Threads wystartował w Polsce! Czy Twitter powinien się bać? Czy Instagram zniknie? Czy potrzebuję nowego medium społecznościowego? Zadawałem sobie te pytania, gdy testowałem produkt Marka Zuckerberga.

Nie jestem w stanie podać powodów, przez które spędziłem na Threads część weekendu. W zasadzie to nawet tego nie planowałem. Muszę tutaj zaznaczyć, że nie jestem fanem Twittera. Jako źródło informacji? Jak najbardziej, ale jako miejsce do dyskusji czy kontaktów międzyludzkich – zdecydowanie nie. W między czasie prowadzę małego bloga filmowego na Facebooku oraz na Instagramie. Twitter jakoś tak nie zaskarbił mojej sympatii. Jestem zwolennikiem długich postów, więc ograniczenie znaków nie było dla mnie komfortowe.

//dzisiaj na dailyweb

Threads był reklamowany jako Twitter Marka Zuckenberga, więc niespecjalnie na niego czekałem. Po pierwsze uważam, że social mediów i tak jest już za dużo, a po drugie… po co kalkować coś, co istnieje, ma swoich zwolenników i działa całkiem sprawnie? Dlatego też nie czekałem z wypiekami na twarzy, kiedy Threads wystartował w Polsce. I stała się rzecz dziwna – dołączyłem, potestowałem i napisałem tam więcej przez 48 godzin niż na Twitterze przez 1,5 roku. Jest tam całkiem milusio, ale już zauważam pewne wady. A dodatkowo kierunek, jaki obiera wielu użytkowników, nie wróży dobrze. Jednak po kolei.

Threads w Polsce. Start nowego social media w Polsce

Threads
Założenie konta na Threads jest banalnie proste

Jestem użytkownikiem Instagrama, dlatego założenie konta trwało dosłownie parę sekund. Wystarczyło przekierować swoje dane na Threads. Szybko, łatwo, bezboleśnie. Wszyscy znajomi przekopiowani, opis konta i zdjęcie profilowe. Opcja dostępna zarówno przez aplikacje mobilne, jak i przez komputery. Oczywiście – nie mając konta na Instagramie – możemy być członkiem nowego social media. Tylko założenie profilu trwa nieco dłużej. Napisałem pierwszego tweeta… przepraszam, nowy wątek, potem drugi, trzeci, komentarz. Tak wyszło, że zapomniałem o istnieniu Instagrama. Oczywiście tłumaczę to tym, że jest to coś nowego, więc zawsze człowieka ciekawi odkrywanie tajemnic czegoś nieznanego.

Problem w tym, że za bardzo nie ma czego odkrywać. Są pewne różnice i udogodnienia (o tym w dalszej części tekstu), ale tak naprawdę otrzymujemy dobrze znanego Twittera. Interfejs różni się właściwie tym, że nie wyskakują nam reklamy i panuje równość – nie ma zweryfikowanych profili. Jednak przede wszystkim jest naprawdę milusio. Zdaje sobie sprawę, że to kwestia czasu, ale na razie nie spotkałem się z falą hejtu, trollingu czy niezdrowych wypowiedzi. W zasadzie to też można powiedzieć, że to spotkanie dobrych znajomych. Możemy przecież połączyć konto z Instagramem, a więc często widać komentarze w stylu „O, jak fajnie! Ty też tutaj jesteś!”

Threads to wirtualne zbicie piątki ze starymi znajomymi

Threads
Czy to Twitter zgubił panele boczne? Nie to tylko Threads

Niestety nowej treści praktycznie nie poznałem, mimo że trochę czasu na Threads spędziłem. Na początku wiele postów dotyczyło kwestii związanych z bytnością i niemalże internetową egzystencją, bo wielu użytkowników zastanawiało się nad sensem bycia na „nowym” social media. Po czym dorzucali do pieca parę nowych wątków. Tablica zaczęła się zapełniać, nastroje zaczęły się zmieniać. Okazało się, że część użytkowników ucieszyło się, iż mogą być tu sobą, pisząc krótkie, często spontaniczne i nic niewnoszące do życia posty. Czyli co? Oznacza to, że część kont na Instagramie tworzyło fałszywy content, pełen masek i tworzenia profilu zupełnie innej osoby? Samozaoranie poziom expert. Przesiew debili całkiem sprawny.

Kolejna sprawa – mam wrażenie, jakbym cofnął się o jakieś 10-15 lat. Kiedy próbowałem nieco zareklamować swój pierwszy kanał na YouTubie oraz biznes mojej mamy, próbowałem to zrobić w nieco głupi sposób. Grupki „sub za sub”, czy „like za like” były moją tablicą na Facebooku. Dosyć szybko odkryłem, że to nic zupełnie nie daje, bo pusty sub to jak picie piwa bezalkoholowego – niby można, ale po co? Efektów za bardzo nie ma. Jak się okazuje – Polacy są wierni tradycjom internetowym i kultura ta przetrwała. I to nie jest tak, że występuje sporadycznie. Naprawdę natrafiłem na wiele kont, które praktykuje taką strategię tworzenia biznesu. Życzę powodzenia.

Threads obfituje w ludzi szukających nowych klientów i zasięgów

Threads
Znajdź różnice. Podpowiadam, ze kolorystyka nie jest jedną z nich.

Ostatnia kwestia, która rzuciła mi się w oczy i może mieć negatywny wpływ – konta biznesowe. Threads z biegiem godzin zaczął przypominać słup ogłoszeniowy. Specjaliści z wielu dziedzin zaczęli oferować swoje usługi. I to w taki nieprzystępny sposób. Trudno nazwać ich obecność na tym portalu czymś innym. To po prostu kolejne miejsce z social mediów, które pomoże w zdobyciu nowych klientów. Oczywiście fajnie, że mamy na to miejsce, ale jeszcze lepiej, gdybym już na wstępnie nie widział zatrzęsienia takich postów. Dajcie się poznać i dopiero wbijajcie z buta w nowych użytkowników. To jest jednak social media służące głównie do wymiany opinii, tworzenia relacji. Threads jest w Polsce od paru dni! Już po 24 godzinach mieliśmy więcej specjalistów niż domowych trenerów piłki nożnej podczas Euro lub Mundialu. Wszyscy szukają zasięgów, szybkiego poklasku, nowych klientów. Ekspresowy rozwój i ewolucja. Tylko czekać aż Mareczek wprowadzi jakąś płatną usługę.

Dobra, ponarzekałem. Teraz będę chwalił, bo pomimo pewnego nachalnego contentu… jest bardzo milusio. Porównując z toksycznym Twitterem, to taki portal, że ma się go ochotę przytulić i podziękować za dobre słowo. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że to pewnie ulegnie to zmianie. A może algorytm zacznie działać zbyt dobrze? A może już zaczął i dlatego nie ma rasistowskich lub seksualnych treści? W końcu to Meta – strażnik moralności i głupich algorytmów. Pamiętam, jak np. wielu blogerów miało problem z recenzowaniem serialu Sex Education, bo przecież najgorsze słowo na świecie pojawiało się w tytule. Absurd.

Edycja posta i nagrania głosowe

Wracając, nie myślałem, że zagrzeje miejsca na dłużej. Podoba mi się nawet ten sympatyczny Twitter. Threads ma dwie interesujące funkcje, których konkurent nie ma. Edycja posta i nagrania głosowe. Ta pierwsza pozwala na edycję wątku, która trwa 5 minut od chwili jego publikacji. Twitter ma taką opcję, ale tylko w pakiecie płatnym. Tutaj jest za darmo! Ogromne brawa. Literówka rzecz ludzka, więc miejmy nadzieję, że nigdy ta możliwość nie zostanie zmonetyzowana.

Nagrania głosowe to może nie jest już takie wielkie udogodnienie w dobie systemowego przetwarzania głosu na tekst. Jednak tutaj mamy w zasadzie dwa w jednym. Możemy nagrać swój głos, system przetworzy go automatycznie na tekst, jednocześnie zachowując nasz plik z nagraniem głosowym. Potem mamy możliwość edycji tekstowej naszej wypowiedzi. Możemy również udostępnić samo nagranie. Całkiem fajna opcja, z której może i nie będę często korzystał, ale dobrze, że jest.

Werdykt – czy Threads to lepszy Twitter?

Podsumowując temat, jestem zaintrygowany, ale również pełen obaw, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Jeśli chodzi o szybki dostęp do informacji, Twitter wygrywa. Threads może stać się za to całkiem ciekawym miejscem na wymianę poglądów czy do wrzucenia pierdoły, która siedzi nam w głowie. Idealne miejsce na nieskrępowany, krótki strumień świadomości. Mam jednak wrażenie, że zbyt wielu użytkowników traktuje Threads zbyt serio i próbuje zdobyć szybko nowych klientów lub wylansować swoją osobę. Może nie jest to nienormalne, ale jednak trochę mi się gryzie z nowym social medium.

Oxid 260. Recenzja budżetowej podkładki chłodzącej pod laptopa

Czy Threads będzie konkurencją dla Twittera? Na teraz wielu użytkowników pisze, że nieco zapomniało o Instagramie i tutaj zacząłbym się martwić. Niby to połączone serwisy, ale może to doprowadzić do sytuacji, w której produkt matka stanie się niepotrzebny? Będę na pewno śledził zmiany, bo jestem ciekaw nastrojów ludzi. No i kiedy do tej miłej krainy wkroczą harpie hejtu i pożogi? Nie może być chyba za sympatycznie zbyt długo, prawda?