21.08.2025 10:00 | Aktualizacja: 21.08.2025 10:35

Dno, metry mułu i gdzieś tam poniżej: wsparcie od Google

To będzie jeden z tych materiałów, w których mam ochotę ponarzekać, bo krew mnie nagła zalewa z praktykami dużych graczy i to przy usługach, w których zostawiam im swoje pieniądze. Drodzy Państwo, dzisiaj sfrustrowanym słowem o wsparciu Google, które nie istnieje, a w zasadzie jest doskonałym źródłem frustracji.

Trendy wakacyjne 2025

Jakiś czas temu wystartowaliśmy z naszym projektem 35mm.pl, o którym zresztą także na dailyweb pisaliśmy. To serwis, a w zasadzie sklep internetowy, który stanowi uzupełnienie tego, co robimy w naszym fotograficznym serwisie stałka.pl. Sprzedajemy tam filmy analogowe wszelkiej maści, ale także i aparaty czy powiązane akcesoria. Spełniłem swoją ambicję, by wystartować z własnym sklepem, a moje ADHD jest przeszczęśliwe, bo jest milion obszarów, aspektów, którymi będę mógł się zając, ba, którymi będę chciał się zająć i to z przyjemność. Poznać jak działają marketplace w Polsce, jak złapać kontakty z dystrybutorami, jak wprowadzać produkt na rynek, jak walczyć cenowo, jak się promować, jak się reklamować.

Aktualnie testuje dla funu kilka narzędzi, takie jak Ceneo czy Google Ads, by sprawdzić, które z nich będzie najlepszym narzędziem do promocji naszego sklepu. Wrzuciłem kilka drobnych do kilku serwisów i obserwuje wyniki. O ile mam sporo zastrzeżeń do samego procesu i narzędzi takich jak np. Ceneo, które uważam za mało intuicyjne, o tyle Google Adsy wydają się być o ironio dość dobrze zaprojektowane i przyjemne w pracy. Sęk w tym, że właśnie poprosili mnie o weryfikacje, mimo tego, że jestem tam zarejestrowany swoim głównym kontem Google. No dobrze, zatem przejdźmy weryfikacje. Wszystko szło sprawnie, do momentu, w którym poproszono mnie o Social Secuirty Number, który funkcjonuje tylko w USA. No tak, pomyłka, trzeba zmienić lokalizacje konta. Nie da się. Ale jak to? Przecież nikt nie pytał mnie o lokalizacje konta, a moje konto Gmail jest polskie.

Zaczynam przeszukiwać informacje w sieci i najpewniej będę musiał założyć konto od nowa, co już brzmi absurdalnie. No dobrze, skontaktujmy się z Google i ustalmy, czy nie można tego zmigrować, bo nie chciałbym tracić swoich aktualnych kampanii, pomijając dalej fakt, że nikt o kraj przy rejestracji mnie nie pytał.

Okazuje się, że jak to w przypadku Google mamy pomoc w postaci czatu, żadnego żywego człowieka wystawionego na froncie, żadnego kontaktu, numeru telefonu. Nawet przy usłudze komercyjnej. Nie cierpię ich za te praktyki. Rozumiem taki zabieg przy usługach darmowych, ale przy komercyjnych?

Przechodzę przez formularz, 3-krotnie prosząc o informację jak mogę skontaktować się z człowiekiem, zamiast czytać serwowane treści przez algorytm, które nie pomagają mi rozwiązać sprawy. Tracę czas, dużo czasu. W końcu z łaską algorytm w czacie wypluwa mi formularz kontaktowy. Uzupełniam go i co? I okazuje się, że numer konta, który ode mnie chcą nie przechodzi walidacji. Kopiuje go ponownie, usuwam myślniki, nic z tego. Szukam nawet innego numeru, niż ten, który konkretnie wskazują. W efekcie nie mogę przesłać mojego zapytania i prośby o pomoc. KREW NAGŁA MNIE ZALEWA. Proszę w czacie o numer kontaktowy lub kontakt z człowiekiem. Zbywa mnie, trzy razy, po czwartym dostaje numer telefonu, na który mogę zadzwonić. Dzwonie, wpisuje mój numer ID, zostaje zweryfikowany (o ironio) i co? Automat w słuchawce mówi do mnie:

W RAMACH TEGO NUMERU KONTAKTOWEGO, NIE OFERUJEMY ROZMÓW Z KONSULTANTAMI.

Nie mam siły, poddaje się. 25 minut z życia zmarnowałem na coś, za co płacę, chcę płacić, a w zamian dostaję gonga w twarz od automatu.

Ja serio rozumiem wszystko. Ogromna usługa, rozległe usługi, wsparcie wszystkich użytkowników niesie potężne koszta, ale to ukrywanie się za formularzami nawet w usługach komercyjnych to cholerny żart. Okej, nie jestem rekinem, który zostawi u nich miliony, ba nie tysiące, ani nie nawet setki dolarów, ale zamierzam powierzyć im swoje pieniądze, kupić usługę, a w zamian nie ma nawet zwrotnie tak elementarnej podstawy jak wsparcie do ich własnego narzędzia, które oferują. Dałem sobie spokój, mimo niedoskonałego panelu Ceneo, to tam przesuwam środki i oficjalnie się obrażam za tak totalnie beznadziejne praktyki Google w kontekście wsparcia. To jednak najpewniej nie koniec, bo jeszcze będę potrzebował faktury, za moje wpłaty, a to się dopiero zapowiada heca.

Gorąco nie polecam.