Przez przypadek Canon R3 trafił w moje ręce – cóż to jest za kolos!
Dziełem przypadku, źle nadanej przesyłki, prócz samego obiektywu, który chciałem przetestować, dostałem w gratisie… Canona R3. Nie mogłem nie skorzystać z tego faktu, więc go odpakowałem i zrobiłem kilka fot. Oto paka pierwszych, gorących wrażeń z tego sprzętu.
Co istotne, pełne testy mamy przewidziane w drugiej połowie maraca, a więc na właściwie testy też przyjdzie czas. Pomyślałem jednak, że korzystając z drobnego nieporozumienia w wysyłce, podzielę się z Wami kilkoma punktami, wrażeniami zupełnie na gorąco, przynajmniej na tyle, na ile można zgromadzić wrażenia przez kilka godzin zabawy tym sprzętem, zanim nie zabrał go z powrotem kurier.
Zaczynając od początku, to wróciłem do stajni Canona w ubiegłym roku, kiedy postanowiłem wydać majątek i kupiłem sobie Canona R6. Wszystko zaczęło się właściwie po testach Canona R, który urzekł mnie ergonomią, możliwościami video i cholernie celnym i szybkim AF. Przesiadka z GH80 była czymś bardziej niż pewnym. Przez chwilę rozważałem Sony Alfa, niestety nie doprosiłem po kilku miesiącach proszenia o egzemplarz testowy, więc nie zwlekając długo i działając z dziarskim PRem Canona, udało mi się kupić… Canona R6. Emocji było wiele, bo to pierwsza, najprawdziwsza pełna klatka. Po przygodach z APS-C i nawet Micro 4/3 w Panasonicu, w końcu nadszedł czas na prawdziwy aparat. Marzenie sprzed 15 lat w końcu się spełniło.
R6 to kawał genialnego sprzętu, którego używam intensywnie z obiektywami RF (35mm f1.8) i 24-105mm właściwie głównie do nagrywania materiałów video na naszego DailyWebowego Youtube. Wszystko było jak w cukierkowym śnie, do momentu kiedy w moje ręce nie trafił wspomniany Canon R3. Ten kolos zniszczył, a przynajmniej zaburzył moją symbiozę z aktualnym aparatem. Oto dlaczego:
R3 jest ogromny i ma świetny grip!
Gdybym miał oddać wrażenia dźwiękowe, w momencie, kiedy wypakowałem go z opakowania, to usłyszelibyście soczyste, niecenzuralne słowo zachwytu nad tym, jak wielki ten aparat jest. R6, która nie jest miniaturowa, wygląda przy nim jak tania zabawka, z chińskiego marketu, przynajmniej gabarytowo.
W R3 mamy zintegrowany battery grip, który powoduje, że body jest po prostu ogromne! Co jednak świetne, to że jest tak zaprojektowany, że w ręce leży jak przyspawany, a to wiadomo jeden z czynników, który zawsze się bierze pod uwagę, jeśli rozważamy zakup aparatu, a przynajmniej to dla mnie nigdy nie było bez znaczenia. Oczywiście, żeby było jasne, to jeden mały drobiazg na całej liście kluczowych, ważniejszych aspektów.
Canon R3 i Ilość guziczków i wizjer
To jest ciekawa sprawa, bo przy tak ogromnej budzie, powiększonej przez ogromną baterię u spodu urządzenia, istnieją spore zapędy, by wszystko obguzikować. Pierwsze wrażenie było takie, że R3 ma ogromną ilość guziczków na swojej obudowie, ale już po chwili okazało się, ze nie ma ich wcale tak dużo.
Zmierzam do tego, że w stosunku do klasycznej puszki z niższych segmentów, jest ich na pewno więcej, ale to nie tak, że trzeba rozszyfrowywać, co każdy poszczególny guzik robi, za co jest odpowiedzialny. Po krótkim czasie okazało się, że obsługuje większość z nich, właściwie w sposób zupełnie naturalny, nie szukając ich przeznaczenia w instrukcji obsługi.
Warto zaznaczyć, że wizjer w R3 ma dziurę jak w teleskopie! Jest ogromny i przede wszystkim cholernie wygodny. Widać, że tutaj niekompaktowe rozmiary grały pierwsze skrzypce, ale właśnie komfort użytkownika, kiedy przyłoży oko.
Kosmicznie szybki AF
Udało mi się zrobić kilkanaście zdjęć w domowych warunkach i niestety niewiele z nich nadaje się do wykorzystania i pokazania (nie zanosiłem się z tym że powstanie z tych wrażeń jakikolwiek tekst), natomiast chciałem podkreślić, że działanie AF i trybu seryjnego zdjęć, działa jak nie z tego świata. AF właściwie ogromną prędkością ostrzy to co chcecie, przestawiając punkty ostrości szybciej niż w mgnieniu oka. Wrażenie wręcz paraliżujące.
W przypadku ustawionej serii zdjęć, wciskając spust migawki, ciężko było zrobić jednorazowo mniej niż 5-8 zdjęć na raz. Absolutny kosmos.
Ogromne zazdroszczę Danielowi, który będzie testował ten sprzęt jeszcze w marcu. Uprzedziłem go jednak, że musi się szykować na zmianę swojej aktualnej puszki (też od Canona), bo po kilku minutach z R3, wszystkie inne sprzęty stają się… zabawkowe.







