Kropla drąży skałę. Recenzja przedpremierowa filmu Smashing Machine
Smaching Machine już w ten piątek, 17 października 2025 roku będzie miał swoją oficjalną premierę kinową. Ja miałem okazję obejrzeć ten film w ramach pokazu specjalnego, zorganizowanego przez Cinema City i już ślę swoją opinie.
Smashing Machine był jednym z bardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów 2025 roku. Kiedy tylko dowiedziałem się o tym projekcie, to nie mogłem doczekać się kinowej premiery. Nic na to nie poradzę, ale uwielbiam Dwayne’a „The Rock” Johnsona. To charakterystyczny gwiazdor, który ma w swoim dorobku wiele ról, ale nie ukrywajmy – to przede wszystkim to komedie i kino akcji. Ja jednak zawsze wierzyłem, że otrzyma on w końcu możliwość, aby pokazać coś więcej niż tylko mięśnie, szeroki uśmiech i podnoszącą się brew.
Smashing Machine – recenzja przedpremierowa
Nieco inną twarz pokazał już w ostatnim sezonie Graczy, gdzie twórcy wzięli na tapet wątek emerytowanych sportowców. Jednak dopiero Smashing Machine miał zapisać się historii jako pierwsza pełnokrwista, dramatyczna rola Dwayne’a. Czy finalnie się to udało ? Jak najbardziej!
To też nie pierwszy raz, kiedy reżyser Benny Safdie sprawia, że aktorzy znani z mniej ambitnych produkcji nagle znajdują się na ustach wszystkich. Okazało się, że występujący w Good Time Robert Pattinson to nie tylko wampir ze Zmierzchu, a Adam Sandler w Nieoszlifowanych diamentach udowodnił, że genialnie odnajduje się w mniej komediowym repertuarze. Niemniej jednak, mieli oni już wcześniej poważniejsze filmy, a dla Dwayne’a Johnson było to totalne wyjście ze strefy swojego komfortu. Z jednej strony mogłoby się wydawać, że to rola skrojona pod gwiazdora, a z drugiej – Smashing Machine nie jest w zasadzie filmem sportowym, a dramatem o porażkach i toksycznym związku.
Film jest bowiem biografią legendy MMA – Marka Kerra. Był jedną z pierwszych gwiazd UFC i Smashing Machine ma na celu przybliżyć nam tę postać. Opowiada o jego początkach, porażkach, ale też wielkich sukcesach. Dawno nie widziałem filmu, który tak bez pardonu wchodzi do szatni sportowców, gdzie aż kipi od emocji. W iście dokumentalnym stylu wędrujemy do głów zawodników i próbujemy zrozumieć, co przechodzą, kiedy przegrana walka wpływa na ich życie osobiste. Jak sobie radzą ze stresem, jarzmem porażki – szczególnie, kiedy ktoś wchodzi z impetem na drogę sportowca, nie ponosząc żadnych przegranych walk. Jak ciało i umysł mają ogarnąć, gdy nagle doświadczą pierwszej przegranej.
Dwayne Johnson zalicza najlepszy występ w swojej karierze
Atmosfera jest gęsta, a Dwayne Johnson skupiony jak nigdy dotąd. Serio – to świetna kreacja, godna – przynajmniej – nominacji do Oscara. W dwóch kategoriach – roli pierwszoplanowej i charakteryzacji. To jest zupełnie inny The Rock. Aż się nie chce wierzyć, że to ten sam aktor. Stonowana rola, ale również pełna emocja. Płaczący Dwayne? Również wygląda przekonująco. To ten moment, kiedy kropla wydrążyła skałę. Tą kroplą są zarówno gorzkie łzy goryczy i zwątpienia, jak i stróżki potu.
Niesamowita przemiana, a genialna charakteryzacja sprawia, że mamy wrażenie, iż wrestler nie gra w tym filmie, tylko podkłada głos. On jest filarem tej produkcji. Na jego wielkich barkach (i hipnotyzujących kapturach!) leży ogromna odpowiedzialność, bo to właśnie Mark Kerr powinien błyszczeć, skoro o nim jest ten film. The Rock poradził sobie wyśmienicie. Został świetnie pokierowany, to kreacja nieprzeszarżowana i naturalna.
Film pełen zalet, ale również zalicza parę upadków
Drugie skrzypce gra Emily Blunt, wcielająca się w jego partnerkę życiową. To również dobrze zagrana rola, ale jej postać nie została dobrze sportretowana. Nie znamy jej historii przez co mam wrażenie, że niektórzy widzowie mogą ją szybko osądzić. W Smashing Machine nie tylko wchodzimy do szatni sportowców, ale również do ich domu, gdzie dzieje się naprawdę dużo. I są to w większości bardzo smutne obrazki. To de facto toksyczny związek, gdzie para często wchodzi na szkodliwy poziom relacji.
Trzeba nieco zagłębić się w ten wątek, bo łatwo osądzić kobietę, która może wydać się nam zaburzoną wariatką o małym rozumku. A w tym filmie nikt nie jest bez winy. Każdy popełnia błędy, ale też każdy walczy o swoje i partnera dobro. Jednak są to skrawki ich życia. Czujemy, że się kochają, ale dlaczego tak naprawdę są razem? Nie do końca wierzyłem we wszystko, co reżyser nam serwuje na ekranie, ale rozumiem, co chciał przekazać. Tylko ten przekaz mógłby zostać nam lepiej zaserwowany.
Mark Kerr dosyć szybko popada w uzależnienie i to kolejny wątek, który został potraktowany bardzo skrótowo. To przegrana walka, po której jesteśmy szybko świadkami kłótni partnerów. Jakby coś nam umknęło. Musimy nieco domyśleć się pewnych faktów. Już sama droga, aby sportowiec powrócił na deski ringu jest dużo ciekawsza, ale brakuje paru punktów w fabule.
Smashing Machine to dokumentalny sznyt z nutką jazzu na ringu
Muszę docenić wartę techniczną. To nie jest typowy film sportowy w stylu Rocky’ego. To dramat o porażkach i jak sobie z nimi radzić. Same walki zostały nakręcone w mało efekciarski sposób i chwała za to. Twórcy utrzymują ten dokumentalny sznyt. Kamera jest statyczna, obraz niekrystaliczny, a nacechowany drobnym ziarnem. Mini-zoomy świetnie działają, kiedy wchodzą w montażowy takt z muzyką jazzową. To bardzo niestandardowe wykorzystanie takiej ścieżki dźwiękowej, ale dzięki niej mamy poczucie, że film jest spójny z emocjonalnymi scenami poza ringiem.
Smashing Machine to jeden z ciekawszych filmów 2025 roku. Ma pewne bolączki, bo nie wszyscy bohaterowie zostali dobrze sportretowani. Relacja sportowca i jego partnerki może być odebrana w sposób jednostronny. A ja mam poczucie, że reżyser nikogo nie chce osądzać. Zarówno Mark Kerr jak i jego ukochana popełniają błędy i padają słowa, które paść nie powinny.
Dwayne Jonson zaliczył – bez cienia wątpliwości – najlepszy występ w swojej karierze. Udowodnił, że jest w stanie udźwignąć niezwykle dramatyczną rolę człowieka o wielu obliczach. Rozum mi podpowiada, ze to film 7/10, ale serce nokautuje tę opinię i finalnie przyznaje 8/10. Nie tylko ze względu na świetną kreacje The Rocka, ale również za dokumentalny, surowy styl i aspekty techniczne.




