Lenovo Legion Go S (SteamOS), czyli trochę o tym, jak to jest mieć wszystkie gry w zasięgu ręki
Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że w dzisiejszych czasach ciężko jest złapać chwilę wytchnienia. Żyjemy od terminu do terminu, łapiąc jedynie krótkie przerwy. Gdzie czas na pasje, gdzie czas na relaks? Lenovo znalazło odpowiedź na oba z tych pytań.
Lenovo Legion Go S z systemem SteamOS opiera się na prostym założeniu – połączenie prostoty obsługi konsoli, wydajnością godną komputera do gier oraz mobilnością porównywalną do konsol przenośnych. Brzmi ciekawie? Po spędzeniu kilkunastu dni z Legionem Go S, mogę powiedzieć, że w praktyce jest jeszcze lepiej…
Lenovo Legion Go S (SteamOS) – pierwsze wrażenia
Moje dotychczasowe doświadczenia związane z przenośnymi urządzeniami do grania ograniczały się do oryginalnego Nintendo Switch. Stąd, gdy wziąłem Legiona Go S w ręce, byłem pod wrażeniem jego rozmiaru. Dla porównania, cały moduł „tabletu” ze Switcha jest delikatnie mniejszy niż sam ekran Legiona. Jeśli chodzi o masę urządzenia, mimo tego, że w specyfikacji została wspomniana wartość ok. 740 g, nie jest to aż tak odczuwalne podczas rozgrywki, jak człowiek by się spodziewał. Wszystko to dzięki obudowie Legiona Go S i jej ergonomicznemu designowi.

Obudowa urządzenia, w czarującym kolorze określanym przez producenta jako Nebula, dobrze leży w dłoniach, do czego z pewnością przyczyniły się zaokrąglone krawędzie kontrolera. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek dyskomforcie – powiedziałbym, że jest wręcz przeciwnie. Legion Go S jest na tyle wygodny, że grając, nie zwraca się na niego uwagi. Do tego przyczyniają się również niezawodne i niezwykle precyzyjne joysticki opierające się na efekcie Halla oraz regulowane triggery, które można przełączać pomiędzy krótkim, a długim naciśnięciem spustu. Muszę przyznać, że to drugie rozwiązanie fajnie się sprawdza przy strzelankach – szybka seria z karabinu w stronę Przymierza z Halo: Combat Evolved nie następowała nigdy tak szybko.

Jedyną rzeczą, która sprawiała mi drobne problemy podczas rozgrywki było to, że nie byłem w stanie wygodnie ułożyć palców na lewym i prawym bumperze, jednakże wynika to tylko i wyłącznie z rozmiaru moich dłoni (dla porównania, mój brat nie miał z tym zupełnie żadnego problemu).

Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na komfort rozrywki, gdyż Legion Go S został wyposażony w dwa dodatkowe przyciski na tyle kontrolera, do których możemy przypisać dowolną funkcję (na przykład żeby działały jako wspomniane bumpery).
Cudo, nie ekran
Elementem, który z pewnością przykuwa najwięcej uwagi (a z pewnością, który przyciąga najbardziej wzrok) jest jego ekran. Legion Go S charakteryzuje się wyświetlaczem o przekątnej 8 cali, rozdzielczości WUXGAA (1920 na 1200 pikseli), jasności 500 nitów oraz częstotliwością odświeżania regulowaną w zakresie 48-120 Hz, która może być zmieniana dynamicznie dzięki obsłudze VRR – zmiennej częstotliwości odświeżania. Przyjemnym bonusem jest także stuprocentowe pokrycie przestrzeni kolorów sRGB.

Specyfikacja to jedno, ale jak to wypada w praktyce? Lenovo PureSight, bo tak producent określa ten ekran, zapewnia wspaniałe doświadczenia. Kolory są żywe, obraz jasny i klarowny, nie wspominając już o płynności zapewnionej przez odświeżanie 120 Hz. Dzięki zmiennej częstotliwości odświeżania, wszystko działało płynnie, bez względu czy działało w 40 klatkach na sekundę czy też sięgało nawet 120 FPS – wyświetlacz dynamicznie dostosowywał się do warunków, dzięki czemu nie było mowy, o jakimkolwiek widocznym rwaniu obrazu, wynikającego z częstotliwości odświeżania ustawionej „na sztywno”. Wszystko to sprawia, że każda gra, którą uruchomimy na Legionie Go S w wersji ze SteamOS będzie działać i wyglądać bajecznie. W tym zresztą równie ważną rolę gra procesor, który do słabych nie należy…
Potęga w zasięgu dłoni.
Sercem Legiona Go S w wersji z systemem SteamOS jest niezwykle wydajny procesor AMD Ryzen Z1 Extreme. Jednostka ta składa się z 8 rdzeni wykonanych w technologii Zen 4 i wspierana jest układem graficznym AMD Radeon w architekturze RDNA 3. Do dyspozycji mamy również 16 GB pamięci RAM w standardzie LPDDR5X oraz dysk SSD M.2 o pojemności 512 GB, który możemy również samodzielnie wymienić – nie jest to jednak jedyna opcja, gdyż pamięć Legiona Go S możemy również rozszerzyć z pomocą karty microSD, której gniazdo znajdziemy na dolnej krawędzi urządzenia.

Cały ten potencjał wydajnościowy byłby niewykorzystany, gdyby nie system zasilający urządzenie. Legion Go S jest pierwszą konsolą na świecie, która nie jest Steam Deckiem, wspierającą oficjalną wersję SteamOS. Dzięki niemu, całe doświadczenie związane z korzystaniem z Legiona Go S może być określone tylko i wyłącznie jako „konsolowe”. Łatwość obsługi, szybkość działania i responsywność interfejsu to tylko niewielka część zalet płynących ze SteamOS. Dochodzi do tego wbudowana obsługa biblioteki Steam oraz zwiększona wydajność względem systemu Windows 11 działającego na sprzęcie o bardzo zbliżonej specyfikacji.

Gadam tak o teorii, ale na co to się wszystko przekłada w rzeczywistości? Nie znalazłem w swojej bibliotece żadnej gry, z którą Legion Go S by sobie nie poradził (pomijając Gothica, który w moim przypadku miewał problemy nawet na „klasycznym” komputerze z Windowsem). Cyberpunk 2077, Red Dead Redemption 2, Wiedźmin 3, Halo – wszystko chodziło jak marzenie. Skoro gry AAA tak na nim działają, to nie muszę chyba mówić, że wszelkiego rodzaju gry indie też nie stanowią większego problemu dla Legiona Go S. Właściwie, jedyny problem przed jakim stawiany jest gracz to, w co ma ochotę zagrać – Legion Go S uciągnie wszystko, co w niego rzucimy.
Legion Go S w wersji ze SteamOS ma również dodatkowy plus w postaci świetnej wydajności po podłączeniu do większego wyświetlacza. Grałem w ten sposób w Halo: The Master Chief Collection, i nawet pomimo korzystania z monitora QHD, Legion Go S zapewniał bardzo stabilne 60 fps.
Wieje jak w kieleckim
W tym miejscu muszę wspomnieć o dość specyficznym minusie urządzenia. Za oknem robi się coraz zimniej, a Legion Go S nie dość, że nie grzeje dłoni, to jeszcze wyrzuca z siebie więcej chłodu. Lenovo odwaliło tu kawał dobrej roboty, ponieważ bez względu na to czy Legion Go S pracuje w trybie zbalansowanym (ok. 15 watów poboru mocy) czy też wykorzystuje swoje maksymalne TDP o wysokości 40 watów w celu zapewnienia najwyższego poziomu detali w gładziutkich 120 klatkach na sekundę, układ chłodzenia Lenovo ColdFront nigdy nie dopuszcza do sytuacji, w której procesor musiałby zwolnić, żeby się nie przegrzać, i osiąga to bez przesadnego szumu wiatraków.

Wiadomo, prawa termodynamiki ciężko jest złamać, przez co oczywistym jest to, że Legion Go S musi korzystać z wentylatorów, ale w normalnych warunkach cały ten szum zlewa się z otoczeniem, a po uruchomieniu trybu zbalansowanego, trzeba się naprawdę skupić, żeby go usłyszeć.
Jako, że do czynienia mamy tutaj z urządzeniem przenośnym, bardzo ważnym elementem jest bateria. Legion Go S jest wyposażony w ogniwo o pojemności 55,5 Wh, jednakże jako że taka liczba brzmi dość abstrakcyjnie, powiem jak to wygląda w praktyce – w pełni nałądowana bateria zapewniła mi około 2,5 godziny gry w Red Dead Redemption 2 w trybie zbalansowanym. Przełączając się w tryb turbo (lub ręcznie ustawiając limit mocy na maksymalny), czas ten maleje do około godziny. Ponownie, fizyki nie da się oszukać, ale Lenovo dołożyło wszelkich starań, żeby wykorzystać tą energię w stu procentach.

Ważne też jest to, że jako użytkownik ma się wybór trybu pracy – to od nas zależy czy chcemy najwyższą możliwą wydajność czy naszym priorytetem jest czas rozgrywki. Warto też wspomnieć, że dla bardziej doświadczonych użytkowników istnieje opcja ręcznego dostosowania limitu TDP (od 5 do 33 watów) oraz częstotliwości zegara układu graficznego (od 800 do 2700 MHz).
Zupełnie inne doświadczenia
Mógłbym rozpisywać się o niesamowitej wydajności, imponującym czasie pracy na baterii, o wspaniałości wyświetlacza w nieskończoność, ale wolę poruszyć trochę inną kwestię, bardziej osobistą, w której dzięki Legionowi Go S w wersji ze SteamOS zyskałem zupełnie inną perspektywę. Od dłuższego czasu miałem dość trudną relację ze swoim hobby, jakim są gry. Życie toczy się swoimi ścieżkami i spędzanie czasu w towarzystwie V, przemierzając ulicę Night City lub odkrywanie ukrytych perełek od niezależnych deweloperów (takich jak przecudowne The Invincible polskiego studia Starward Industries) przynosiło mi często więcej frustracji niż przyjemności.

Sterowniki coś nie działały, Windows nie wykrywał dysku, nagle pojawiała się wielka aktualizacja – nim człowiek siadł do rozgrywki, to już opuszczały go jakiekolwiek chęci. Nie pomaga również fakt, że prawie od dwóch lat korzystam na co dzień z macOS jako swojego głównego systemu, a jak powszechnie wiadomo, Apple ma dość specyficzne podejście do gier (zmieniające się powoli na lepsze, ale wciąż dalekie od ideału). Każda chęć na pogranie w coś dłużej wiązała się z pytaniem, czy jestem gotowy na walkę z komputerem, a jako że często nie miałem na to ochoty, to kończyło się na wieczorze spędzonym przy serialu lub filmie (nie żeby było to coś złego).
Legion Go S to zmienił. Z uwagi na połączenie bardzo wygodnej, konsolowej formy urządzenia z bezproblemowością SteamOS’a, nic nie stoi mi na przeszkodzie, żeby nadrabiać zaległości. Od podjęcia decyzji o rozgrywce do jej rozpoczęcia mija maksymalnie minuta, a wszystko odbywa się bez zbędnych problemów i humorów Windowsa. Porównałbym to do komfortu, jaki niesie ze sobą macOS – system po prostu działa.

Jeszcze pół roku temu nie pomyślałbym, że kiedykolwiek siądę do przecudownego Red Dead Redemption 2, a na ten moment przedzieram się przez kolejne misje bez żadnego problemu z wielką przyjemnością i, przede wszystkim, na swoich warunkach. Chcę posiedzieć przy biurku z myszką w dłoni? Nie ma problemu. Wolałbym poleżeć na łóżku pod kocem? Jedyna rzecz, nad jaką muszę myśleć, to na jaką grę mam ochotę lub nastrój.
Legion Go S całkowicie zmienił to jak podchodzę do grania i pozwolił mi odkrywać kolejne perełki (takie jak niezwykle wciągające Jusant od studia Don’t Nod), zdejmując ze mnie konieczność zadbania o „logistykę” rozgrywki.
Podsumowując i reasumując…
Lenovo Legion Go S w wersji z systemem SteamOS całkowicie odmienił sposób, w jaki patrzę na gry. Połączenie niesamowicie dopracowanego hardware’u, na który składa się piekielnie szybki AMD Ryzen Z1 Extreme, błyskawiczna pamięć RAM oraz niezwykle wygodny kontroler, oraz systemu operacyjnego, przygotowanego z myślą o graczach i wygodzie korzystania, jakim jest SteamOS, zapewnia rewelacyjne doświadczenia, bez względu na tytuł.

Jeśli chcecie sprawdzić na własną rękę, jak Lenovo Legion Go S w wersji z systemem SteamOS wypada w waszych ulubionych tytułach, możecie znaleźć go zarówno na stronie Lenovo, jak i również w sklepach partnerskich, w cenie 2599 zł.