Coral Island: zapraszam na farmę. Ponownie…
Ktoś tęskni za uprawianiem cyfrowych warzyw i owoców? Sprawdziłem Coral Island i muszę się Wam do czegoś przyznać.
Jeśli tak, to obecnie ma w czym wybierać. Od klasyków, takich jak „Stardew Valley”, przez pandemiczny hit, czyli „Animal Crossing: New Horizon”, po nowe odsłony tej samej gry. Właśnie na tych ostatnich chciałbym się skupić. Ze względu na to, że opłacam subskrypcję Microsoftu, chętniej instaluję tytuły, które na pewno bym pominął. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że do grona przejrzanych trafiłoby „Coral Island”. Gra jest we wczesnym dostępie, wydana została przez Humble Games i po spędzeniu w niej kilku godzin, nie czuję chęci, aby kontynuować rozgrywkę. Zmęczenie materiału? Być może. Rozleniwienie przez moje ukochane i cudowne „Animal Crossing: New Horizons”. Niewykluczone.

Coral Island? Mam wrażenie, że jeśli ponownie zobaczę produkcję, która znowu opowiada o życiu na farmie, to przywalę głową w biurko
Rozumiem, że mogą się nieźle sprzedawać. Gdy media społecznościowe jeszcze raczkowały, to olbrzymią popularnością cieszy się „FarmVille”. Każdy mógł mieć własną cyfrową farmę i hodować kabaczki. Wcześniej było kultowe „Harvest Moon”, na bazie którego wyrosło „Stardew Valley”. Do tego ostatniego tytułu ciągle wracam, bo lubię sposób, w jaki został napisany. Dużo trzeba odkryć samemu, gra nie jest specjalnie bogata w jakieś dodatkowe wskazówki oraz wirtualne pomoce. Odkrywanie nowych elementów dawało mi swojego czasu mnóstwo radości. Ze względu na to, że mam żyłkę zbieracza, dużą radością uzupełniałem dostępne w grze kolekcje. Podobnie działało na mnie „Animal Crossing: New Horizon”, które właśnie na tym polegało.
Czas na małe grzebanie w designie tych gier, bo w sumie szkielet mają podobny. Odbiorca przejmuje farmę, którą musi posprzątać. W międzyczasie odwiedza pobliskie miasteczko i nawiązuje relacje z mieszkańcami. Bywa na specjalnych wydarzenia, dostaje za nie nagrodę. Plony sprzedaje w sklepie lub wrzuca je do skrzyni na farmie.
Do tego dodaje się kolekcje oraz jakąś fabułę, która rozwija się tle. Prosty system zadań na pewno pomaga w przyciągnięciu i utrzymaniu gracza przy ekranie. Pojawia się pragnienie zrealizowania jeszcze jednego zlecenia, a po ich ukończeniu jest niewielki kop dopaminy oraz garść nagród. Uprawa plonów i hodowla zwierząt też ma dawać radość. Gracz obserwuje, jak jego cyfrowy groszek rośnie, może zebrać jajka. Pojawia się przetwarzanie przedmiotów, aby jeszcze więcej na nich zarobić. Można sobie umeblować domek na farmie. Pomimo tego, że staram się pisać jak najbardziej ogólnie, to myślę, że nieźle charakteryzuje to, co dzieje się w „Coral Island”. Dla mnie jest to produkcja idealnie uszyta według szablonu.
Coś w rodzaju później otwartej bety dla graczy. Jasne, rozumiem, że jest we wczesnym dostępie, ale jest tak do bólu schematyczna, że doskonale pokazuje mocne i słabe strony podobnych produkcji. Jednak dla mnie, najbardziej zastanawiające jest to, że twórcy nie czują potrzeby eksperymentowania.

Sądzę, że takie gry są w stanie jeszcze zainteresować odbiorców, wprowadzić jakiś ciekawy świat, który sprawi, że człowiek nie będzie mógł się oderwać od ekranu.
Absolutnie nie uważam, że „Animal Crossing: New Horizon” było jakąś rewolucyjną produkcją. Ten tytuł, najzwyczajniej w świecie pokazał, że można stworzyć grę opartą na powolnym rytmie i sprawić, że odbiorcy będą spędzali godziny na łapaniu robaków oraz łowieniu ryb. Ważne był tutaj kontekst społeczny. Gra pojawiła się w momencie, gdy wiele osób doświadczało napięcia i stresu związanego z pandemią. Możliwość zatopienia się w świat, w którym największym wyzwaniem było zastanawianie się, jaką rybę udało się złapać, sprawiła, że wielu odbiorców uznało ten tytuł za wart uwagi. To nie jest tak, że wystarczy skopiować mechaniki z „Animal Crossing: New Horizons” lub „Stardew Valley” i ma się gotowy sukces. Potrzebne jest coś więcej.
Właśnie tego ostatniego szlifu brakuje „Coral Island” oraz wielu podobnym grom. Doskonale rozumiem, że najbardziej podobają się nam te gry, w które już graliśmy, ale bez przesady! Zrobienie trójwymiarowego „Stardew Valley” bez większych ingerencji w mechaniki, trudno mi uznać za godne polecenia!
Gry o posiadaniu własnej farmy mogą w dalszym ciągu być interesujące. Uważam, że jest tutaj jeszcze trochę przestrzeni do zbadania. Taki ciekawym przykładem jest „My Time at Portia”, w której przetwarzanie zasobów zostało ciekawie rozbudowane. Nic nie stało na przeszkodzie, aby tworzyć fabryki, a zaczynało się od zwykłego warsztatu. W podobny sposób można ugryźć zarządzanie własną farmą! Mimo to nie obserwuję w tym gatunku większych eksperymentów. To już nawet nie są wariacje na temat „Stardew Valley”, ale wręcz delikatnie rozbudowanie kopie w nowej scenografii. A szkoda, ponieważ w produkcjach typu comfrot game w dalszym ciągu widzę bardzo duży potencjał.
W dalszym ciągu niewykorzystany. Ja rozumiem, że COVID-a już się nie boimy, ale współczesny świat dalej jest targany kryzysami. Istnieje spora przestrzeń dla produkcji mniej nastawionych na konflikt i wywoływanie stresujących sytuacji. Nie chciałbym, aby była wypełniania wyłączenie przez produkcje odlewane z jednej formy. Tylko z różnie pomalowanymi.
