Polonia 1 i jej czasy powracają jeszcze na moment! Zaczynamy nostalgiczną niedzielę!

Tydzień temu Polonia 1 zagościła na DailyWeb. Co prawda w pierwszej części umieściłem dwa tytuły spoza tej telewizji, ale ideą był wpis wspominkowy dotyczący lat ’90 i animacji mojego dzieciństwa. To jest dla mnie też taki slogan. Pokolenie Polonii 1 kojarzy mi się oczywiście głównie z tą telewizją, ale generalnie – z czasem beztroski i również międzynarodowych bajek z innych stacji. I nie samym Disneyem żył człowiek! Oto druga i ostatnia już część takiego nostalgicznego powrotu do dzieciństwa. I tym razem – sama Polonia 1! Grafika już co nieco zdradza zawartość krótkiego zestawienia, ale poza niezmordowanym piłkarzem mam dla was całkiem spory mix gatunkowy.  Wehikuł czasu to byłby cud, a że nowe technologie nie są nam obce zapraszam do małego cofnięcia się do lat ’90!

R E K L A M A

Polonia 1

Polonia 1 i inne stacje telewizyjne lat ’90 – nostalgiczny ranking bajek dzieciństwa

Captain Tsubasa (1983-1986)

Trochę nie akceptuję polskiej nazwy, czyli Kapitana Jastrzębia. Jestem fanem oryginalnego tytułu. Jest to zdecydowanie jeden z seriali animowanych mojego dzieciństwa, który oglądało się z zapartym tchem, a wspomnienia wiecznie żywe. Pamiętam pilot, kiedy widzieliśmy pierwszy raz, gdy piłka robi się „jajem”. Pamiętam również braci-bliźniaków, mistrzowskie obrony strzałów na bramkę przez Genzo Wakabayashiego czy oczywiści akcji, trwających trzy odcinki. Horyzont na boisku wydawał się bez końca, a retrospekcje trwały milion lat. Naprawdę fajny vibe. Z jakiś rok temu poszła plota, że w Polsce pierwszy sezon będzie dostępny na Netflixie. Niestety do tego nie doszło, ale podobno na amerykańskich serwerach śmiga aż miło. Oj zrobiłbym sobie taki rewatch.

Zorro (1996-1997)

Z Zorrem mam jedno takie – dosyć traumatyczne jak dla młodego człowieka przeżycie. Flashbacki z Wietnamu w starciu z przebłyskami z dzieciństwa to nic! Na pewno wtedy było to dla mnie jedno z mroczniejszych zdarzeń. Zorro miał to do siebie, że miał ciągłość fabularną. Z odcinka na odcinek atmosfera się zagęszczała, a pod koniec to emocje jak stąd do Japonii! Przyszedł ten dzień — Polonia 1 już zaraz wyemituje finałowy epizod! Chipsy Fritolay przygotowane, Hellena jest — jedziemy z tematem. I w połowie seansu…<dramatyczna muzyka>… na całej ulicy wyłączają prąd Wyobrażacie sobie ten żal, to rozgoryczenie, tę dziką złość dziecka? Nie można cofnąć, nie ma powtórek (przynajmniej w najbliższym czasie), nie ma…niczego. Na szczęście na ostatnie minuty energia elektryczna powróciła, jednak co działo się w środku, po dziś dzień jest tajemnicą. Jednak chwała za współczesną erę streamingów.

Gigi (1981-1982)

Poziom cringu i głupoty, jaki reprezentuje sobą ten serial, wykracza poza skalę. Młody dzieciak, który na widok damskich majteczek dostaje świra i zrobiły wiele to chyba wystarczający opis, aby pomyśleć sobie, że dobre to być nie mogło. I co ja tutaj mogę rzecz – oglądałem jak szalony! Prawdopodobnie w obecnych czasach zostałby zjechany od góry do dołu, ale wtedy? Wtedy to był hit – może najmniej ulubiony z tych moich propozycji, ale jednak ten wpis jest oznakowany  #nostalgia, więc pasuje idealnie.

W królestwie kalendarza (1981-1982)

W poprzedniej części był Daimos, a więc w tej też nie może zabraknąć wielkich robotów, a dokładnie jednego — Gwiezdnego Króla, który przybywał na wezwanie i prał przeciwników po pyskach. Kto pamięta zdanie: Tajemnicą i zaklęciem. Do przybycia cię zachęcę. Przybądź Królu do pomocy. Uczyń wszystko, co w twej mocy ? Ręka w górę! Ja pamiętam! Pamiętam również sporą schematyczność odcinków (zupełnie nikomu to wtedy nie przeszkadzało), ale również dosyć ciekawe imiona bohaterów. Jutro, Wczoraj, Niedziela, Poniedziałek, Wrzesień, Październik to tylko niektóre z nich. Całkiem sporo akcji i vibe’u Yattamana, co nie powinno dziwić, bowiem oba seriale to dzieła tego samego twórcy – Hiroshi Sasagaw’y. I kolejny ikoniczny opening!

Troskliwe misie (1985-1988)

Miał tu być Kapitan Planeta, ale okazało się, że to jednak był hit TVP2, ale na szczęście mam jeszcze zestaw awaryjny. Jego liderem jest właśnie bajka Troskliwe misie. Zdecydowanie – najmniej „chłopięca” bajka, ale jakże sympatyczna. To taki tytuł, który jak się oglądało, po prostu miło się robiło na serduszku, bo główni bohaterowie byli wielce uroczymi miśkami, które potrafiły też nieźle dowalić z brzuszków, kryjących potężne moce. Dużo miłych elementów i futrzastych stworków, których była cała masa! Nie muszę chyba wspominać, że Troskliwe misie miały kolejny, zapadający na lata w pamięci opening.  Fury z chmurek, dużo serduszek oraz walka ze złym czarodziejem i jego sługusem Brzydalem. Sasasasasasa…

Pokolenie Polonii 1 (i nie tylko) – nostalgiczny ranking bajek dzieciństwa część 1