Były Święta, więc miałem trochę czasu, że poszperać po różnych gamedevowych forach.

Wirtualny relaks z… comfort games

Ja nigdy! Czytałem o relaxing games, których zadaniem było wprowadzenie odbiorcy w stan błogiego spokoju. Ale comfort games? Słyszałem i jadłem comfort food. To takie dania, które dobrze się kojarzą, wywołują przypływ pozytywnych emocji. Poza przyjemnym smakiem bywają nadziane sentymentem i nostalgią. Po prostu przy comfort food kluczowe jest to, żeby wprawić człowieka w dobry nastrój. Ktoś powie, że krupnik jest dla niego takim doświadczeniem, a inny zaprzeczy, i raczej wskaże kebab z tej konkretnej budki.

R E K L A M A

Nie ma tutaj czego oceniać. Każdy ma swoje wspomnienia i smaki, które je przywołują. To, idąc tym tropem, comfort games należałoby rozpatrywać wyłącznie w kontekście ruchu retro gaming?

Niekoniecznie. Myślę, że tutaj kluczową rolę odgrywa nostalgia, tęsknota za „dawnymi czasami”. Takie „kiedyś to były giereczki, a teraz to nie ma już giereczek”. Rozumiem, że ktoś może chcieć przywołać emocje, jakie towarzyszyły mu podczas kręcenia głowicą w Commodore64 albo wrócić do „Donald’s Duck Playground” i zająć się sortowaniem cyfrowych owoców. Ja, niestety, pozostaje niewzruszony, ciągle się bronię przed wpadnięciem w ten nurt. Nie wracam, wierzę, że ponowne odkrywanie starych gier może dawać mnóstwo przyjemności, być może nawet dać poczucie komfortu. Ale jednocześnie, gdy czytam niektóre wątki dotyczące retro gamingu, to dostrzegam tutaj opowieści o poszukiwaniu monitorów CRT oraz historie o rewitalizacji starego sprzętu. Ma to swój urok, ma to swoją wartość. Jednak nie sądzę, że o takim comfort gamingu zdarza mi się czytać na forach i portalach poświęconych gamedevowi.

Widuję już felietony o grach, które pomogły przetrwać pandemię. Myślę, że właśnie tam można szukać tytułów, które zasługują na miano comfort game. Często pojawia się „Animal Crossing: New Horizons”

A przecież to zaledwie wierzchołek góry lodowej! Jest świetne „Stardew Valley”, w którym można poświęcić setki godzin na uprawianie wirtualnej farmy. Jak ktoś woli rozbudowywać cyfrowy warsztat, to zawsze może się skusić na „My Time At Portia”. Są też takie tytuły jak „Unpacking”, w którym należy wyciągać rzeczy z kartonów i ustawiać je w odpowiednich miejscach. Coś, co pozornie wygląda na niezbyt wciągający symulator przeprowadzki, zostało wykonane w tak sprytny sposób, że szybko wciąga. Bo to jest gra logiczna! Trzeba zarządzać przestrzenią i identyfikować rzeczy. Na dodatek kolejne etapy odpowiadają pewną historię, podobnie jak zmieniające się przedmioty, które gracz wyciąga z pudeł.

Właśnie w „Unpacking” widziałbym kilka wyznaczników comfort game. Tutaj frustrować może jedynie to, że jaką rzecz położyło się w złym miejscu.

Pozostała część rozgrywki, to spokój. Oglądanie przedmiotów, pomieszczeń, zastanawianie się nad etapem, jaki się obecnie obserwuje. „Unpacking” wrzuca człowieka w zadumę nad gratami, jakie się gromadzi i ciągnie za sobą przez życie. To wszystko. Zero stresu wynikające z rywalizacji, tylko spokojne przeciąganie rzeczy z miejsca na miejsce. Myślę, że „Unpacking” jest w stanie wygenerować poczucie spokoju oraz komfortu. Szczególnie u osób, którym przeprowadzka nie kojarzy się z niczym przerażającym. A z własnego doświadczenia wiem, że to nie jest wcale takie oczywiste.


Posłuchaj nas!