Rode NT1-A to doskonały zestaw, dla każdego, który chce rozpocząć swoją przygodę z szeroko pojętą rejestracją dźwięku.

Celowo ująłem tak szerokiego pojęcia, jak rejestracja dźwięku, co nie jest tożsame z podcasterem z tytułu tego artykułu, ale zawiera się w tym zbiorze, bo jak się okazuje dzisiejszy bohater, jest sprzętem bardzo uniwersalnym. Możemy z dużym powodzeniem nagrywać nim podcasty, ale także i wokal, a nawet same instrumenty. Talentu do tych ostatnich nie mam, ale dużo gadam, więc to właśnie w tej kategorii rejestracji dźwięku będę testował naszego Rode NT1-A, a tymczasem chciałem się podzielić pierwszymi wrażeniami.

Rode NT1-A – zestaw idealny?

Marka Rode to jedna z tych, co do których mam bezgraniczne zaufanie. To jedna z tych marek, w której jakość sprzętu zawsze stoi na bardzo dobrym poziomie. Dotychczas korzystałem z Videomic PRO, czyli mikrofonu typu shotgun, montowanego do gorącej stopki mojego bezlusterkowca, a jeszcze dłużej mam okazje się przyjaźnić z mikrofonem krawatowym (SmartLav+), którym nagrałem właściwie 95% wszystkich materiałów na naszym Youtubie.

R E K L A M A

62E3970D 833A 4E5C 952D 66DBFCB57E69 scaled

Zestaw Rode NT1-A

W ubiegłym roku postanowiłem przesiąść się na mikrofony korzystające z interfejsu XLR, gdyż co do zasady za pośrednictwem przyzwoitego interfejsu, miały one brzmieć zdecydowanie lepiej niż wszystkie twory na USB. Coś oczywiście jest na rzeczy, nie neguje, ale znajdą się pewnie wyjątki potwierdzające regułę. Do tego celu kupiłem interfejs Focusrite Scarlett Solo i w połączeniu z mikrofonem Saramonic SR-MV7000 nagrywałem większość odcinków naszego podcastu The Grengolada. Zdarzyły się przy tej okazji również testy innych high-endowych mikrofonów marki Thomson czy np. Sennheiser, które zjadały Saramonica w przedbiegach (mimo wszystko Saramonic  to kawał przyzwoitego sprzętu).  Zagadką jednak pozostawały zawsze mikrofony pojemnościowe od Rode.  Na szczęście do dzisiaj, bo właśnie trafił do mnie na testy zestaw Rode NT1-A.

Przede wszystkim zacznę od ceny, bo zaskakująco ona tutaj wygląda dość dużą zaletę.

Aktualnie za nieco ponad 700 PLN otrzymujemy porządny mikrofon, o którym będzie zaraz, ale także dodatkowe akcesoria. Przede wszystkim koszyk antywstrząsowy i to nie byle jakie badziewie, jakich pełno przy mikrofonach za kilkaset złotych, tylko kawał solidnej, jak przypuszczam stalowej konstrukcji, na którą naciągnięta jest porządna guma, która ma tłumić drgania. Do tego mamy pop filtr, który ma za zadanie skutecznie tłumić wybuchowe zgłoski, a który nie wygląda jak kawałek rajstopy słabej jakości, naciągnięty na łamliwy plastik. Jakości tu nie brakuje i wierzcie mi, to jest przepaść w stosunku do aliexpressowych produkcji, a wiem, bo i takie mam gdzieś w domu.

.webpRode NT1-A

Do zestawu dołączony jest także przewód XLR, który ma aż 6 metrów długości, a więc jeśli będziecie go trzymać na klasycznym statywie i będziecie oddaleni od interfejsu audio, to możecie być spokojni, przewodu nie zabraknie. Mało tego, przewód jest gumowany, więc przez to bardzo elastyczny, więc nie będzie się plątał, leżąc na ziemii.

Sam mikrofon ma charakterystykę kardioidalną i charakteryzuje się niskimi szumami własnymi. Mało tego, w materiałach pojawiają się często informacje, że to najcichszy mikrofon studyjny na świecie. Tutaj byłbym nieco bardziej wstrzemięźliwy, ale jeśli tak komunikuje to producent, to znaczy, że ma ku temu argumenty. Ciężko mi to ocenić po tych kilkunastu minutach zabawy, ale z pewnością sprawdzę to przy recenzji. Mamy kawał solidnej konstrukcji z 1-calową membraną.

Tutaj macie małą próbkę, à propos pierwszych wrażeń.


Mikrofon brzmi bardzo czysto i faktycznie nie szumi, mimo tego, że Gain jest ustawiony do poziomu godziny 14:00. Już nie mogę się doczekać, by móc sprawdzić go w boju nagrywając nowy odcinek The Grengolady!

Zakasuje rękawy i biorę się za testy. Pełna recenzja już wkrótce.


Posłuchaj nas!