Temat daniny, która ma dostarczyć budżetowi aż 565 mln złotych rocznie, wraca niczym bumerang. Opłata reprograficzna, bo o nią chodzi, nie obejmie jednak smartfonów, a tak załkano w pierwotnym projekcie. Nie oznacza to, że użytkownicy elektroniki konsumenckiej mogą spać spokojnie.

Sama opłata reprograficzna nie jest nowym wymysłem. Środek ten funkcjonuje od lat, natomiast obejmuje głównie producentów magnetofonów, magnetowidów oraz skanerów. Jak można słusznie zauważyć, brak tu współczesnych nośników, na których często odtwarzamy lub przechowujemy pliki multimedialne, w tym muzykę i filmy. Rząd chce zrobić z tym porządek, co jest w interesie Związku Autorów ZAIKS oraz stowarzyszeń kulturowych. Pieniądze w dużej części (49%) trafią do Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych. Pozostała kwota zostanie rozdysponowana dla organizacji związanych z zarządzaniem praw autorskich oraz dla wydawców.

Opłata reprograficzna: jaki sprzęt zostanie nią objęty?

W zasadzie, możemy mówić o tym, że nową daniną zostaną obciążeni producenci oraz importerzy sprzętu, który może posłużyć do nie do końca legalnego przechowywania i odtwarzania materiałów multimedialnych. Nie jest to do końca fair wobec użytkowników, którzy płacą za treści, natomiast właśnie tak Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zamierza zrekompensować twórcom straty wynikają z piractwa.

R E K L A M A

Jako osoba, która żyje tworzenia contentu na potrzeby serwisów internetowych, doskonale rozumiem znaczenie praw autorskich i do łamania wszelakich licencji podchodzę negatywnie. Oczywiście w granicach rozsądku, ale kompletnie nie rozumiem, dlaczego producent, a końcowo również klient, miałby być obciążany dodatkowym „podatkiem” z uwagi na ryzyko, że ktoś wykorzysta mój utwór. To oczywiście tylko przykład.

Nawet jeśli, w pełni akceptuję to, że opłata obejmie pendrive’y, pamięci przenośne oraz skanery. Zaskakuje mnie natomiast to, że na liście znalazły się telewizory, tablety, laptopy, komputery stacjonarne, a nawet. W przypadku tych pierwszych opłata sięgnie 2,5% ceny sprzętu. Tyle samo zapłacą też dostawcy komputerów. Producenci i importerzy nośników pamięci zostaną obarczeni 4% daniną. Co ze smartfonami?

opłata reprograficzna
fot. Unsplash

Na całe szczęście, resort zrezygnował z tego pomysłu. Nie będzie tak zwanego podatku od smartfonów. Oznacza to, że producenci inteligentnych telefonów nie otrzymają ciosu od naszego rządu. W zasadzie, nie otrzymamy go my – konsumenci. Chyba nikt nie łudzi się co do tego, że firmy wezmą ciężar opłaty na siebie? Dodanie tych kilku procentów, będzie skutkować podniesieniem cen urządzeń. Jako że będzie to kolejna komplikacja, musimy liczyć się ze wzrostem cenników. Szczerze wątpię, że będzie to zmiana na poziomie 2,5-4%. Podobnie wygląda to na zachodzie, gdzie również obowiązują podobne opłaty.

Czy to już przesądzone?

Opłata reprograficzna wymaga zmian i ustawa zostanie prędzej czy później przygotowana, przegłosowa i wdrożona w życie. Kluczowy okaże się jednak jej kształt. Nie jest bowiem powiedziane, że aktualne propozycje projektu, są tymi ostatecznymi. Ministerstwo Kultury poprosiło o opinię Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji. Od oceny zależy podjęcie kolejnych kroków. Projekt powinien trafić do sejmu w ciągu najbliższych miesięcy, ale tak luźno określony czas może oznaczać nawet pół roku. Trzeba też mieć świadomość, że proces ten może się dodatkowo wydłużyć.

Najlepsze smartfony według AnTuTu – flagowce, średniaki oraz mniej kosztowne modele

Myślę jednak, że to nie najlepszy czas na wprowadzanie takich zmian… Nie najlepszy dla konsumentów, których portfele są dziś drenowane do granic możliwości. Galopująca inflacja, która spędza sen z powiek ekonomistów to realny problem, ale za rogiem czają się kolejne, powiązane ze wspomnianym zjawiskiem. Podwyżka stóp procentowych spowodowała gwałtowny wzrost wysokości rat kredytów hipotecznych. Sumując – mamy znacznie wyższe koszty życia niż rok, dwa czy trzy lata temu. Jak ma się to do kwestii opłaty reprograficznej?

Otóż część z nas odkłada zakup elektroniki na lepszy czas. Wyjątek stanowi konieczna wymiana uszkodzonego urządzenia. Niemniej, wzrost cen może wpłynąć negatywnie na i tak kiepską sytuację rynkową. Jestem przekonany, że najbardziej odczuwalne byłoby to w segmencie smartfonów, gdzie sprzęt wymieniamy z wysoką częstotliwością. Rządzący najwyraźniej zdają sobie z tego sprawę i postanowili nie „dobijać” tej kategorii produktowej.

Inflacja w Polsce: aplikacje ze zniżkami i promocjami okazują się skutecznym ratunkiem na galopujące ceny