Spartakus: Dom Ashura to kontynacja tak zbędną, że aż wspaniała. Recenzja 1. odcinka
Spartakus: Dom Ashura wylądował wczoraj na CANAL+ online. Szczerze – tak bardzo zapomniałem o tym projekcie, że aż nie ująłem go w ostatnim Oglądajniku. Obejrzałem pierwszy, dostępny odcinek i już dostarczam szybkiej opinii, czy warto się zabrać za ten serial.
Serial Spartacus od stacji STARZ to był swojego rodzaju fenomen. Pamiętam, jak w 2010 roku oglądałem pierwszą serię i byłem szczerze przerażony liczbą CGI, slow-motion i krwią, która niemalże bryzgała co chwilę na ekran. Jednak po jakimś czasie przyjąłem tę konwencję i bawiłem się naprawdę dobrze – szczególnie w przypadku prequelu, jakim był Spartakus: Bogowie areny. A tu nagle okazuje się, że po latach czeka nas kontynuacja, w której Ashur przeżył. I ja mam takie – ale jak to?
Spartakus: Dom Ashura – recenzja 1. odcinka
Spartakus: Dom Ashura to bardzo dziwny projekt. To ewidentnie serial dla fanów poprzedniej serii. Fabuła jest bardzo niestandardowa. Co by było, gdyby Ashur przeżył, a Rzymianie nagrodzili go za zdradę szkołą gladiatorów, w której kiedyś sam przelewał krew? To brzmi nieco tak, jakby twórcy chcieli koniecznie zaserwować kolejną produkcję w tym uniwersum, ale nie mieli pomysłu jak w logiczny sposób zaserwować widzom kontynuacji. Dostajemy taką alternatywną historię, w której tytułowy bohater dostaje drugą szansę na życie.
I w sumie nieźle na tym wychodzi. Obala bunt Spartacusa i dostaje własne lokum, w którym szkoli gladiatorów. Jedna z pierwszych sekwencji serialu pokazuje nam, jak budzi się obok dwóch nagich kobiet. Żyć nie umierać. Ja trochę nie byłem przekonany do tego, czy to jest bardzo potrzebny projekt, a do tego główną postacią jest – nie boję się użyć takich słów – gnida, zdrajca i człowiek, który o moralności wie tyle, co ja o tańcu egzotycznym Czarodziejek z Księżyca, czyli bardzo niewiele.
Projekt tak niepotrzebny, że aż intrygujący
Postanowiłem jednak dać szansę, obejrzałem pierwszy odcinek i w sumie bawiłem się całkiem nieźle! Mam jednak świadomość tego, że działa tutaj bardzo nostalgia. To jednocześnie zarzut, jak i zaleta.
Twórcy utrzymują ten sam styl wizualny, co w serialach sprzed lat. Jest dużo CGI, prześwietlonych zdjęć, sztuczności i krwi, która bryzga na prawo i lewo. Z drugiej strony nie mamy tematów tabu, nagości (zarówno damskiej, jak i męskiej z pełnym inwentarzem narządów płciowych), która po prostu wylewa się z ekranu. W obecnych czasach twórcy często boją się pokazać zbyt dużo. Tutaj tego problemu nie ma, co pasuje do tamtych czasów. Niemniej jednak dialogi są często bardzo zabawne, bo liczba porównań do męskich członków (i substancji z ich wypływających) jest naprawdę potężna.
Nie ma czasu na nudę
Trzeba przyznać, że na ekranie dzieje się całkiem sporo. Są epickie walki, Ashur to niezwykle charyzmatyczna postać i jest parę ciekawych elementów, które mam nadzieję, że będą miały wpływ na kolejne odcinki. Intrygi piętrzą się wokół, starcia domów nie są sprawiedliwe, a kluczową postacią na arenie może być jedna kobieta, która nie ma nic do stracenia. Ja jednak mam nadzieję, że przede wszystkim Ashur przejdzie jakąś przemianę, bo danie mu drugiej szansy nie będzie miało najmniejszego sensu.
Reasumując – bardzo bałem się tego serialu, koncepcja alternatywnej historii, w której Ashur przeżył nie do końca do mnie przemawiała, ale z drugiej strony to dosyć nowatorskie podejście. Czuje się zaintrygowany, ale też jestem świadomy nostalgii. Lubimy wracać do produkcji, które bardzo lubiliśmy. Może i styl jest nieco przestarzały, ale nie będę kłamał – są emocje podczas walk. Daje kredy zaufania. Fani Spartacusa nie powinni przejść obok tego projektu obojętnie.



