Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale stało się. Dokładnie 04.05.2024 minęło nam równe 10 lat, odkąd pokazaliśmy Wam dailyweb. Wszystkiego najlepszego dla nas!

Miał być wielki bankiet, gdzie zaprosilibyśmy wszystkich przyjaciół naszego serwisu, by uczcić tą piękną okrągłą rocznicę. Przegapiliśmy jednak ten moment i chyba zwyczajnie we własnym gronie spędzimy kilka pięknych dni w czerwcu, celebrując 10 urodziny.

A dzisiaj chciałbym się podzielić z Wami zupełnie szczerą opowieścią o tym, co wydarzyło się przez te wszystkie lata, bo to absolutnie piękny czas, ale również pełny stresów, wielkich rozczarowań, zwrotów akcji. Mimo wszystko dailyweb to najlepsze, co przydarzyło mi się w całym życiu patrząc na moje życie zawodowe i zainteresowania. Nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez naszego serwisu, a przede wszystkim ludzi, którzy są ze mną od lat, którzy przeszli próbę czasu, nigdy mnie nie zawiedli i których traktuje jak rodzinę, część swojego życia. Zapraszam Was na krótką podróż tym czym było i czym stało się dailyweb.

… a historia zaczęła się 14 lat temu

Przy okazji podsumowania, okrągłych rocznic często wspominałem jakie były prawdziwe początki. A zaczęło się od serwisu lubik.info, mojego małego, prywatnego bloga (kiedyś każdy miał swój), gdzie dzieliłem się swoimi spostrzeżeniami, będąc zafascynowany światem IT, kiedy jeszcze studiowałem i dotykałem kolejnych obszarów. Wiedziałem już wtedy, że moim konikiem będzie cały świat technologii oparty o przeglądarki i serwisy internetowe, którymi jarałem się na długo przed tym. Zamiast C++, JAVA, bardziej pokochałem się w kombinacji PHP i MySQL. Tworzyłem pierwsze skrypty, narzędzia, modyfikowałem CMSy, pełna zajawka. Całość opisywałem na lubik.info, bo miałem z tego jakąś dziką przyjemność. Niedługo później dołączyło do mnie kilka osób i zrobił nam się serwis tutorialowo niusowy, ale dalej o świecie techu, rzecz jasna.

Potem w 2014 roku nadszedł czas by zmienić lubik.info w dailyweb. Zrobiliśmy branding, nowy szablon i tuż po majówce ogłosiliśmy start. To był początek tego, co znacie jako dailyweb.

Kiedyś nawet liczyłem ilu autorów przewinęło się przez nas serwis i pomimo, że nie jestem podać dokładniej liczby, to myślę, że przez 14 lat było ich około 70, jeśli nie więcej. Aktualny skład także nam mocno ewaluował i właściwie ewoluuje cały czas i pewnie to się nie zmieni. Niemniej są ze mną ludzie, którzy są tu od zawsze i których traktuje jak braci: Daniel BulińskiGustaw Grochowski i Łukasz Czulak. Spędziliśmy razem sporo czasu, jaramy się tymi samymi rzeczami (z drobnymi wyjątkami: Daniel lubi e-bajki, a Gustaw słucha polskiego hip-hopu, Czuli jeździ francuskim autem).

Subskrybuj DailyWeb na Youtube!

Jest nasz Ponton, który zapewnia rozrywkę na dailyweb od kilku lat i zrobił ogromny progres w swoim warsztacie, na tyle, że został prowadzącym SLAI.pl, ale o tym wszystkim za chwilę. Oczywiście mamy także najnowszych członków naszej ekipy, którzy razem dzielnie stoją na techowym placu boju, u naszego boku.

Pierwsza współpraca, pierwsza kasa

Gdy sięgam pamięcią i miałbym wyciągnąć najważniejsze kamienie milowe z naszej historii, to doskonale pamiętam naszą pierwszą współpracę, za którą zarobiliśmy pierwsze pieniądze. Ówczesny linuxpl.com (dzisiaj Cyber Folks) kupił u nas baner reklamowy na miesiąc i zarobiliśmy pierwsze 400 PLN. Euforii nie było końca. To były tak poważne pieniądze, że nie wiedzieliśmy jak je zainwestować, a najdłużej były grane wizytówki dla każdego (cóż za szalony pomysł), a chyba ostatecznie kupiliśmy… roll up, żeby wrzucać do na lokalne imprezy techowe, wierząc, że to nam pomoże w promocji ;-)

Nie chce Was przynudzać, tym co i jak robiliśmy przez te 10 lat, ale na pewno w kartach naszej historii zapisał się Przemek Bicki, który nie wiemy do tej pory czy istnieje, czy jest botem. Nigdy się z nami przez kilka lat współpracy na żywo nie spotkał, mimo cyklicznych imprez integracyjnych. A potrafił pisać teksty z prędkością światła. Był Mariusz Lewandowski, który pisał sporo o świecie marketingu, na starcie naszej przygody. Była Kasia Mróz, która pisała o e-commerce, social mediach. Był Łukasz Krebok, który pisał sporo o UX, który był moją bratnią duszą jeśli chodzi o wspólne brainsztormowanie i wymyślanie kreatywnych akcji. W czasach nowożytnych był także Marcin Karbowiak, który bardzo pomógł mi przełamać się (po nieudanych przygodach z moim pierwszym biznesem ;) )i w końcu wziąć ryzyko na klatę i zatrudnić ludzi na stałe do redakcji. Nie sposób oczywiście wymienić wszystkich, ale na pewno warto wspomnieć o Adrianie Jaworku, który pisał bezkompromisowe artykuły ze świata gamingu, nie biorąc żadnych jeńców.

Oczywiście te ostatnie 10 lat to momentami było prawdziwe piekło, zaczynając od prostych tematów związanych z deadlinami, czy nasza słynna redakcyjna sytuacja sprzed lat, kiedy robiliśmy video dla dużego klienta, cała ekipa już była w drodze do Trójmiasta, a klient ostatecznie nam odrzucił wersje scenariusza (gdzie wszystkie rekwizyty, miejsca, sprzęt były już wynajęte i opłacone). Pamiętam jak dziś, spać w nocy nie mogłem, bo budżet rozdysponowana, a nam klient nagle postanowił dać stop na cały pomysł. Na szczęście zmiany ostatecznie okazały się kosmetyczne. Były wpadki, wtopy, pewnie niezliczona ilość, ale w perspektywie czasu to zawsze nieporozumienia wraz z czynnikiem ludzkim, były tym co bolały mnie najbardziej. Przeżyłem sporo zawodów personalnych, na ludziach do których wyciągnąłem pomocną dłoń w chwilach ich kryzysu, by potem zostać potraktowanym niewspółmiernie, ale to na szczęście jednostkowe sytuacje i to sprzed wielu lat. Sporo z nich wyciągnąłem nauki dla siebie i w perspektywie czasu, to tak najwyraźniej musiało się stać, byśmy mogli dotrzeć tu, gdzie jesteśmy.

A gdzie jesteśmy?

Nie wiem czy wiecie, ale dailyweb dla mnie personalnie nie jest miejscem utrzymania. Pracuje na etacie w korpo, który uwielbiam, a dailyweb jest dla mnie literalnie side-projectem. Oczywiście odpowiedzialny jestem za finanse, za utrzymanie zespołu i całą brudną robotę, bo na codzień serwis prowadzą aktualnie Daniel z Gustawem i z pomocą reszty zespołu. Kiedyś marzyłem o tym, by móc żyć tylko tym, czym zajmuje się na dailyweb, ale wiele lat minęło zanim zrozumiałem, że setup w którym się znajduje jest idealny.

Pracuje i zarabiam w korpo, nie obciążam budżetu dailyweb swoim wynagrodzeniem (może prócz czasem jakichś fanaberii ;) ),  a dailyweb jest dla mnie odskocznia od codzienności w korpo… i na odwrót. Korpo stanowi odskocznie od dailyweb. Długo mi zajęło zrozumienie, że gdybym zajmował się tylko dailyweb, to istniałoby ryzyko, że szybko mi ono zbrzydło? Przestało dawać radość? Bardzo prawdopodobne.

Ogromnym kamieniem milowym była męska decyzja o zatrudnieniu pierwszego człowieka na etat. Był nim Marcin Karbowiak, raptem 2 lata temu, który wystartował na pół etatu. Byłem pełen obaw, czy nasz budżet to wytrzyma. W końcu to ogromne zobowiązanie i odpowiedzialność, której cholernie się bałem. W końcu nie mamy stałych dochodów, opieramy się o działania z naszymi partnerami, a mając człowieka na utrzymaniu, poczułem sporo strachu. Ten wynikał z moich przygód sprzed wielu laty, kiedy założyłem swój pierwszy biznes, rzuciłem prace na etacie, a po trzech miesiącach skończyłem bez oszczędności, bo okazało się, że samo założenie działalności nie sprawi, że staniesz się przedsiębiorcą, rentownym przedsiębiorcą.

Po 2 latach w ekipie mamy 3,5 osoby pracujące u nas w pełni zawodowo (jedna osoba na połowę etatu). Nie mamy ogromnych oszczędności, od tyle by utrzymać redakcje przez kilka miesięcy, gdyby coś poszło nie tak, ale żyjemy z bieżących współprac. Pomagają nam Mateusz, Jakub, Krzysztof, działając z nami hobbystycznie. Nie mamy ogromnych ambicji jeśli chodzi o pieniądze, chcemy byśmy mogli dalej działać w składzie, którym jesteśmy i nigdy nie zabrakło na bieżące koszta utrzymania składu. Bo, to co robimy daje nam ogromną przyjemność, a pieniądze mimo tego, że ważne, traktujemy w zasadzie jako narzędzie do tego, by móc się realizować, jakkolwiek by to patetycznie w tym kontekście nie zabrzmiało.

Co dalej?

W ostatnich miesiącach mieliśmy kilka premier, dodatkowych serwisów. Mamy rozładowanych, którzy traktują o elektromobilności, mamy SLAI o sztucznej inteligencji i oczko w głowie: stałka, o fotografii w wydaniu bardziej oldschoolowym, oczywiście z elementami nowoczesności. Jest też zyskująca na popularności The Grengolada, nasz autorski około-techowy podcast dla każdego.

Co będzie dalej? Tego nie wiemy, patrząc jednak na trendy tego, co robi i jak robi Google, to obecność takich serwisów jak my, może i pewnie będzie się stawać coraz bardziej marginalna. Mamy czas TikToków, szybkiego video i to jest pewnie obszar, w który powinny kierować się wszystkie media, by nie przespać tej transformacji. Póki co walczymy na naszym poletku i trzymamy rękę na pulsie, ale to słowo pisane jest dla nas ciągle bardziej atrakcyjne niż pokazywanie facjaty. I hej, pamiętacie, że dailyweb robimy dla Was, ale także z myślą o nas samych? ;-)

Mam nadzieję, że są wśród Was osoby, które były z nami przez te ostatnie 10 lat, cenią nas dalej, nawet jeśli czasem zdarzyło się mniejsze czy większe potknięcie. Oczywiście chylimy czoła przed wszystkimi, którzy z nami są nieco krócej, ale systematycznie do nas wracają. Mam nadzieję, że to się nie zmieni, a Wy będziecie mieli tyle samo satysfakcji z naszego contentu, ile my mamy z jego tworzenia.

100 lat ekipo dailyweb!