Beyerdynamic przechodzi do historii. Dosłownie
Po niemal stu latach niemiecka firma Beyerdynamic przestała być rodzinnym biznesem. 5 czerwca podpisano papiery – nowym właścicielem został Cosonic International z Singapuru, choć tak naprawdę sznurki ciągnie chińska spółka Jiahe Intelligent Technology.
Za 122 miliony euro (około 140 milionów dolarów) Chińczycy przejmują wszystko – udziały, długi, patenty, całą resztę. Cosonic to taki cichy gracz na rynku – produkują słuchawki dla innych, większych marek. Philips, JBL, Beats, Honor, Huawei – wszyscy u nich zamawiają. W zeszłym roku aż 77% ich przychodów, czyli jakieś 343 miliony dolarów, pochodziło właśnie ze słuchawek.
Cosonic chce najwyraźniej przestać być tylko wykonawcą cudzych pomysłów. Kupując niemiecką legendę, od razu zyskują markę z historią, sieć sprzedaży w Europie i USA, no i technologie, które Niemcy szlifowali latami. Słynne przetworniki Tesli, systemy bezprzewodowe – to wszystko teraz przechodzi w chińskie ręce.
Kto używa ich słuchawek?

Beyerdynamic nie był w złej kondycji – w 2024 roku zarobili ponad 84 miliony euro, z czego 8,5 miliona to czysty zysk. Dlatego niektórzy inwestorzy kręcą nosem na wycenę – 14-krotność rocznego zysku to sporo jak na niszowego producenta audio.
Historia firmy zaczęła się w latach 20. w Berlinie. Eugen Beyer, fascynat rodzącego się kina, zaczął od produkcji głośników do sal kinowych. Pod koniec lat 30. stworzył pierwsze dynamiczne słuchawki DT 48 – model, który trzymał się na rynku aż 75 lat.
Po wojnie firma odbudowała się w Heilbronn, gdzie działa do dziś. To tam w 1950 roku powstały DT48S – pierwsze stereofoniczne słuchawki na świecie. Mikrofony Beyerdynamic używali Beatles podczas niemieckiej trasy, śpiewali do nich Bowie, Elton John, ABBA. To nie byle jaka firma – to kawał historii muzyki.
W internetowych forach wrze. Pojawił się nawet termin „Chi-Fi’d” – tak mówią, gdy szanowana zachodnia marka trafia w chińskie ręce i – zdaniem pesymistów – zaczyna schodzić na psy. Przykłady? AKG po przejęciu przez Samsunga, Blaupunkt, który teraz robi tanie graty, Philips w segmencie audio…
Fani boją się, że kultowe modele jak DT880 czy T1 stracą to „coś”, co czyniło je wyjątkowymi. Że zamiast niemieckiej solidności dostaniemy masową produkcję z Chin. Że oszczędności zjedzą jakość.
Ale są też optymiści. Może Cosonic faktycznie zmodernizuje markę? W końcu mają kasę i doświadczenie w produkcji bezprzewodowych gadżetów. Jeśli zostawią niemieckich inżynierów w spokoju i nie zaczną ciąć kosztów, może wyjdzie z tego coś dobrego?
Na razie cisza. Nie wiadomo, co stanie się z fabryką w Heilbronn, z pracownikami, z całą niemiecką częścią firmy. Chińczycy muszą jeszcze dostać zgodę swoich regulatorów na transakcję, ale w Europie i USA nikt nie będzie im robił problemów.
Era rodzinnego Beyerdynamic dobiegła końca. Czy to początek końca marki, którą znamy, czy może nowy rozdział? Zobaczymy. Audiofile na całym świecie będą obserwować każdy ruch nowych właścicieli. Bo przecież nie chodzi tylko o firmę – chodzi o kawałek historii dźwięku, o niemiecką precyzję, o słuchawki, które przez dekady definiowały brzmienie studiów nagraniowych na całym świecie.
Czas pokaże, czy za chińskie miliony da się kupić duszę marki.
