Twitter usunął parametr nofollow ze wszystkich linków na swojej platformie. Społeczność skupiona wokół SEO zachodzi w głowę, czy to celowa zagrywka czy zwykły ludzki błąd.

W dużym uproszczeniu świat SEO żyje linkami. W praktyce i dużym uproszczeniu oznacza to, żeby rankować w SERPach, należy gromadzić jakościowo i ilościowo linki, prowadzące do własnej strony internetowej z określonym anchorem (słowem kluczowym). Linki mają swoje atrybuty, które przekazują moc lub nie. Płynąc do brzegu, atrybut rel=”nofollow” przy linku oznacza, że moc ma być nie przekazywana pod zadany adres. Oczywiście ile ludzi, tyle teorii, ale inna popularna teza mówi o tym, że nofollow mimo wszystko jakąś moc przekazuje. Zostawmy to jednak, bo dojdziemy zbyt głęboko i może nie być odwrotu.

R E K L A M A

Link nofollow – atrybut nofollow nie blokuje robotom skanującym możliwości wejścia na stronę oznaczoną tego typu odnośnikiem. Nie pozwala jednak na przekazywanie wartości poszczególnych witryn. Linki nofollow umożliwiają bardziej naturalne pozycjonowanie. Stosuje się je przeważnie wtedy, kiedy odsyłają do podstron bez konkretnych treści (np. do zakładki pozwalającej na rejestrację/logowanie użytkownika, niezaufanych zawartości czy boksów reklamowych).

Idąc dalej tym tropem, wszystkie linki prowadzące do serwisów zewnętrznych domyślnie miały oznaczenie nofollow. W teorii oznaczało to, że moc SEO z serwisu nie jest przekazywana na linki kierujące poza Twittera. Tak to funkcjonowało właściwie od początku istnienia serwisu, aż do momentu, kiedy kilka dni temu jeden z użytkowników Twittera zauważył, że linki zewnętrzne straciły parametr nofollow.

Parametr nofollow na Twitterze

W listingu pozostał parametr noopener, który zabezpiecza przed atakiem phishingowym, a także norefferer, który ukrywa nagłówek HTTP, pozwalając na większą anonimowość (strona docelowa nie widzi informacji, skąd przyszedł ruch, po kliknięciu link z takim atrybutem). W sieci rozgorzała bardzo interesująca dyskusja, w której użytkownicy Twittera sugerują, że skoro moc jest teraz przekazywana, to zacznie się prawdziwy spam.

Nofollow

Oczywiście to wszystko śmieszki, bo pomimo że technicznie moc powinna być przekazywana, to z pewnością Google nie pozwoli sobie na interpretacje i wliczanie mocy z takich linków. Oczywiście być może parametr udostępnień konkretnego linka może mieć jakiś śladowy wpływ na czynniki rankingowe w usłudze takiej jak Discover, gdzie można by to było uzasadnić jako zaangażowanie, czy też zainteresowanie użytkownika konkretną treścią, ale nie ma mowy, by literalnie Google brało pod uwagę wartość z takich linków, mimo braku nofollow.

Niestety to tylko domysły, bo ani Twitter, ani Google nie zabrało oficjalnego stanowiska wobec tej sytuacji. Mało tego, pojawiły się za to kolejne domysły, a z tych najbardziej odważnych, mnie osobiście najbardziej rozbawiła ta, w której ktoś zasugerował celowy sabotaż…

Nofollow

Otóż teza mówi o celowym usunięcia atrybutu nofollow i przekazywaniu mocy, by… zachęcić do jeszcze większej aktywności botów/spamerów, tym samym działając skutecznie na zniechęcenie Elona Muska do zakupu Twittera. To byłby dość zabawny zwrot sytuacji, biorąc pod uwagę, że mówi się w kuluarach, że saga zakupowa Twittera przez właściciela Tesli to jawny sabotaż.

Wracając jednak z powrotem na Ziemię sprawa wydaje się być rozwojowa i najpewniej wkrótce powinniśmy poznać oficjalną informację i podany cel takiego zabiegu. Wśród całej tej niepewności i braku odpowiedzi jedno jest pewne, Google z pewnością linków z platformy nie będzie brało na serio.