Artykuł o tym, jak w rzeczywistości wygląda początek pracy, jako UX Designer. Bez ściemy, bez owijania w bawełnę.

W internecie znajdziemy naprawdę sporo artykułów o tym, czym jest UX DESIGN. Najczęściej przedstawiane w nich informacje dotyczą zarobków oraz samego etapu szkicowania i prototypownia. Jeżeli czytają nas designerzy z dużym stażem, to doskonale wiecie, że większość z tych tekstów to naprawdę bardzo optymistyczne scenariusze, które nie opisują realiów naszej pracy. W związku z tym ten artykuł chciałabym zadedykować każdemu, kto interesuje się uxem w kontekście przyszłej pracy. Poznajcie realia stażu i pracy UX Designera.

UX realia

Praktyka dla początkujących. Minimum 3 lata doświadczenia w branży UX

Jak pewnie się domyślacie, swoją przygodę z user experience zaczęłam od kursów, które dostarczyły mi podstawowe umiejętności związane z architekturą produktu. Wiele godzin spędzonych przed fikcyjnymi projektami zapaliły we mnie ambicje do zdobycia praktyki w realnym przedsięwzięciu uxowym. Zaczęłam więc szukać ogłoszeń, które związane były ze stażem w startupie lub w firmach z wieloletnim doświadczeniem. Żeby nie było, odwiedziłam sporą liczbę portali (w tym też grupki facebookowe). Jaki był tego rezultat?

R E K L A M A

UX rzeczywistość

Znalazłam naprawdę ogromną liczbę ogłoszeń ze stażem w user experience dla juniorów i studentów. Odpłatne, w formie zdalne, no po prostu żyć, nie umierać. Był jednak jeden mały haczyk. Pracodawców interesowali ludzie, którzy mają minimum 2/3 lata doświadczenia. Tak, staż dla początkujących designerów mających kilkuletnie doświadczenie. Absurd do potęgi. Pamiętam, że w tamtym momencie bardzo mocno zwątpiłam w siebie i swoje możliwości. To była pierwsza taka sytuacja, która pokazała mi absurdalność tej branży. Oczywiście nie poddałam się, gdybym to zrobiła, nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. Powiem więcej, taki obraz rzeczywistości zmotywował mnie do tego, aby jeszcze bardziej drążyć temat związany z uxowymi praktykami. Niemniej jednak znam wiele osób, które na tym etapie po prostu odpuściło sobie działanie w branży UX. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ wygórowane oczekiwania pracodawców i ich nastawienie potrafi bardzo zdemotywować człowieka, który dopiero zaczyna zdobywać doświadczenie. Toteż, jeśli ktoś z was chce wkroczyć do świata user experience, to radze uzbroić się w cierpliwość i stalowe nerwy, bo podejścia zleceniodawców raczej się nie zmieni.

Dysonans między klientem a profesjonalizmem UX

UX studium przypadku

Kolejnym moim rozczarowaniem, które zasługuje na ten wpis, było doświadczenie z klientem w kontekście projektu komercyjnego. Otóż była to inicjatywa lokalna, która potrzebowała prostej strony internetowej. Grupą docelową byli rodzice, czyli osoby, które potrzebują naprawdę dobrze sprecyzowanej treści oraz bardzo domyślnego interfejsu. Moim klientem była osoba, która nie ma styczności z projektowaniem doświadczeń użytkownika. Oczywiście zanim przystąpiłam do swojej pracy, uzgadniałam ze zleceniodawcą kwestie finansowe. Od razu też poinformowałam go o cenach, jakie są na rynku, jeśli chodzi o domeny, narzędzia uxowe itp. Odpowiedź była następująca: pokryję wszystko, co trzeba. Po dokładnych ustaleniach finansowych zabrałam się do tworzenia strony.

Po miesiącu pracy nad projektem zaczęły się pierwsze komplikacje. Klient w pewnym momencie stwierdził, że strona hostingowa, którą wspólnie wybieraliśmy, jest za droga. Proponowałam mu różne alternatywy, ale jego postawa wskazywała na to, że żadna z opcji mu nie pasuje. W pewnym momencie usłyszałam od niego tekst, który mniej więcej brzmiał tak: dlaczego nie możemy działać na innych narzędziach, przecież jest mnóstwo tańszych hostingów, które oferują dokładnie takie same usługi. Jako że jestem jakościowcem, a nie ilościowcem, stwierdziłam, że trzeba wyjaśnić mojemu klientowi fakt, że nie utrzymam mu strony bez jakościowych narzędzi, które są, chociażby bardziej zabezpieczone przez cyberatakami lub po prostu oferują zdecydowanie więcej możliwości w zarządzaniu stroną. Najwyraźniej nie zrozumiał tego, bo zaparcie dążył do tego, aby przeforsować swoją opcję. Nawet nie wyobrażacie sobie, jakie myśli przechodziły mi wtedy przez głowę. W końcu przecież to ja miałam być odpowiedzialna za stworzenie i utrzymanie strony. A jak mam za nią odpowiadać, skoro z góry wiem, że klient nie chce zainwestować w rozwój i jakość strony? To był prawdziwy dysonans pomiędzy mną a klientem. W związku z tym postanowiłam zrezygnować z realizacji tego projektu. Stwierdziłam, że zrobię to po prostu z czystego szacunku do siebie i swoich umiejętności. Czy to dobrze? Nie mnie to oceniać, ale myślę, że tak. Czasami lepiej odpuścić pewne rzeczy i nie tracić nerwów na coś, z czego i tak nie będziecie w pełni zadowoleni.

UX wnioski

Wnioski

Podsumujmy ten mój długi jak rzeka wywód. To, co łączy te dwie sytuacje, to ludzie, którzy są po prostu różni. Nie zawsze będziemy pracować w teamie, który jest przepełniony przyjazną atmosferą. Natomiast należy pamiętać o tym, że zawsze mamy wybór. To my decydujemy, czy chcemy pracować z kimś, czy nie. Kluczowe jednak w tym wszystkim jest to, aby zastanowić się nad istotą konsekwencji naszego wyboru, która może być długoterminowa w skutkach.

UX Challenges – wyzwania nie tylko dla początkujących projektantów