UNA Watch opóźniony jeszcze raz, nawet po wysłaniu połowy zamówień
Sfinansowany w ubiegłym roku na Kickstarterze UNA Watch długo czekał na oficjalną premierę. Gdy wydawało się, że dotarliśmy do szczęśliwego końca, coś znów poszło nie tak.
UNA Watch to sprzęt, na którzy wciąż niecierpliwie czekam. Zegarek zafascynował mnie w kwietniu 2025 roku, gdy ku końcowi miała się zbiórka na Kickstarterze. Rzutem na taśmę udało mi się wówczas zarezerwować urządzenie z promocyjnej puli. Dzień później rozpoczął się czas wyczekiwania. Pierwotny termin wysyłki ustalony na sierpień przesunął się na wrzesień. Kiedy już pogodziłem się z faktem, że zacznę ten smartwatch nosić jesienią, przyszła kolejna aktualizacja mówiąca, że deweloperzy potrzebują więcej czasu na dokończenie produktu, by wydać go w takim stanie na jaki zasługują wspierający. Wówczas paczka miała przyjść na Święta.
UNA Watch po połowicznej premierze
Niestety, grudniowego terminu nie udało się dotrzymać, okazało się, pierwsza, maleńka partia zegarków dotrze do Szkocji z fabryki w Malezji dopiero okolicach 18 grudnia. Przełom roku to czas, w którym standardowe tygodnie pracy się skracają, część przedsiębiorstw ma przerwy świąteczne, logistyka działa na nieco wolniejszych obrotach. Dlatego też termin wysyłek przesunięto na początek nowego roku. 9 stycznia firma przekazała, że 100 egzemplarzy jest już w biurze i kolejne 500 pojawi się najbliższym czasie, co oznacza, że wysyłka do wspierających rozpocznie się już lada moment.

Dziesięć dni później wspierający otrzymali kolejną wiadomość, mówiącą niestety, że urządzenia nie mogą być jeszcze wysłane. Deweloperzy znaleźli kilka błędów w firmwarze, które powodowały crashowanie się oprogramowania. Sprawa okazała się na tyle poważna i łatwa do odtworzenia podczas codziennego korzystania z zegarka, że zespół podjął decyzję o wstrzymaniu realizacji zamówień, dopóki bugi nie zostaną wyeliminowane. Wspierający wyrażali w komentarzach zarówno swoją frustrację jak i podziękowania za transparentność i szczerość wobec zaistniałej sytuacji. Większość pisała, że jest rozczarowana, ale rozumie i trzyma kciuki. Ja też zaliczyłbym się do tej grupy. Zrobienie funkcjonalnego smartwatcha zupełnie od zera przez kilkuosobowy zespół programistów to nie jest wcale łatwe zadanie.
Być może zastanawiasz się, jak to się stało, i masz do tego pełne prawo. Jednak pomimo niezliczonych godzin testów przeprowadzonych w ciągu ostatnich miesięcy, rzeczywistość jest taka, że stworzyliśmy bardzo złożoną architekturę oprogramowania, która nieustannie ewoluuje.
Jesteśmy już bardzo blisko uzyskania stabilnego oprogramowania sprzętowego. Dodatkowe testy przeprowadzone w tym tygodniu pomogą nam dopracować ostatnie szczegóły przed wysłaniem zegarków do klientów.
W końcu 30 stycznia pojawiła się wiadomość, że wszystkie na ten moment znane błędy zostały rozwiązane i smartwatche zaczęły opuszczać magazyn! Ruszyła wysyłka pierwszej partii zegarków, które jak zapowiadano na terenie Europy powinny zostać dostarczone w ciągu tygodnia. I kiedy wydawało się, że to już naprawdę ostatnia prosta, pojawiła się jeszcze jedna aktualizacja. UNA poinformowała, że po wysłaniu nieco ponad 500 sztuk smartwatchy jest zmuszona nie tylko wstrzymać kolejne wysyłki, ale co gorsze, zegarki, które użytkownicy już otrzymali muszą wrócić do producenta.
Ze względów bezpieczeństwa podjęliśmy decyzję o wycofaniu wszystkich zegarków znajdujących się obecnie w obiegu, aby naprawić tę sytuację poprzez zastosowanie nowej konstrukcji płytki drukowanej ładowania.
Okazało się, że odkryto przypadki (póki co dwa) w których zegarek przegrzał się podczas ładowania. To na tyle zaniepokoiło zespół, że zdecydowano się na wysłanie do wszystkich informacji by natychmiast zaprzestać użytkowania smartwatcha. Trwa poszukiwanie pierwotnej przyczyny problemu, ale już teraz wydaje się prawdopodobne, że trzeba będzie wymienić port w każdym egzemplarzu. UNA dała sobie na przeprowadzenie tej operacji trzy miesiące. Trudno mi nie kryć rozczarowania, choć z racji tego, że byłem jednym z ostatnich wspierających, mojego, jak się okazuje potencjalnie niebezpiecznego, zegarka nawet nie otrzymałem. O tyle więc dobrze, nie muszę go odsyłać, bo to było by jeszcze bardziej frustrujące.

Przypadek ten pokazuje, jak trudnym zadaniem jest stworzenie dziś produktu elektroniki użytkowej przez niewielki zespół bez zaplecza, z jakiego na co dzień korzystają giganci tacy jak Apple, Samsung czy Google. Trzymam kciuki za Szkotów z UNA i wierzę, że najdalej późną wiosną będę mógł napisać dla Was recenzję tego smartwatcha, a Wy pamiętajcie, że inwestowanie w projekty na Kickstarze wiąże się ryzykiem utraty nawet całości wpłaconego kapitału.