A właściwie, by być bardziej precyzyjnym, to wynająłem elektryka. Długoterminowo. I jaram się nieprawdopodobnie (tu powinienem napisać, że jak elektryki, ale fakty są inne, wiadomo). Dlaczego do tego doszło i jak bardzo była to dobra decyzja? Zapraszam.

Podmiejska lokalizacja. Właściwie wieś zamieniająca się w sypialnię. Scenariusz, w którym w domu muszą być dwa auta. Moja lepsza połówka codziennie wyrusza do biura w Gdyni. W skali roku? To około 25-30 tys. km. Sporo. Ja? Praca z domu, ale wliczając w to odwożenie, odbieranie dzieciaków, zajęcia dodatkowe. Właściwie poruszanie się wszędzie autem. Daje mi to statystycznie 13-15k km w rok. Dwa auta spalinowe, bo jedno w końcu zabawka (dzieciaki wyrosły z kombi), a drugie jest żonowe, dlatego XC40 jest autem głównym w domu.

//dzisiaj na dailyweb

W drugiej połowie grudnia kończy się gwarancja, a więc to czas najwyższy podziękować Volvo za współpracę. O ile byłem bardzo zadowolony z samego auta, o tyle mniej z lokalnego serwisu, który przez wiele tygodni nie mógł zlokalizować problemu piszczących klocków hamulcowych (założonych w wakacje). Przy tym ciągle nie zauważając, że same klocki mogą być zbyt twarde. Zapadła decyzja: czas wymienić auto. W dodatku Volvo zbliża się do 110 tys. km i najpewniej pierwsze większe problemy już się czają, żeby zaatakować.

Kupno elektryka. Co tutaj wybrać?

Padło hasło: elektryk. A jak elektryk, to w końcu Tesla. Tym bardziej że wyszła nowa trójka: Highland. Moja małżonka stanęła jednak okoniem i powiedziała, że żadną Teslą jeździć nie będzie, bo jest paskudna, niefunkcjonalna i pełna niepotrzebnych nowości. Do tej pory się zastanawiam, czy za te herezje nie powinienem się z nią rozwieść. Niemniej plan spalił na panewce. Chciałem odciąć kupony od tego pomysłu, no ale nie przeszło, tym bardziej że uwielbiała XCka.

Pojawił się nagle temat bardzo tanich, elektrycznych Peugeotów, które można było mieć za 500-600 PLN netto miesięcznie – z dofinansowaniem Mój Elektryk. Wyglądało to podejrzenia, ale haczyk ukryty był w tym, że dofinansowanie najpierw trzeba było wyłożyć gotówką, dopiero potem miało wrócić na konto. To i tak zdrowa opcja, jeśli ktoś ma gotówkę, żeby zamrozić ją na czas dofinansowania.

Pojechaliśmy sprawdzić e208 i byliśmy bardzo zaskoczeni, że ten malutki Peugeot to naprawdę świetne auto. Właściwie byliśmy zdecydowani, że za takie pieniądze, które wygenerują nam ogrom oszczędności w stosunku do leasingu Volvo i kosztów paliwa (1000-1500 PLN średnio miesięcznie), to nie ma co się zastanawiać. Trzeba brać. Tym bardziej że mamy dom, mamy instalacje pod elektryki (kable w ścianach 5×6 i zabezpieczenia). Wtem, na białym koniu, pojawił się mój dobry znajomy Tomek (śle bessosy), który powiedział, że w podobnej cenie załatwi mi większego… Peugeota 2008 (crossover). No i załatwił.

peugeot e2008.jpg
Peugeot e2008. Uważam, że cała nowa linia Peugetów jest piękna!

Od piątku w naszym garażu parkuje elektryczny Peugeot e2008. A my czujemy, że życie na loterii wygraliśmy. Auto kosztuje nas miesięcznie 2x mniej, odpadł nam koszt paliwa, na które miesięcznie, patrząc na faktury, wydawaliśmy średnio 1300 PLN. Widzę wszystkich tych, którzy krzyczą, że elektryki to zło, bo spalinowy dizelek to zrobi 5x więcej dystansu, a bo elektryk się ładuje kilkanaście godzin, a bo to złe, a to gorsze. Bezeduuuuury.

Spalinowcy vs. elektrycy. Jak applowcy i windowsiarze

Ludzie mają tendencję do szufladkowania. Cały temat elektromobilności grzeje do czerwoności i dobrze to rozumiem. Wydaje mi się, że zwyczajnie auta elektryczne nie są dla wszystkich i to stanowi trzon niezgodny, bo jedna grupa spalinowców za wszelką cenę chce udowodnić, że ma rację. Druga rzez jasna również. A tu kość niezgody pogrzebana jest nie w ogólnej potrzebie, lecz właśnie w jednostkowej. Przykłady:

Kowalski, mieszkający w bloku w centrum miasta, będzie hejtował elektryka, bo i na cholerę mu? Ma infrastrukturę zbiórkomową, ma spalinowe auto, które go nie ogranicza. Co taki elektryk miałby mu dać prócz ograniczeń?

Łubik, mieszkający pod miastem, mający dom i panele fotowoltaiczne, jeżdżący codziennie 70km, a do tego mający drugie auto spalinowe, uznaje to za scenariusz idealny dla elektryka!

Oczywiście wiem, że Wy wiecie, ale patrząc na walki słowne na Twitterze, to ręce mi opadają, bo Ci, którzy krzyczą najgłośniej po jednej i drugiej stronie, chyba naprawdę nie dostrzegają istoty problemu. To co przyniosła nam motoryzacja i położyła na stole, nie jest dobrym rozwiązaniem dla każdego i pewnie jeszcze długo nie będzie.

Wracając do mojego elektryka, to aktualnie po pierwszej trasie w najmniej sprzyjających warunkach: droga szybkiego ruchu, 100 km trasy, temperatura -5 Celsjusza i przy średniej prędkości 100km/h… zjadł właściwie 50% akumulatora z 336km zasięgu WLTP obiecywanych przez producenta. To daje około 21kWh. Nie jest źle, ale to oczywiste, że auto spalinowe w trasie będzie bardziej uniwersalne.

Prawdziwy bój dopiero przed nami, ale już teraz zapowiada się, że była to doskonała decyzja – przesiadka na elektryka w scenariuszu motoryzacyjnego życia. Mało tego, dojrzewam do tego, żeby i moją spalinową zabawkę zamienić… oczywiście na inną zabawkę, ale również elektryczną. To jednak musi być bardziej przemyślana decyzja, bo Peugeot nie będzie stanowił głównego auta przy podróżach poza Trójmiasto (na palcach jednej ręki w ciągu roku). Myślę, że Tesla sprosta takiemu zadaniu, ale dalej nie wiem: czy nowa 3, czy jednak bardziej uniwersalny Y? To rozmyślania na inny materiał.

Jestem szczęśliwy, że mam elektryka w domu, bo są to dla mnie ogromne, miesięczne oszczędności. Oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę, że nie dla każdego tak będzie. Mimo wszystko polecam zmęczyć temat, bo w końcówce roku naprawdę można złapać doskonałe oferty, mając na uwadze to, że elektryki co do zasady są koszmarnie drogie.