To, że jesteśmy w momencie, kiedy podbój kosmosu staje się nie marzeniem, a faktem – jest niezaprzeczalne. Kolejne firmy wysyłają prywatne loty w przestrzeń kosmiczną, a zwykłemu Kowalskiemu (czy w tym przypadku w pierwszej kolejności – Smithowi) pozostaje oglądać to wszystko z daleka. Patrząc jednak w przeszłość może się okazać, że lada chwila każdy będzie mógł polecieć w kosmos.

I nie jest to marzenie ściętej głowy, bo przyjrzyjmy się chociażby rozwojowi sieci komórkowych, czy też samych urządzeń do komunikacji mobilnej. Kilkadziesiąt lat temu mogliśmy tylko oglądać w telewizji, jak właściciele firm technologicznych chwalili się przenośnymi telefonami, które często były większe od współczesnego iPada (nawet w wersji Pro).

Loty w kosmos dla zwykłych osób

W środę odbył się lot Blue Origin w przestrzeń kosmiczną. Na pokładzie statku znalazł się aktor William Shatner, wcielający się w rolę kapitana Kirka w Start Treku. Jak się okazało, jego wielkim fanem jest od dawna Jeff Bezos, czyli założyciel firmy Blue Origin. On sam odbył lot kilka tygodni temu, a w środę dał tę możliwość aktorowi. Podczas całego dnia i relacji na żywo miliarder nie ukrywał wzruszenia, że udało mu się spełnić marzenie swojego idola.

William Shatner stał się jednocześnie najstarszym człowiekiem, jaki był w kosmosie. W marcu tego roku skończył 90 lat. Przez wiele lat był ikoną serialu sci-fi, a teraz sam mógł doznać stanu nieważkości w realu. Razem z nim na pokładzie byli: pracownik Blue Origin Audrey Powers, dr Chris Boshuizen, a także jeden z założycieli Medidata, Glen de Vries.

Na pierwsze loty prywatnych firm musieliśmy czekać długo. W tym roku udało się to nie tylko Blue Origin, ale także firmie Virgin Glactic. Na pokładzie statku znalazł się wtedy Richard Branson, czyli kolejny miliarder. Ten jednak doleciał do wysokości 86 km, co nie dla wszystkich stanowi granicę kosmosu. Osiągnięte przez Bezosa 100 km jest natomiast niepodważalne. Kilka dni temu swoją prywatną misję odbył także statek od SpaceX. Na pokładzie Crew Dragona w ramach Inspiration4 znalazła się czwórka podróżników, bo już tak o nich możemy mówić. Misja trwała 3 dni, a członkami załogi byli: sponsor wyprawy Jared Isaacman, a także jego ekipa: Sian Proctor, Chris Sembroski i Hayley Arceneaux.

Jak widać giganci zaczynają się świetnie bawić, a kiedy im – co oczywiste – się to znudzi, przyjdzie czas na zwykłego obywatela, który ma mimo wszystko trochę więcej gotówki i zapragnie zrobić sobie selfie w kosmosie. Taka przygoda może być dostępna już w najbliższych miesiącach, bo wszystkie powyższe firmy zgodnie podkreślają, że tegoroczne loty to tylko kropla w morzu potrzeb. Kolejka jest ogromna, a dzięki wysokim budżetom misje mogą startować częściej.

Trzymamy kciuki i wypatrujemy dnia, aż któryś z naszych rodaków, który nie ma co robić z pieniędzmi wykupi bilet w kosmos, nawet jeśli podróż miałaby trwać kilka godzin. Przeżycie na pewno niesamowite, a pamiątka pozostanie na całe życie. Przed naszym pokoleniem jeszcze ładnych parę wiosen pozostało, dlatego jestem pełen optymizmu, że za kilka lat takie podróże będą w zasięgu i naszej ręki. Na razie pozostaje nam podziwiać kolejne wyzwania, jakie stawiają przed sobą miliarderzy, z Elonem Muskiem, który planuje zasiedlenie Marsa, na czele.