Smartwatch inny niż wszystkie – pierwsze wrażenia po dwóch tygodniach z UNA Watch
Z blisko rocznym poślizgiem, ufundowany przez społeczność na Kickstarterze modułowy smartwatch UNA Watch nareszcie trafił w moje ręce. Naprawdę nie było łatwo.
Projekt szkockiego start-upu okazał się wielkim sukcesem na platformie Kickstarter. W zakończonej w maju 2025 roku zbiórce wzięło udział ponad 1200 osób, które łącznie przekazały twórcom smartwatcha 250 tysięcy funtów. Plany od początku były ambitne, bo UNA Watch miał trafić do wspierających pod koniec sierpnia. W połowie wakacji pojawiła się informacja, że niestety wysyłkę trzeba przełożyć na październik, następnie przyszła kolejna wiadomość o opóźnieniu z terminem na Święta, którego niestety także nie udało się dotrzymać. UNA napotykała po drodze sporo niespodziewanych problemów, a największym z nich okazał się port USB. Kiedy bowiem na początku 2026 roku pierwsze egzemplarze zaczęły trafiać do klientów, okazało się, że w kilku przypadkach doszło do przegrzania się urządzenia w trakcie ładowania. Zarządzono akcję przywoławczą, wstrzymano dalsze wysyłki i zaczęto opracowywać nowy port. Ostatecznie smartwatch trafił do mnie pod koniec lipca, w co jednak wątpiłem do samego końca.
Unboxing w agencji celnej
Po wielu miesiącach oczekiwania, sprawdzania zarówno skrzynki e-mailowej jak i tej blaszanej na tradycyjną pocztę w poszukiwaniu awizo, otrzymałem od firmy kurierskiej SMS z numerem paczki. Wspominam o tym dlatego, że z komentarzy na Kickstaterze wynika, że część wspierających nie dostała żadnej informacji o wysyłce, a paczkę przyniósł im po prostu bez zapowiedzi listonosz, lub kurier. UNA wysłała w świat niemal 1000 zegarków i nikt z kupujących nie zgłaszał na forum problemów z jej odbiorem dlatego nie podejrzewałem nawet, że doświadczę perturbacji, tym bardziej, że miałem namiary na przesyłkę, która znajdowała się w rękach renomowanej, międzynarodowej firmy. Przesyłka została nadana w czwartek w Glasgow i miała dotrzeć do mnie w poniedziałek. Tak się jednak nie stało.
Po przeładunkach jeszcze w Szkocji, później w Anglii i Niemczech zegarek dotarł przed 6 rano rano w piątek do Warszawy. Wydawało się, że odręcznie tuż po weekendzie to formalność. Niestety status paczki wkrótce zmienił się na: Paczka nie posiada dokumentacji pełnomocnictwa wymaganej do odprawy celnej. Oczekiwanie na informacje od klienta. / Firma XYZ skontaktuje się z nadawcą lub odbiorcą w związku z tym doręczeniem. Zrobiło mi się już ciepło, ale pomyślałem, że skoro nikt się ze mną nie skontaktował, to pewnie jakaś drobnostka i firma kurierska wyjaśni to z nadawcą, zwłaszcza, że UNA gwarantowała pokrycie wszelkich opłat celnych. W poniedziałek status przesyłki tkwił na Kontrola magazynu i tylko dzięki mojej nadgorliwości (zadzwoniłem na infolinię zapytać co się dzieje z paczką) dowiedziałem się, że wymaga się ode mnie podpisania pełnomocnictwa do odprawy celnej. Dostałem także e-mail, z którego wynikało, że zostanę obciążony kosztami za każdy dzień składowania paczki w magazynie dłużej niż 3 dni, za kontakt ze mną zostanie mi naliczona opłata 84,50 netto, a co więcej, mam określić z jakich materiałów wykonano przedmiot znajdujący się w paczce, a jeśli to elektronika, powinienem dostarczyć certyfikat zgodności CE.
W tamtym momencie wyglądało z mojej perspektywy jak jedna wielka pomyłka. Okazało się, że zostałem uznany za importera elektroniki, a po podpisaniu i odesłaniu pełnomocnictwa poproszono mnie także o przedstawienie faktury za smartwatch. Oczywiście nie posiadałem takiego dokumentu. Na nic zdały się tłumaczenia, że Kickstarter nie wystawia rachunków i, że nie jest to także sklep w związku z czym faktury nie posiadam. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Skontaktowałem się z firmą UNA, której konsultanci byli zaskoczeni w takim samym stopniu jak ja. Obiecali pomóc w znalezieniu rozwiązania, a wyglądało na to, że nigdzie indziej na świecie, ani w USA, ani w Europie Zachodniej ani też Środkowej nie było takich problemów jak w Polsce. W akcie desperacji zasugerowałem pracownikowi agencji celnej, że być może faktura znajduje się w pudełku, dlatego też w celu sprawdzenia dokonano w magazynie rewizji przesyłki. Bez sukcesu. Ostatecznie po kilku naprawdę stresujących dla mnie dniach, gdy po prostu nie wiedziałem już co mam robić, UNA przesłała mi fakturę, którą przekazałem firmie kurierskiej. Ostatecznie, w kolejny poniedziałek przesyłka trafiła pod moje drzwi.
Jak się okazało nie zostałem obciążony kwotą 18,80 zł netto za za każdy dzień przechowywania paczki powyżej 3 dni roboczych, ani też nie policzono mi 84,50 netto za powiadomienie przed odprawą celną. Finalnie sprawa zakończyła się szczęśliwie, ale kosztowała mnie sporo stresu. Tym bardziej, że byłem pewien, iż spadną na mnie dodatkowe koszty powstałe zupełnie nie z mojej winy. Nie będę też ukrywał żalu wobec firmy kurierskiej, która przed dwa pierwsze dni gdy paczka znajdowała się w magazynie nie skontaktowała się ze mną w celu wyjaśnienia sprawy. Konsultantka infolinii stwierdziła, że nie zrobili tego ponieważ… nie mieli mojego maila. Cóż, ale numer telefonu mieli, bo dwa dni wcześniej dostałem SMS z numerem paczki.
Unboxing właściwy
Twórcy modułowego UNA Watch niejednokrotnie podkreślali, że opakowanie zegarka jest dla nich równie ważne jak główny produkt. Dlatego też jest minimalistycznie i niemal bez plastiku. UNA Watch można było zamówić w trzech kolorach, czarnym, białym i turkusowym. Ja zdecydowałem się na wersję czarną z paskiem utrzymanym także w ciemnych barwach. W pudełku oprócz samego zegarka znalazł się krótki przewód USB-C – USB-C, pasek, zegarek i instrukcja szybkiego startu. Tylko tyle i aż tyle.
Jakość wykonania i wykończenie
UNA Watch zaskoczył mnie swoją lekkością. Zegarek waży 50 gramów, a jego obudowa została wykonana z plastiku. To rzuca się w oczy i muszę przyznać, że choć do spasowania elementów i jakości samego materiału nie mam zastrzeżeń, a jestem wręcz pod wrażeniem precyzji wykonania tak małoseryjnego produktu, to przyzwyczajony do Apple Watch zbudowanego ze szkła i aluminium różnice poczułem od razu. UNA Watch jest też większy i grubszy niż mój dotychczasowy zegarek, ale ma za to coś, czego nie posiada żaden z dostępnych na rynku smartwatchy – port USB-C.

UNA nie posiada też dotykowego ekranu, a do nawigacji po skromnym menu służą cztery fizyczne przyciski cechujące się charakterystycznym klikiem. Ktoś może uznać to za niezbyt nowoczesne, wręcz oldschoolowe rozwiązanie, ale mi bardzo to odpowiada. Jest to na swój sposób minimalistyczne i moim zdaniem ma klimat dawno minionych lat. Teoretycznie niepasujący do dzisiejszych czasów jest także wyświetlacz, bowiem zastosowano tu MIP LCD, który sam z siebie nie świeci i jego kolory są nieco wyblakłe, ale za to jest energooszczędny i nie rozprasza uwagi. Można powiedzieć, że UNA to w pierwszych chwilach zdecydowanie bardziej watch niż smart.
Z tyłu obudowy zegarka umieszczono sensor mierzący tętno oraz natlenienie krwi. Niestety ten element został wykończony plastikiem, co okazało się dla mnie tym bardziej niefartowne, że kilka dni temu w wyniku reakcji z płynem przeciw komarom i kleszczom jego powierzchnia zmatowiała. Niemniej jednak sensor wciąż działa i wydaje się, że kontakt z DEET nie wpłynął w znacznym stopniu na poprawność odczytów. Pasek, który otrzymałem w zestawie wykonano z silikonu, który jest bardzo przyjemny w dotyku i odpowiednio giętki. Bardzo cieszy mnie to, że jest w nim całkiem dużo dziurek, dzięki czemu mogę wręcz idealnie dopasować najlepszą dla mnie długość. Dodatkowo, pasek jest przewiewny i idealnie nadaje się do uprawiania sportu.
Aplikacja i łączność ze smartfonem
Smartwatch współpracuje z Androidem i iOS poprzez dedykowaną aplikację. Sparowanie zegarka z iPhonem przebiegło bez żadnego problemu. Aplikacja pozwala, a w zasadzie wręcz wymaga ustawiania dziennych celów kroków, czasu aktywności fizycznej i pokonanych pięter. Zwłaszcza ta ostatnia kategoria mnie ucieszyła, bo zależy mi na tym, by unikać wind (tylko ze względu na zdrowie). Aplikacja zawiera kilka podstawowych ekranów i trzeba przyznać, że jest to nadzwyczaj skromna aplikacja w porównaniu do Apple Fitness/Health czy aplikacji Garmina. Nie ma się jednak co dziwić, w końcu mamy do czynienia ze świeżym, małym projektem ufundowanym przez społeczność. UNA ma jednak spore ambicje i ponownie to powiem, jestem pod wrażeniem jak dobrze i sprawie to działa biorąc pod uwagę, że zespół twórców liczy kilka osób.
Stylistyka aplikacji pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, brak tutaj elementów nawiązujących do Liquid Glass i niestety póki co brak integracji z Apple Health i jak sprawdziłem także Google Fit. Jest jednak szansa, że w przyszłości to się zmieni. To, co jednak być powinno to obsługa powiadomień ze smartfona i tutaj miałem pewną zagwozdkę. Pomimo poprawnego sparowania z iPhonem, nie dostawałem na zegarek żadnych powiadomień poza informacją o połączeniach (można odebrać z poziomu zegarka albo odrzucić). Kombinowałem na wiele różnych sposobów. Restart zegarka, potem iPhone’a, włączenie, wyłącznie opcji notyfikacji na zegarku. Sprawdziłem też kilka razy uprawnienia aplikacji UNA do otrzymania powiadomień z iOS. Wszystko było włączone, a mimo wszystko nie dostawałem żadnych notyfikacji.
W rozwiązaniu problemu pomogła mi… strona pomocy Garmina. W jednej z części sekcji na temat rozwiązywania problemów z powiadomieniami było zaznaczone, że w iPhonie należy włączyć pełne podglądy treści powiadomień. I to okazało się kluczem do rozwiązania zagadki. Jednocześnie mnie to zmartwiło, bo od lat korzystam z opcji, w której wszystkie powiadomienia mają u mnie wyłączony podgląd. Niestety, musiałem więc je włączyć, ale przy okazji okazało się, że odkryłem sposób na filtrowanie powiadomień przychodzących na zegarek, bo takiej możliwości software UNA nie daje. Albo wszystkie albo żadne. Tymczasem w iOS, powiadomienia bez podglądów po prostu nie pojawiają się na zegarku.
Pierwsza krótka wycieczka i przejażdżka rowerem
Przyszła pora na zarejestrowanie pierwszej aktywności. Wybrałem się na krótką pieszą wycieczkę. W menu otwieranym przyciskiem SELECT wybrałem Hiking i zaczekałem na złapanie sygnału GPS. W UNA Watch trwa to chwilę, zauważyłem, że kilkanaście sekund, czasem nawet pół minuty, a nawet więcej. Urządzenie sygnalizuje uzyskanie pozycji krótkim piknięciem. Można też zacząć trening bez GPS’u, ale wówczas rzecz jasna nici z zapisanej na mapie trasy. Za pierwszym razem sygnał GPS został złapany niemal od razu, kolejnym w ogóle to się nie udało i ruszyłem w drogę bez uzyskania współrzędnych. Myślałem, że zegarek złapie je w trakcie ponad godzinnego spaceru, ale tak się nie stało. Za trzecim razem czekałem dobrą minutę zanim Start podświetliło się na zielono.
Zauważyłem, że aby przyspieszyć złapanie sygnału trzeba po prostu zacząć iść, czy jechać na rowerze. Stojąc w miejscu można bardzo długo czekać i patrzeć jedynie na mrugającą ikonę satelity. Na podsumowanie treningu składa się czas, wysokość nad poziomem morza, średnie tętno oraz tempo czy średnia prędkość w przypadku jazdy na rowerze. Wszystko co najważniejsze, a w szczegółowym widoku można zobaczyć jeszcze strefy tętna oraz mapę z nałożonym śladem. Myślę, że początkującym czy średnio zaawansowanym użytkownikom więcej nie trzeba. Ja jestem w pełni usatysfakcjonowany, choć gdybym mógł coś w tym widoku zmienić, to wolałbym OpenStreetMap zamiast Google’a. Super jest także to, że w trakcie treningu można przełączać się pomiędzy kilkoma widokami, a co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, jadąc na rowerze można obserwować prędkość w czasie rzeczywistym.
Bateria
UNA Watch wyposażono w wymienną baterię o pojemności 280 mAh. Producent deklaruje do 10 dni pracy w trybie smartwatcha i 20 godzin ze śledzeniem aktywności z GPS i póki co, muszę przyznać, że są to wyniki dla mnie nieosiągalne. Przykładowo 2 godzinna jazda na rowerze pochłonęła 27% baterii (z 67% na 40%). Zauważyłem też, że po naładowaniu do pełna, nawet przez dwa dni wskaźnik pokazuje ubytek rzędu 3%, ale im bardziej zbliżałem się do 20% tym szybciej pasek naładowania znikał. Póki co dość nierównomiernie zmieniają się wskazania, a co jeszcze dziwniejsze, zdarzyło mi się też, że po odłączeniu od ładowarki przy 85%, zegarek po chwili pokazał, że bateria ma 90%. Prawdopodobnie jest to kwestia oprogramowania odczytującego stan akumulatora.
Po nieco ponad tygodniu mogę powiedzieć, że akumulator sprawuje się dużo lepiej niż bateria w moim Apple Watch, która wystarcza na kilkanaście godzin, aczkowiek spodziewałem się nieco lepszych wyników. Pierwsze dwa, trzy dni, gdy stan naładowania obniżył się o dosłownie kilka procent rozbudził moje nadzieje i przypomniałem sobie jak świetną baterię miał testowany przeze mnie Garmin Instinct. Niestety nie musiałem długo czekać, by zauważyć, że aż tak dobrze nie ma. Być może jest to jest jeszcze kwestia dopracowania oprogramowania i wkrótce czas pracy się polepszy lub chociaż wskaźnik zacznie lepiej oddawać rzeczywistość.
Posumowanie
UNA Watch to smartwatch, na który czekałem prawie rok. Przez ten czas moje oczekiwania rosły i jak narazie zostały częściowo zaspokojone. Bardzo cieszy mnie port USB-C i fakt, że teraz zegarek ładuję co kilka dni, a nie codziennie. Jestem przeszczęśliwy, z faktu, że smartwatch w końcu mnie nie rozprasza, ma minimalistyczny, wręcz ascetyczny interfejs, ale przy tym zachowuje czytelność i przekazuje najważniejsze informacje. Zegarek dobrze wygląda i przyjemnie się nosi, ale jednak szkoda, że całość wykonana jest z plastiku. Dostrzegam też kilka pomniejszych wad i braków, ale biorę poprawkę na to, że jest to sprzęt stworzony przez naprawdę małą firmę, która wydawała właśnie swój pierwszy produkt. Przede mną wnikliwsze testy i na ostateczną ocenę przyjdzie jeszcze czas, ale pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne!
Dane techniczne
| Producent | UNA |
| Wymiary i waga | tarcza: 40,25 mm, grubość: 14,4 mm, waga: 50 gramów |
| Wyświetlacz | MIP LCD, 1,2″, 240 × 240 px |
| Bateria | 280 mAh, do 10 dni pracy w trybie smartwatcha, do 20 godzin z GPS |
| Procesor | Ultra-low-power Cortex-M33 Core Microcontroller |
| Pamięć | 4GB eMMC, 2,5MB RAM |
| GPS | Dual-frequency L1 + L5 wsparcie GPS, GLONASS, Galileo, BeiDou, NavIC and QZSS |
| Sensory | Wysokościomierz barometryczny, 6-osiowy akcelerometr i żyroskop, 3-osiowy magnetometr |










