Szef Ubisoftu o Waszych grach i petycji Stop Killing Games: Nic nie jest wieczne!
Sprawa gry The Crew i zachowanie Ubisoftu wywołały prawdziwą lawinę zdarzeń, które zatrzęsły światem gamingu. To już nie tylko martwe gry, wkurzenie gracze i niespełnione obietnice. Sprawą będą musiały się zająć organy UE, ale zanim to się stanie, głos zabiera jeszcze szef Ubisoftu.
Podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy dyrektor generalny Ubisoftu, Yves Guillemot musiał odpowiedzieć na bardzo niewygodne pytanie. Zrobił to całkiem w swoim stylu, twierdząc, że nic nie jest wieczne.
Ubisoft twierdzi, że gry nie są wieczne

Chociaż wszystko zaczęło się od Ubisoftu, to trzeba powiedzieć jasno, że ta sprawa przelała tylko czarę goryczy, a napięcie rosło latami. W zasadzie gracze z całego świata musieli się mierzyć z wieloma problemami po zakupie gry — problematyczne mechanizmy DRM, niekompatybilność z nowym sprzętem, brak własności gry, znikające tytuły z półek wirtualnych sklepów i wiele, wiele innych niejasnych praktyk. Gry nie są zwykłym, fizycznym medium jak książka — na tym rynku dzieją się cuda!
Ubisoft przez lata zarabiał na grze The Crew, która była sandboksowymi wyścigami online. Kontrowersje zaczęły się gdy 14 grudnia 2013 roku (po ponad 9 latach od premiery) Ubisoft usunął grę i dodatki ze sklepów. Kilka dni później, bo 31 marca 2024 zamknął serwery. Ten ruch spowodował, że gra przestała działać zarówno online jak i offline. To jednak nie wszystko. Ubisoft cofnął licencje z kont graczy. Niedostali oni początkowo za to żadnej rekompensaty.
Wkurzeni gracze (łagodnie pisząc) kolejny raz dawali upust swojej frustracji. Jeden z nich, który na dodatek jest dość znanym twórcą, postanowił coś z tym zrobić. Ross Scott (Accursed Farms) postanowił utworzyć akcje, która przeciwstawiać się będzie działaniom wydawców i zajmie się prawami graczy. Sprawa rozlała się właściwie na cały świat. Prowadzone są też działania bezpośrednio przeciwko Ubisoft, ale głównym celem jest wspomniana akcja, która została skierowana do Komisji Europejskiej jako Inicjatywa Obywatelska. Gdy opisywałem sytuację na początku tego miesiąca, informowałem że inicjatywę podpisało ponad milion osób. Teraz jest ich już ponad 1,4 miliona. Będzie się nią musiała więc zająć Komisja Europejska.
Właśnie wyciekły informacje, o tym jak problem naprawdę postrzega szef Ubisoftu. Podczas walnego spotkania akcjonariuszy, jeden z inwestorów zapytał: A co z oskarżeniami, że gry wideo są zabijane?
Yves Guillemot, CEO Ubisoft odpowiedział, że gracze dostali rekompensatę i mogli za 1 euro kupić The Crew 2. Powiedział również, że Ubisoft próbuje opracować mechanizmy, które pozwolą na grę offline po zakończeniu jej wsparcia. Tu wystarczyło, by dodać to, co stwierdził później: Wiele narzędzi staje się przestarzałych 10 lub 15 lat później, nie są już dostępne i dlatego wydaliśmy The Crew 2. Dodał też, że ten problem jest dalekosiężny i aktualnie firma pracuje nad jego rozwiązaniem w innych grach. Na koniec wystarczyło się ukorzyć i przeprosić. To rozwiązałoby prawdopodobnie kwestię tego problemu.
Słowa te zostały wypowiedziane o wiele miesięcy za późno i usłyszeli je inwestorzy, a nie gracze. Dodatkowo wypowiedz ta, znowu przepleciona jest bzdurami tymi samymi co zawsze, które mają rozmydlić sedno. Zdaniem szefa Ubisoftu nic nie jest wieczne, robią co mogą, a wsparcie dla wszystkich gier nie może trwać wiecznie.
Brak zrozumienia sprawy wydaje się tu celowy i zamierzony. To chłodno wykalkulowana taktyka, która ma bronić status quo gier. No bo jak można mówić, że gry nie są wieczne skoro wiele tytułów sprzed lat doskonale działa nawet dzisiaj, są takie firmy jak GOG, czy wreszcie są też firmy, które nie tylko nie psują gier specjalnie, ale oddają je w ręce graczy, po zakończeniu wsparcia.
Trzeba też powiedzieć sobie jasno, że narracja Ubisoftu i przyklaskujących mu producentów tworzy niebezpieczny precedens w świadomości klienta: jeśli kupowanie nie oznacza posiadania, to piracenie nie oznacza kradzieży.
