Kiedy kurz po pierwszych recenzjach finałowego sezonu serial Ozark opadł, ja postanowiłem podzielić się swoimi przemyśleniami. Śledzę serial od jego pierwszego odcinka, czekając cierpliwie na kolejne sezony, chociaż producenci zazwyczaj nie dawali nam szans na spokojne czekanie. Wszystko za sprawą fabuły i bezkompromisowości w tym, co bohaterów produkcji spotykało.

Mroczny serial już od pierwszego sezonu pokazywał, że Netflix trafił w dziesiątke i zrobi wszystko, aby tego nie zepsuć. To kolejna po Orange is The New Black, czy trochę młodszym Stranger Things produkcja, która jest znakiem firmowym Netflixa właśnie. Niejako wizytówką, bo po finale serialu uważam, że wspomniane wyżej dwa tytuły, Ozark zostawia w tyle. UWAGA: w tekście są spoilery!

Finał Ozark – taki, na jaki czekaliśmy

Historia Ozark to historia rodziny Byrde’ów, gdzie – teoretyczna – głowa rodziny, Marty Byrde (w tej roli Jason Bateman) dorabia na boku, piorąc pieniądze przestępcom w Chicago. Szybko jednak wplątuje się w kłopoty i zmuszony jest wyjechać z rodziną do Ozark, aby uprać miliony dolarów dla jednego z karteli narkotykowych.

R E K L A M A

Pierwszy odcinek produkcji pokazuje, że lekko nie będzie, a scenarzyści nie znają kompromisów. Serial otoczony jest mrokiem, ale przede wszystkim śmiercią. Każdy kolejny sezon to narastające kłopoty całej rodziny, nad którą kontrolę powoli, ale stanowczo przejmuje Wandy Byrde (w tej roli genialna Laura Linney), żona Martyego. Finał Ozark podzielony był na dwie części, pierwsza z nich pojawiła się kilka miesięcy temu, a kolejne i ostatnie siedem odcinków trafiło na Netflix w ubiegłym tygodniu.

Scenarzyści już od pierwszego odcinka dali jasny sygnał, że chcą tym finałem spiąć wszystkie wątki, których przez wszystkie sezony trochę się nazbierało. Mogliśmy więc zobaczyć aktorskie powroty do fabuły, co niestety w niektórych przypadkach było lekkim zapychaniem całości i zbyt słodką próbą pożegnania konkretnej postaci. Spoiler: to jedyny – według mnie – minus finału. Niemalże każdy odcinek finałowej części przynosi kolejną śmierć jakiegoś bohatera, a odcinek finałowy to produkcja na miarę oskarowego filmu.

Znakomita do tej pory Laura Linney przechodzi sama siebie i wspina się na wyżyny możliwości, pokazując, że należy jej się naprawdę mocna rola w hollywoodzkim filmie.

Kiedy wydaje się, że rodzina ułożyła swoje życie i lada chwila zostanie uwolniona od karteli i życia w świecie przestępczym, wszystko wali się niczym domek z kart. I to właśnie jest klasyka Ozark – tak było od samego początku i tak też serial jest zamykany. Nie ma tutaj przebacz, nikt nie pozostaje bez konsekwencji swoich czynów. Ruth Langmore (Julia Garner) ponosi największe straty praktycznie od pierwszego sezonu, odkąd kolejni członkowie jej rodziny giną: albo z jej winy, albo ze swojej głupoty. Jeśli mielibyśmy do czynienia z jakimś romansidłem, zapewne Ruth skończyłaby w sielskim domku, którego budowę rozpoczęła pod koniec serialu. Tak się jednak nie stało, a jej śmierć w odcinku finałowym pokazuje, że wszyscy muszą ponieść karę. Największą z nich ponoszą chyba dzieci Byrde’ów, co pokazuje ostatnia scena, gdzie młody Jonah ratując rodzinę zabija detektywa, który od dłuższego już czasu węszył dookoła rodziny. Ozark zmienia, zmienił bohaterów, ale również moje podejście do seriali. Nie żałuję, że serial się zakończył, bo wiem, że producenci (szczególnie Netflixa) potrafią przegiąć.

Cieszę się, że serial został zamknięty w taki, znany od pierwszego odcinka sposób: mrocznie, dramatycznie i bez kompromisów.

Wszystkie sezony Ozark dostępne są oczywiście na platformie Netflix.


Posłuchaj nas!