Mobile Starlink działa na obszarze kontynentalnych Stanów Zjednoczonych, Hawajów, części Alaski oraz w Portoryko, ale operator już teraz zapowiada, że w planach jest uruchomienie roamingu.
Co ważne z naszej perspektywy, T-Mobile i SpaceX zapowiedziały nawiązanie partnerstw z operatorami na pozostałych kontynentach. Na razie w skład grupy wchodzi po jednym telekomie z Japonii, Australii, Nowej Zelandii i Kanady, Peru i Chile i Szwajcarii (Salt), co pozwala przypuszczać, że wkrótce usługa trafi także do Europy. T-Mobile zapewnia, że usługa co do zasady powinna działać na każdym nowoczesnym smartfonie i nie ma tutaj specjalnych wymagań, choć w sekcji FAQ podkreślono, że niektóre urządzenia mogą zachowywać się lepiej niż inne, a system będzie na bieżąco dostosowywany. Póki co, nie podano więcej szczegółów na ten temat. Te mamy poznać na początku tego roku, gdy pierwsi klienci zaczną korzystać z T-Mobile Starlink. Obecnie trwają zapisy, a co ciekawe, udział w beta testach jest całkowicie bezpłatny.
