Anker Zolo, czyli kilka słów o powerbanku co oferuje dwa przewody i spokój ducha
Powerbanki to wyjątkowe urządzenia – na co dzień ich nie zauważamy, często ignorujemy, ale gdy zaczyna brakować nam prądu, bywają nieocenioną pomocą. Sam od dłuższego czasu rozglądałem się za tego typu sprzętem, ale na szczęście z pomocą przyszedł Anker.
Anker Zolo jest niezwykle ciekawą propozycją dla osób, które szukają powerbanka, na którym mogą zawsze polegać. Szybkie ładowanie z mocą do 30 watów, pojemność 10 000 mAh połączone z przystępnymi wymiarami i dwoma wbudowanymi przewodami sprawiają, że bez względu na to gdzie się znajdziemy, nie będziemy musieli się martwić o niedobór energii.
Anker Zolo – pierwsze wrażenia
Powerbank będący bohaterem tego tekstu dotarł do mnie w dość estetycznym opakowaniu. Na pudełku, poza ilustracją przedstawiającą urządzenie w środku, znajdują się informacje o jego najważniejszych cechach – pojemność 10 000 mAh, szybkie ładowanie z mocą do 30 watów oraz fakt posiadania certyfikatu MFi, nadany przez Apple, co gwarantuje świetną współpracę z urządzeniami pokroju iPhone’a czy iPada. Wewnątrz znajdziemy natomiast samego powerbanka oraz krótki kabel zakończony złączem USB typu C z obu stron.

Po wzięciu go w dłonie, byłem pozytywnie zaskoczony jego rozmiarem i wagą – Anker Zolo jest niezwykle poręczny i lekki jak na akcesorium tego typu. Plastik, z którego wykonana jest obudowa, jest przyjemny w dotyku i sprawia wrażenie solidnego, co z kolei oznacza, że nie musimy się o nic martwić, wrzucając go do plecaka czy do torby. Wyrażając to w liczbach, mamy tu do czynienia z wagą około 218 gramów oraz wymiarami w okolicach 11 na 6,5 na 2,5 cm. Odnosząc te wartości do bardziej obrazowego przykładu, wagowo jest porównywalny z iPhone’em 17 Pro, a gdy podłączymy go do wspomnianego telefonu, powerbank w całości zmieści się pod wyspą aparatów.

Pod względem wyposażenia, Anker Zolo wypada nadzwyczajnie dobrze, gdyż jest wyposażony w aż cztery wyjścia dla zasilania, z czego dwa z nich są zrealizowane w postaci zamocowanych na stałe przewodów – na ich końcach znajdziemy jedno złącze USB typu C oraz jedną wtyczkę Lightning. Do tego, do naszej dyspozycji oddane zostało również jedno gniazdo USB typu C i jedno USB typu A. Na jednym z dłuższych boków powerbanka znajduje się przycisk, którego wciśnięcie uruchamia wbudowany w urządzenie wyświetlacz, na którym znajdziemy informacje o stanie naładowania urządzenia.

Wracając jeszcze na chwilę do wbudowanych kabli, mamy tu do czynienia z przewodami wstążkowymi w oplocie składającym się z 48-splotowego warkocza. Zdaniem producenta, wytrzymają one co najmniej 10 000 zgięć. Obydwa z nich można wpiąć w dedykowane im gniazda, co zmienia je w dość wygodny uchwyt albo zaczep.
Nie ma tu też mowy o żadnych luzach albo samoistnym ich wypięciu – obie wtyczki trzymają się swoich gniazd pewnie i nie straszna jest im siła, jaką powerbank na nich wywiera. Jedyny przypadek sytuacji, w której zaczepy się poddały, uwalniając tym samym wtyczki, miał miejsce, gdy mocno szarpnąłem za przewody, trzymając pozostałą część urządzenia nieruchomo, ale można się tego było spodziewać, bo w innym wypadku nigdy nie moglibyśmy z nich skorzystać. A skoro już o korzystaniu mowa…
Jak Anker Zolo sprawdza się w praktyce?
Przechodząc do konkretów i działania samego powerbanka, nie można mu nic zarzucić. Anker Zolo ładuje podłączone do niego urządzenia z deklarowaną przez producenta mocą 30 watów. Po podłączeniu do niego wspomnianego wcześniej przeze mnie iPhone’a 17 Pro, po około godzinie i trzydziestu minutach telefon miał w pełni naładowaną baterię – dla porównania, ładowarka o mocy 20 watów, z której korzystam na co dzień, osiąga ten sam skutek po mniej więcej dwóch godzinach. Anker Zolo wypadł również podobnie w przypadku ładowania iPada Air z procesorem M1, uzupełniając jego wbudowaną baterię do pełna w przeciągu około dwóch godzin.

Wiemy już jak szybko naładujemy nasze urządzenie, ale równie ważną kwestią jest to ile razy to zrobimy? W tym celu ponownie posłużę się przykładami urządzeń, które mam pod ręką. Zaczynając od smartfonów, jedno naładowanie powerbanka wystarczyło na dwukrotne naładowanie iPhone’a 17 Pro z zapasem w postaci 10 procent pojemności powerbanka. W przypadku urządzeń pokroju tabletów, iPad Air ładując się do pełna wyczerpał powerbanka niemalże do zera, pozostawiając jedynie 5 procent całej dostępnej energii. Jeśli natomiast lubicie grać w plenerze na Nintendo Switch, powerbank pozwoli wam naładować swoją konsolkę do pełna, pozostawiając zapas w postaci 40 procent całej pojemności akcesorium.

Równie ważnym aspektem powerbanka jest to, jak szybko można w nim uzupełnić energię. Pod tym względem Anker Zolo nie zawodzi, gdyż naładowanie go od 0 do 100% zajmuje niecałe dwie godziny, przy wykorzystaniu ładowarki o mocy 20 watów (albo ładowarki takiej jak Anker Prime, o której więcej przeczytacie w tekście Gustawa). Powerbanka naładujemy za pośrednictwem gniazda USB typu C lub, co było dla mnie sporym (i pozytywnym zaskoczeniem), wbudowanego przewodu ze złączem USB typu C, które wpinamy bezpośrednio w zasilacz sieciowy z odpowiednim gniazdem. Ładowanie bez dodatkowych kabli wymaga co prawda odrobiny kombinowania z uwagi na długość wbudowanych przewodów, ale tym samym sprawia, że Anker Zolo jest całkowicie samodzielnym urządzeniem – wrzucając go do torby lub plecaka, nie musimy nawet pamiętać o kablu.

Chyba właśnie w tej wszechstronności tkwi cała siła tego powerbanka od Ankera. Mając go w plecaku czy w torbie, nie musiałem się martwić o to, czy przed wyjściem z domu naładowałem telefon, ani czy mój tablet padnie w połowie wykładu, odcinając mnie od możliwości robienia notatek (w wygodny sposób; niby istnieje takie coś jak zeszyt, ale mam swoje przyzwyczajenia).

Jego pojemność zdecydowanie wystarcza do takiego codziennego użytkowania, a jego moc pozwala na aktywne korzystanie z bardziej wymagających urządzeń – w teorii powinien poradzić sobie nawet z zasilaniem laptopem klasy MacBooka Air. Wisienką na torcie jest jego kompaktowość, która sprawia, że po wrzuceniu go do wspomnianego wcześniej plecaka lub torby, można o nim zapomnieć, bo ani nie czuje się tej masy na ramionach, ani nie zajmuje w środku dużej ilości miejsca. A nawet jeśli byłby wyczuwalny, to i tak jest stosunkowo mała cena, za spokój ducha, jaki przynosi sama świadomość jego obecności.
W każdym razie, jeśli po przeczytaniu tego tekstu, doszliście do wniosku, że Anker Zolo idealnie wpasuje się w wasze życie, możecie znaleźć go w sklepie producenta, pod tym linkiem.
Artykuł partnerski, stworzony przy współpracy z zewnętrznym partnerem.
