Niepozbawione wad, ale moje ulubione słuchawki dokanałowe –recenzja Google Pixel Buds 2a
Przez ostatnich kilka tygodni Google Pixel Buds 2a były moimi głównymi słuchawkami. Używałem ich na co dzień w pracy i po godzinach, a po niedługim czasie stały się moimi ulubionymi dokanałówkami.
Google nie ma szerokiej oferty słuchawek, co bynajmniej nie oznacza, że portfolio jest ubogie. Na stronie znaleźć można dwa modele: Pixel Buds Pro 2 i Pixel Buds 2a. Tak prostego wyboru nie dają sklepy innych marek, w których roi się poszczególnych wariantów. Łatwo się takim gąszczu zgubić i koniec końców nie móc zdecydować się na żaden z modeli z obawy o to, że nie będzie wystarczająco dobry, albo wręcz przeciwnie, zbyt zaawansowany. W Google jest zdecydowanie prościej, co dla mnie jest olbrzymim plusem. Tym razem wziąłem na warsztat tańszy model słuchawek, Buds 2a, który za cenę 649 złotych oferuje naprawdę sporo i trudno nazwać ten produkt budżetowym.
Unboxing
Google postawiło na minimalizm nie tylko w kwestii szerokości oferty, ale także w wyglądzie i zawartości opakowania Buds 2a. Pudełko przywodzi na myśl produkty z recyklingu lub odnawiane, co wydaje mi się dość ciekawe w kontekście korporacji, której kwartalne przychody przebiły właśnie granicę 100 miliardów dolarów. Warto przy okazji dodać, że choć wpływy ze sprzedaży sprzętu takiego, jak omawiane dziś słuchawki nie są znaczące w skali działalności całej firmy, to już w pierwszych chwilach po otwarciu pudełka czuć, że nikt w Google nie podszedł do tematu Buds 2a po macoszemu.
W zestawie znalazło się jedynie to, co najważniejsze, czyli rzecz jasna same słuchawki w niewielkim i zgrabnym etui ładującym, komplet gumek w rozmiarach XS, S, M (założone fabrycznie na pchełki) i L, oraz papierowa dokumentacja. Producent nie dołączył przewodu USB-C i słusznie, bo każdy ma już w domu przynajmniej jeden taki kabel, choćby do ładowania smartfona, tabletu czy nawet laptopa. Dobrze, że ograniczono produkcję tego, w większości przypadków, zbędnego dodatku.
W moich pierwszych wrażeniach zwróciłem uwagę na to, że maleńkie kartoniki dedykowane gumkom przypominają mi opakowania figurek gier planszowych i gdy teraz jeszcze raz zaglądam do wnętrza pudełka Buds 2a, mam dokładnie to samo skojarzenie. Wrażenia z rozpakowywania słuchawek oceniam bardzo pozytywnie.
Jakość wykonania, wygląd i montaż
Pixel Buds 2a charakteryzują się ciekawą budową. Nie posiadają charakterystycznego dla słuchawek dokanałowych i dousznych podłużnego elementu korpusu, co umożliwia włożenie ich do ucha na więcej niż jeden sposób. Producent zdefiniował jedną z możliwości ułożenia, która widoczna jest na druku wewnątrz pudełka oraz w tutorialu w aplikacji Pixel Buds, ale okrągła forma wkładek daje tu sporą dowolność. Jest to zdecydowanie jedna z największych zalet tych słuchawek, bo istnieje spora szansa, że każdy, naprawdę każdy człowiek będzie w stanie znaleźć taki układ, w którym słuchawki będą znajdować się jednocześnie w najlepszej pozycji, by dostarczać wysokiej jakości dźwięk i nie będą wypadać z uszu przy najdrobniejszym ruchu.
W znalezieniu najlepszego dopasowania pomaga także niewielkie gumowe skrzydełko, znajdujące się w pobliżu oznaczenia R lub L i pinów do ładowania. Przyznam, że w pierwszych chwilach byłem nieco zdezorientowany wkładając słuchawki do uszu, bo trudno było mi wyczuć, czy umieszczam je się tak, jak producent pokazał na ilustracji. Starałem się odwzorować zaprezentowany układ, ale po kilku kolejnych razach zupełnie przestałem zwracać na to uwagę i skupiłem się na tym, by to mi było wygodnie, niezależnie od tego czy logo Google układa się prosto czy jest do góry nogami. Najważniejsze jest to, by pchełki stabilnie trzymały się w uszach, dlatego pomysł producenta na to, by po właśnie najpierw umieścić słuchawkę wewnątrz i następnie przekręcić uważam za wręcz genialny. Przez ostatnich kilka tygodni, żadna ze słuchawek nie wypadła mi ani razu z ucha, co uważam za ogromny plus.
Kolor Google Pixel Buds 2a, które otrzymałem do testów producent określił jako zielonoszary. Ja powiedziałbym, że ten zielony jest tutaj bardzo umowny. Kilka minut na Pintereście utwierdziło mnie w przekonaniu, że kolor opisany na pudełku jako Vert Lichen to zdecydowanie nie jest barwa, którą widzę na obudowie słuchawek. Nie ma to jednak większego znaczenia, jeśli przyjmiemy, że Pixel Buds 2a są po prostu szare. Przy okazji dodam, że słuchawki te charakteryzują się bardzo stonowaną stylistyką. Nie wyróżniają się, nie zwracają na siebie przesadnej uwagi, powiedziałbym nawet, że są dyskretne.
Na matowo wykończonym boku każdej ze słuchawek nadrukowano literę G, a po przeciwnej stronie umieszczono oznaczenie odpowiednio prawej i lewej wkładki. Minimalistycznie i stylowo. Ja to kupuję i naprawdę podoba mi się to, w jaki sposób wykonano ten sprzęt. Jeśli chodzi jakość czy spasowanie materiałów, trudno byłoby się do czegokolwiek przyczepić. Słuchawki są bardzo lekkie (jedna waży zaledwie 4,7 g), ale mimo to czuć, że producent nie oszczędzał na klasie komponentów. Co do etui ładującego, to mamy do czynienia z niewielkim białym jajkiem, które świetnie leży w dłoni, a wierzchnia matowa warstwa daje przyjemne poczucie obcowania produktem wysokiej jakości.
Cieszy mnie fakt, że dioda sygnalizująca stan urządzenia została umieszczona pod warstwą obudowy, dzięki czemu emitowane światło jest miękkie, lekko przytłumione i nie razi w oczy. Gdy bateria jest bliska wyczerpaniu wskaźnik z wolna miga na pomarańczowo, natomiast gdy stan akumulatora jest wyższy, dostrzeżemy białe światło. Na dnie przegródek dla słuchawek znajdują się łatwo dostępne śrubki, dzięki którym wymiana baterii w etui ma być dużo prostsza i tak naprawdę w ogóle możliwa. Jest to warty odnotowania fakt, bo Google jest chyba pierwszym globalnym producentem, który zdecydował się na takie rozwiązanie.
W poprzednim akapicie chwaliłem matowe wykończenie i estetykę etui ładującego, ale muszę też zaznaczyć, że obudowa, o ile póki co pozostaje wolna od zarysowań, to pojawiają się na niej ślady tudzież przebarwienia. Zauważyłem je po kilku dniach noszenia akcesorium w kieszeni granatowych jeansów. Na szczęście niedoskonałości udało mi się szybko zetrzeć, ale jestem ciekaw, jak materiał będzie sprawował się w dłuższym okresie. Do etui mam jednak większe zastrzeżenie. Zostało ono tak skonstruowane, że słuchawki można w nim umieścić na dwa sposoby, choć jak sądzę producentowi wcale na tym nie zależało.

Układ pinów i wytłoczeń pozwala na to, by lewą słuchawkę umieścić w miejscu prawej, a prawą w slocie na lewą. Pomyłka objawia się tym, że po pierwsze nie rozpoczyna się ładowanie, a po drugie nie można w takim układzie zamknąć wieczka. Problem polega jednak na tym, że zbyt łatwo jest się pomylić, a w roztargnieniu i pośpiechu pewnie dałoby się zamknąć etui na siłę, czego oczywiście nie próbowałem, ale zakładam, że skończyłoby się to nieodwracalnym uszkodzeniem. Ten aspekt należałoby poprawić.

Jakość dźwięku
Pixel Buds 2a posiadają 11-milimetrowe przetworniki dynamiczne i zaprojektowaną od nowa komorę akustyczną. Google przekonuje na swojej stronie, że dzięki najnowszym rozwiązaniom technologicznym, słuchawki pozwalają zanurzyć się w czystym, wyrazistym dźwięku. Producent ma w tym sporo racji, bo kiedy po raz pierwszy włączyłem muzykę, zwróciłem uwagę na to, że dźwięk jest bardzo przejrzysty i jednocześnie przyjemny w odbiorze. Gdybym miał określić go jednym słowem, powiedziałbym, że jest delikatny.
Słuchawki od Google charakteryzują głębokim, ale nie przytłaczającym basem. Grają przyjemnie i lekko, ale muszę przyznać, że zwłaszcza w rockowych kawałkach brakuje im nieco przestrzeni. Miałem wrażenie, że dźwięk bywa momentami zbyt spłaszczony, sprawiając wrażenie, że instrumenty wzajemnie się zagłuszają. Słuchając innych gatunków miałem pozytywne odczucia, przede wszystkim spodobało mi się to, że niemal każdy utwór brzmi na nich po prostu dobrze i aż chce się posłuchać kolejnego.
Google daje możliwość skorzystania z equalizera, który pozwala dostosować poziomy sopranów czy basów do naszych preferencji. Poziom szczegółowości i ilość opcji określiłbym jako wystarczające, bo z jednej strony jest tutaj pewna dowolność i możliwość zachowania własnych ustawień, ale można zapisać tylko jeden własny profil i szkoda, że nie ma opcji nadania swojej nazwy. Gotowych presetów jest pięć i dopóki sam nie skorzystałem z poszczególnych suwaków, najchętniej słuchałem muzyki na Domyślnym.
Nie chcę, byście odnieśli wrażenie, że słuchawki Pixel Buds 2a grają brzydko. W żadnym razie nie jest to sprzęt przeciętny, jakość dźwięku wypada naprawdę dużo powyżej średniej, ale mając porównanie z rewelacyjnymi FreeBuds Pro 4, po prostu nie mogę napisać, że dokanałówki Google’a charakteryzują się fantastycznym dźwiękiem, bo na to miano w moich uszach zasługuje sprzęt Huawei. Tym bardziej warto o tym powiedzieć, bo obie pary kosztują dokładnie tyle samo – 649 zł. Biorąc pod uwagę tylko jakość dźwięku i zakres personalizacji parametrów, FreeBuds Pro 4 wciąż pozostają bezkonkurencyjne.
ANC
Pixel Buds 2a szczycą się aktywną redukcją szumów Silent Seal 1,5. Muszę przyznać, że nie miałem do czynienia z Silent Seal 1, ale zastosowany w testowanych przeze mnie słuchawkach system sprawdza się świetnie. ANC sprawia, że codziennie podróże komunikacją miejską są dużo mnie uciążliwe, a wielkomiejski hałas niwelowany jest przez Buds 2a naprawdę dobrze. Wybornie słucha się podcastów i wszelkich innych nagrań, gdzie liczy się zrozumienie każdego słowa. Redukcja szumów nie ma zdefiniowanych poziomów, czego zdarzało mi się doświadczać u innych producentów, ale nie uznaję tego za wadę.
Właściwie na powyższym można by skończyć opis ANC, ale muszę tu wspomnieć o jednej rzeczy, która istotnie wpływa na całościową ocenę tych słuchawek. Otóż do tej pory korzystając z redukcji szumów czy to w Huawei, czy Oppo czy Creative’ach, które kiedyś miałem, zawsze czułem mniejszy lub większy dyskomfort. Uczucie zatkanych uszu, podobne do tego odczuwanego w samolocie. Ale z Pixel Buds 2a jest inaczej. To są pierwsze słuchawki, w których tryb ANC jest tak przyjemny, że włączam go zawsze, gdy akurat mogę nieco stracić kontakt z otoczeniem.
W pierwszych dniach zastanawiałem się dlaczego właściwie tak się dzieje i co Pixel Buds 2a mają w sobie, że tak dobrze mi się z nich korzysta. Kiedy nie mogłem znaleźć jednoznacznej odpowiedzi, zajrzałem do specyfikacji technicznej i trafiłem na ten wpis: Aktywna redukcja ciśnienia w uszach. Nie przypuszczałem, że te słuchawki mają taki system, a teraz dodatkowo jeszcze mogę potwierdzić, że on naprawdę działa!
Łączność i aplikacja
Pixel Buds 2 działają z każdym urządzeniem Bluetooth 4.0+, dlatego kompatybilność nie powinna stanowić żadnego problemu. Jak to zwykle bywa, producent oferuje specjalną aplikację mobilną do obsługi słuchawek, w tym przypadku jest to Google Pixel Buds. Z reguły jest tak, że apki dostępne są na Androidzie i iOS, natomiast gdy korzysta się z komputera, dedykowanego rozwiązania do zmiany ustawień słuchawek nie ma. Google ogromnie mnie zaskoczyło, bo Pixel Buds 2a są sterowalne poprzez aplikację webową, co oznacza, że equalizerem i ustawieniem gestów można sterować z dowolnego komputera. Genialne!

Jedyne ograniczenie jest takie, że należy użyć przeglądarki opartej na Chromium i oczywiście posiadać konto Google. Niestety, o ile w kwestii obsługi na macOS jest pełen sukces, to problem pojawia się w przypadku iOS. Z nieznanego mi powodu apka Google Pixel Buds nie jest dostępna w App Store. Próba obejścia przez zalogowanie się w przeglądarce na iPhonie zakończyła się niepowodzeniem, także w ekosystemie Apple jedyna opcja na podejrzenie np. ile % energii zostało w etui, albo zmianę charakterystyki dźwięku to zalogowanie się przez przeglądarkę na Maku.
Ustawień nie ma przesadnie dużo. Znajdziemy to, co najważniejsze, czyli korektor, obsługę gestów czy opcję znalezienia zagubionej słuchawki poprzez emisję narastającego dźwięku. Szkoda, że w equalizerze można zapisać tylko jedno własne ustawienie, przydałaby się też opcja nadania unikatowej nazwy. Słuchawki obsługują dwa połączenia jednocześnie, co bardzo przydaje się w codziennej pracy. W moim przypadku często był to iPhone + komputer z Windows lub MacBook.
Przełączanie się pomiędzy urządzeniami nie idzie tak gładko jak w przypadku AirPodsów, ale nie powinno to dziwić, w końcu to sprzęty konkurujących producentów. W przypadku Pixel Buds 2a zauważyłem jedynie jedną poważniejszą niedogodność, mianowicie gdy słuchawki utracą połączenie z iPhonem, bo np. wyjdzie się z pomieszczenia, to po powrocie w zasięg telefonu, nie łączą się automatycznie z powrotem.
Obsługa gestów
Sterowanie dotykowe działa w Pixel Buds 2a niemal bezbłędnie. Słuchawki reagują poprawnie na dotknięcia i przytrzymania, nie odnotowałem zbyt wielu błędów związanych z obsługą gestów. Przytrzymując palec dłużej można zmienić tryb pracy słuchawek, a przejście oznaczane jest dźwiękowo. Co jednak bardzo ważne, każdy z trybów ma przypisany indywidualny sygnał, zatem po już po kilku dniach da się bezbłędnie przechodzić przez poszczególne tryby bez konieczności sięgania po telefon.
Oczywiście gesty będą działać dobrze, o ile boki słuchawek będą odsłonięte. Mówię o tym dlatego, że z uwagi na pewną dowolność ułożenia dokanałówek w uchu, może się zdarzyć (u mnie występowało to dość często), że panele dotykowe ułożą się pod takim kątem, że nie będzie możliwe położenie palca na nadrukowanej literze G. W pierwszych dniach brakowało mi też możliwości sterowania głośnością. Rozumiem, że wynika to ze specyficznej budowy słuchawek i trudno byłoby opracować jeszcze jeden powtarzalny i łatwy do wykonania gest na tak małej przestrzeni.
Bateria
Google deklaruje, że słuchawki umożliwiają słuchanie muzyki przez 7 godzin z włączoną redukcją szumów, natomiast pełny akumulator etui pozwoli naładować rozładowane Pixel Buds 2a dwukrotnie, dając łącznie 20 godzin korzystania. W czasie moich testów udało mi się w pewnym sensie przebić te założenia, bo chociaż nie słuchałem muzyki non stop przez 7 godzin, to udało mi się potwierdzić, że naładowanym do 100% Pixel Buds 2a energii wystarczy od rana do wieczora. Kilka testowych dni podczas których osiągnąłem bardzo podobne wyniki wyglądało następująco:
O 6:30 uruchamiałem poranny podcast. Po niecałej godzinie odkładałem słuchawki na kilkadziesiąt minut, czasem dłużej, ale cały czas pozostawały włączone i połączone z komputerem lub telefonem. Później odbywałem kilka spotkań online, a więc w użyciu były także mikrofony. Kolejne godziny (z nielicznymi przerwami) upływały mi na słuchaniu muzyki i prowadzeniu rozmów. Zdarzały się też momenty, w których odkładałem słuchawki bez rozłączania ich ze źródłem dźwięku. Zwykle około 16:00 w Pixel Buds 2a pozostawało jeszcze kilkanaście procent baterii. Przez cały taki dzień korzystałem zamiennie z ANC i trybu Przejrzystość w którym choćby rozmawiając, lepiej słychać samego siebie, co znaczenie zwiększa komfort.
W takim cyklu mieszanym Pixel Buds 2a bez większego problemu będą towarzyszyć użytkownikowi przez cały dzień. Uważam to za świetny wynik. Zwróciłem jednak uwagę na nierówne zużycie baterii słuchawek. Pewnego dnia po 13.00 zauważyłem, że iPhone pokazał, że stan baterii wynosi 37%. Wydało mi się to dość niskim odczytem, jak na tę porę, dlatego postanowiłem zobaczyć, co pokaże aplikacja Pixel Buds na Androidzie i tutaj okazało się, że lewa słuchawka ma 53%, natomiast to w prawej zostało 37%. Spotkałem się już z tego typu rozbieżnościami w AirPodsach, ale nie w takiej skali. Tutaj przyznam, że różnica jest dość spora.
Werdykt
Google Pixel Buds 2a to świetne słuchawki na co dzień. Są bardzo wygodne i niezwykle lekkie, a ich nietypowa konstrukcja pozwala na wygodne dopasowanie niemal do każdego ucha. Nie wypadają nawet przy dynamiczniejszych ruchach, a reduktor ciśnienia w uszach sprawia, że można nosi się je komfortowo przez wiele godzin (na co pozwala też wydajna bateria).
Jeśli chodzi o jakość dźwięku, to jest bardzo dobrze, chociaż dokanałówki Google nie dorównują mocą, szerokością sceny i mnogością opcji korektora modelowi FreeBuds Pro 4 od Huawei. Mam jednak wrażenie, że Pixel Buds 2a nie mają aż tak wysokich aspiracji. Niedoskonałości dźwięku nadrabia wygoda i funkcjonalność w postaci obsługi przez przeglądarkę, choć brak aplikacji na iOS wciąż boli.
Plusy
- możliwość sterowania ustawieniami w przeglądarce internetowej
- dowolność ułożenia w uchu
- brak efektu zatkanych uszu
Minusy
- obsługa gestów nie zawsze jest możliwa ze względu na ułożenie słuchawek w uchu
- łatwo włożyć słuchawki do etui w niepoprawny sposób
- brak aplikacji na iOS
Dane techniczne
| Producent | |
| Model | Pixel Buds 2a |
| Typ słuchawek | Douszne |
| Procesor słuchawek | Tensor A1 |
| Łączność | Bluetooth® 5.4 Superszerokopasmowe |
| Ładowanie | Gniazdo ładowania USB-C |
| Dźwięk | 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny Aktywna redukcja szumów z Silent Seal 1,5 Tryb dźwięku otoczenia Aktywna redukcja ciśnienia w uszach |
| Zgodność z systemami | Możliwość sparowania z dowolnym urządzeniem Bluetooth® 4.0+, w tym z urządzeniami z Androidem lub iOS, tabletami i laptopami Wymagane konto Google |
| Klasa wodoszczelności | Słuchawki: IP54 Etui: IPX4 |
| Bateria | Po wyłączeniu aktywnej redukcji szumów nawet 10 godzin czasu działania i do 27 godzin łącznego czasu działania z etui z funkcją ładowania Po włączeniu aktywnej redukcji szumów do 7 godzin czasu działania i do 20 godzin całkowitego czasu działania z etui z funkcją ładowania |
| Aplikacja na telefon | Tak – z systemem Android |
| Czujniki | 2 mikrofony Pojemnościowe czujniki dotykowe (dotknąć) do sterowania muzyką, połączeniami i Asystentem głosowym Zbliżeniowy czujnik podczerwieni wykrywający umieszczenie w uchu Czujnik Halla do wykrywania otwarcia i zamknięcia etui |
| Wymiary | Słuchawka: 23,1 mm x 16,0 mm x 17,8 mm, 4,7 g Etui: 50,0 mm x 24,5 mm x 57,2 mm, 47,6 g |
| Cena | 649 zł |












