Daredevil: Odrodzenie w finale 2. sezonu pozytywnie zaskakuje mocą atrakcji. Spojlerowa recenzja serialu Disney+
Daredevil: Odrodzenie dobił do ostatniego odcinka 2. sezonu. Najwyższy czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy był to świetny finał? Zapraszam do mojej spojlerowej opinii.
Zazwyczaj staram się unikać spojlerów w moich recenzjach filmów i seriali, jednak tym razem zrobię wyjątek. To, co działo się w finałowych minutach jest bardzo kluczowe i trudno nie wspomnieć o pewnych wydarzeniach. Szczerze mówiąc bardzo się bałem o ten ostatni epizod, bo fabuła oraz tempo nie zwiastowało takich emocji. To bardzo mocne zakończenie 2. sezonu, które stawia Daredevila w miejscu, w jakim go jeszcze nie było. Niestety – nie obyło się bez zgrzytów. Jednak – po kolei.
UWAGA: w tym materiale pojawiają się spojlery dotyczące fabuły i akcji.
Daredevil: Odrodzenie – recenzja 2. sezonu
Daredevil: Odrodzenie już w pierwszym sezonie zaskoczył mnie swoją brutalnością na tle innych produkcji Marvela od Disneya. Ustalmy jedno – to nadal nie jest poziom Netflixowych sezonów, ale powrót Daredevila oraz Wilsona Fiska na mały ekran bardzo ucieszył. Relacja obu Panów jest trzonem tej produkcji i kiedy spotykają się oko w oku, to aż iskrzy od emocji.
Drugi sezon to bezpośrednia kontynuacja pierwszej odsłony, w której z grubsza wiemy, jak pionki są porozstawiane na planszy. Cały czas jednak miałem wrażenie, że dzieje się stosunkowo mało w kontekście fabularnym. Jasne, mamy wiele efektownych scen walk (sekwencja starcia z 3. odcinka to genialny poziom techniczny, przypominający Netflixowy standard sprzed lat), a Bullseye szaleje, ale trochę mało w tym superbohaterskiego i prawniczego „mięsa”.
Przyjemne, ale niepotrzebne flashbacki i powrót Defenders
Do tego dodajmy całkiem przyjemne, ale w ogólnym rozrachunku niepotrzebne flashbacki i fan serwis, bez którego mogłoby się obyć. Jak jeszcze pojawienie się Punishera w 1. sezonie było świetne i pomogło na ciekawe dywagacje na temat postrzegania moralności przez Franka Castle’a i Matta Mardocka, tak udział Jessiki Jones w zasadzie nie ma większego wpływu na bohaterów. Oczywiście fajnie było zobaczyć na ekranie Krysten Ritter, ale gdyby pojawiła się tylko na napisach końcowych to nic wielkiego by się nie stało. Widać starania twórców, aby zarówno Luke Cage, a nawet Iron Fist pojawili się w uniwersum – raczej serialowym, ale nie wykluczam również ich obecności w filmach. Tylko ich brakuje do kompletu. Pamiętam jak ci superbohaterowie skończyli w The Defenders i patrzę na ten kierunek z dużą obawą.
Trochę ponarzekałem (i finalnie jeszcze o dwóch wątkach będę musiał nieco krytycznie powiedzieć), więc nadszedł czas na pochwały. Przede wszystkim najlepiej poprowadzą postacią jest Daniel, w którego rewelacyjnie wciela się Michael Gandolfini. Jego poczynania i sam finał daje ciekawy komentarz do infrastruktury, którą zarządza Fisk. To facet, który chce oddać całego siebie burmistrzowi, stara się, aby w jego oczach wypaść jak najlepiej. Jednak koniec końców sprzeciwia się mu, poświęca się dla drugiej osoby. Urzędnik i kombinator pokazuje, że nawet będąc blisko Kingpina nie został przez niego moralnie zniszczony. Jako jeden z niewielu udowadnia, że żądza pieniądza zepsutego miasta go nie pochłonęła. Świetnie poprowadzona postać do początku do końca. Szkoda, że jej więcej nie zobaczymy.
Ostatni odcinek to najlepszy moment całego serialu
Przed seansem ostatniego odcinka zastanawiałem się w jaki sposób twórcy podomykają wszystkie wątki i obawiałem się, że znów zostaniemy nieco z niczym. Stało się inaczej i zdecydowanie – jest to najlepszy epizod całych dwóch sezonów Daredevila: Odrodzenie. Od obrony Karen Page po ostateczne starcie. Matt Mardock jako prawnik, ujawniający światu swoją superbohaterskie oblicze to kluczowy moment, o którym trudno nie wspomnieć. Nawiązanie do Tony’ego Starka – oczywiste. To bardzo nieoczywisty motyw, kiedy zamaskowani bohaterowie ujawniają swoją drugą tożsamość. Niezwykle przemyślane i doprowadzające Wilsona Fiska do zguby.
Kingpin wpada w taką furię, jakiej nie widziałem chyba nigdy. To maszyna do zabijania, która nie ma już nic do stracenia. Rzuca przeciwnikami jak lalkami, łamie kości, pozbawiania życia jednym precyzyjnym ciosem. Ogromna siła i wściekłość, która wyszła z antagonisty na zewnątrz. I to właśnie Daredevil przemawia mu do rozsądku. Finałowa, ostatnia scena, kiedy wrogowie ze sobą rozmawiają zamiast walczyć jest emocjonalną bombą. W pewien sposób oni obaj chcą dla miasta dobrze i w dziwny sposób Hell’s Kitchen ich łączy. Jasne – każdy z nich kieruje się innymi wartościami i ręki sobie na koniec nie podadzą, ale czuć wzajemny szacunek.
Zarówno jeden, jak i drugi kończą źle. Daredevil ląduje w więzieniu – daleko od Karen i blisko ludzi, z którymi ma na pieńku. Z kolei Wilson Fisk idzie na ugodę i również zostaje sam – bez Vanessy i co ważniejsze – z dala od swojego ukochanego miasta. Symbolicznie – wszystko się zgadza, jednak logiki w tym nie ma za grosz. Patrząc na to, ilu ludzi zgładził Kingpin w budynku Sądu, to przestępca powinien gnić w więzieniu. Jak jestem w stanie przymknąć oko na przesadzoną siłę antagonisty, to na ten element fabuły już niestety nie.
Świetny finał, ale nie obyło się bez potknięć
Nie zmienia to faktu, że był to bardzo dobry finał, który doprowadza samego Daredevila do upadku, który sam sobie wypracował. Zgadza się to z podejściem Matta Mardocka do moralności, do jego postrzegania świata i duchowości. Nie zabijając nawet największych zwyrodnialców, stawiać ich przed sądem, wybaczać, ale też odpowiadać za swoje czyny. Ja jestem bardzo ciekaw, co twórcy zaserwują nam w 3. sezonie.
Pomimo paru dłużyzn, uproszczonego wątku Pani psycholog, która poprzez traumy postanawia stać się żeńskim odpowiednikiem Muse’a i prawdopodobnie być głównym antagonistą kolejnego sezonu, to bawiłem się na Daredevilu świetnie. To bardziej spójny sezon i poprawiony pod kątem technicznym. Odczuwa się w pewnym momencie, że krążymy tylko wokół moralności Matta Mardocka i urzędu Wilsona Fiska, ale finał wynagradza wszystko.
Jest mrocznie, brutalnie i to dobrze przemyślane zakończenie. Jedynie można mieć wątpliwości, czy Kingpin nie powinien siedzieć w więzieniu i nie do końca jestem przekonany, czy formowanie Defendersów po raz drugi to najlepszy pomysł. Daredevil: Odrodzenie to mocne 7/10 i kandydat do jednego z lepszych seriali 2026 roku.





