Mudita Kompakt oduczyła mnie jednego szkodliwego nawyku, ale ten lek bywa gorszy od choroby
Mudita Kompakt, polski antysmartfon z ekranem e-ink, który zachwyca swoją formą i prostotą, ale jednocześnie irytuje niedoróbkami i nieprzemyślanymi rozwiązaniami. Jaki jednak jest na co dzień i przede wszystkim, czy pomaga porzucić doomscrolling?
Trzy tygodnie to wydawałoby się dość czasu, by wyrobić sobie zdanie na temat testowanego smartfona. Kompakt nie jest jednak zwykłym urządzeniem tego typu i w jego przypadku sprawa jest nieco bardziej zniuansowana. Bo z jednej strony sercem telefonu jest bazujący na Androidzie MuditaOS K, więc teoretycznie to smartfon, ale z drugiej mamy do czynienia z czarnobiałym ekranem E Ink®, aparatem fotograficznym 8 MP, który nie nagrywa filmów i chipem NFC, za pomocą którego nie da się nigdzie zapłacić. Co zatem Mudita Kompakt ma do zaoferowania?
Pudełko pełne niespodzianek
Zawartość opakowania była dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Nie spodziewałem się, że w środku znajdę lniany woreczek i karty do medytacji, a już na pewno nie oczekiwałem papieru do origami. Mudita wykonała świetną robotę, pierwsze chwile z nowym urządzeniem są niezapomniane. Jak jednak zauważyłem we wpisie sprzed trzech tygodni, szkoda, że dołączony przewód ma końcówkę USB-A. Biorąc pod uwagę podejście firmy do ekologii, sądziłem, że USB-C jest oczywistym wyborem w 2025 roku.
Wygląd i jakość wykonania
Kompakt otrzymał nagrodę Red Dot w kategorii Product Design 2025, co jest niemałym osiągnięciem. Muszę się jednak przyznać, że na początku nie byłem fanem wyglądu i formy tego urządzenia. Na wizualizacjach i zdjęciach antysmartfon prezentował się moim zdaniem po prostu w porządku, bez większych rewelacji. Nie martwiło mnie to, bo chodziło przecież o to, by sprzęt nie ściągał na siebie przesadnej uwagi. Teraz uważam, że Kompakt wygląda świetnie. Zdjęcia nie oddają w pełni jego urody, ale co najważniejsze, telefon bardzo dobrze leży się w dłoni (i da się go w ten sposób bezproblemowo obsługiwać).
Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie, choć Kompakt wykonany jest w całości z plastiku, a w fakturze obudowy można dojrzeć miejsca łączenia poszczególnych części korpusu. Jak na małoseryjną produkcję jest moim zdaniem bardzo dobrze. Na uwagę zasługuje na pewno fizyczny przełącznik uruchamiający tryb offline+ oraz port mini jack 3,5 mm znajdujący się w górnej części. Na spodzie znalazło się złącze USB-C, a z prawej strony, tuż pod regulatorem głośności umieszczono włącznik z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Kompakt wyposażono w głośnik, szkoda, że pojedynczy. W stosunkowo cichym otoczeniu umożliwia on swobodną rozmowę, ale słuchanie przez niego muzyki nie należy niestety do przyjemności. Jakości dźwięku dość daleko do iPhone’a, ale i Androidów ze średniej półki cenowej.
Najważniejszym jednak wyróżnikiem Kompakta jest oczywiście niecodzienny (jak na nowoczesny telefon) typ wyświetlacza. Mamy tu do czynienia z ekranem E Ink® o przekątnej 4,3″ i rozdzielczości 800×480 pikseli, co przekłada się na 216.97 PPI (pikseli na cal). Niestety tak niski współczynnik odczuwalnie przekłada się na jakość wyświetlanego tekstu i grafik. Naprawdę wielka szkoda, że Mudita nie użyła wyświetlacza o rozdzielczości 300 PPI, jakim charakteryzuje nawet najtańszy model Kindle, zwłaszcza że Kompakt ma dedykowaną aplikację do czytania książek. Sęk w tym, że wyświetlany w niej tekst jest poszarpany i po prostu niedobrze wygląda. Podobnie jest zresztą z niektórymi elementami interfejsu, jak choćby ze wskaźnikiem poziomu naładowania baterii oraz kreskami zasięgu sieci komórkowej i Wi-Fi. Dla mnie jest to spore rozczarowanie.
Mudita Kompakt uczy cierpliwości i nie pozwoli na doomscrolling
Antysmartfon od Mudity ma w gruncie rzeczy jedno zadanie. Chodzi o to, żeby przestać bezustannie scrollować media społecznościowe, sprawdzać maile, czy dokonywać impulsywnych zakupów, a odłożyć smartfon i skupić się na tym, kto i co jest dookoła. A jeśli wydarzy się coś ważnego? Cóż, ktoś, komu zależy na kontakcie, będzie musiał po prostu zadzwonić. Jak dwadzieścia lat temu. I w tym kontekście Kompakt sprawdza się rewelacyjnie. Deweloperzy z pełną świadomością pozbawili urządzenie przeglądarki internetowej, sklepu z aplikacjami i usług Google Play (system operacyjny bazuje na otwartym Androidzie). Podstawowe wyposażenie MuditaOS K nazwałbym wręcz spartańskim, bo zalicza się do niego Telefon, apka do SMS’ów (można odbierać i wysyłać MMS’y), Budzik, Aparat, Dyktafon, E-czytnik, Kalendarz, Kalkulator, Mapy, aplikacja do medytacji, Muzyka (odtwarzacz mp3), Pogoda i… Szachy.
Muszę powiedzieć, że zajęło mi to kilka dni, ale w końcu skutecznie oduczyłem się kompulsywnego sięgania po telefon co kilkanaście minut, żeby sprawdzić, co się dzieje. Bo prawda jest taka, że w Mudicie Kompakt nie dzieje się nic i nie ma po co brać go ręki, tak po prostu. Brak klienta poczty czy aplikacji do konsumowania contentu to prawdziwe błogosławieństwo. Jeszcze na początku łapałem się na tym, że nie do końca świadomie odblokowywałem telefon, otwierałem menu… i orientowałem się, że tu nie ma czego sprawdzać. A praktyka cierpliwości to niestety efekt uboczny nie najnowszych podzespołów tego telefonu. 4-rdzeniowy procesor MediaTek MT6761V/WBA ma już siedem lat na karku, a nawet w momencie premiery była to jednostka z niższej półki. Sytuacji nie poprawiają zaledwie 3 GB pamięci RAM. Ja wiem, że Kompakt nie powstał po to, by lokalnie przetwarzać prompty generatywnej AI, ale niestety realia są takie, że na tym sprzęcie na brak płynności cierpi klawiatura podczas pisania SMS’ów.
Za co polubiłem ten telefon?
Uwielbiam go za to, że jest inny. Podoba mi się filozofia, jaka stała za stworzeniem tego antysmartfona, a jego minimalizm pozwolił mi przekonać się, co tak naprawdę jest mi niezbędne. Cieszę się, że Mudita zostawiła otwartą furtkę dla osób, które muszą jednak doinstalować kilka zewnętrznych programów, bo bez takiej możliwości odbiłbym się od tego konceptu. Lubię to, że pomimo spartańskiego wyposażenia MuditaOS K, konieczności kombinowania i szukania workaroundów, Mudita sięgnęła po współczesne technologie takie, jak Wi-Fi calling, VoLTE czy eSIM, bo dzięki temu pójście drogą cyfrowego minimalizmu staje się możliwe.
Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że Mudita ma oficjalne forum, na którym odbywają się żywe dyskusje, dzięki czemu wokół idei przyświecającej powstaniu tego telefonu buduje się oddana społeczność. Co dodatkowo mnie zaskoczyło, w wątkach wypowiadają się pracownicy firmy, wchodzą w polemikę z innymi użytkownikami i z pokorą przyjmują krytykę. W niejednym temacie głos zabiera sam prezes Mudity Michał Kiciński, co podbija poczucie, że Kompakt w pewnym stopniu współtworzony jest przez klientów. Na dowód moich słów przytoczę fragment jednej z wypowiedzi Założyciela:
Należy pamiętać, że w tym wydaniu skupiliśmy się bardziej na podstawowej funkcjonalności telefonu / SMS-ów oraz ogólnej stabilności i optymalizacji systemu – również pod względem baterii niż (czasami dość oczywistych:-/ ) funkcjach w dodanym oprogramowaniu. Teraz, po otrzymaniu obszernych informacji zwrotnych, umieściliśmy te prośby w naszym backlogu i krok po kroku dodajemy nowe opcje do oprogramowania. Staramy się być szybcy i dynamiczni w tym procesie (co jest widoczne, ponieważ pierwsze aktualizacje są już dostępne, a kolejne wkrótce zostaną wydane) – ale pamiętacie, że nie jesteśmy tak dużym zespołem i w przypadku niektórych, bardziej czasochłonnych funkcji, wdrożenie może zająć trochę czasu.
(Z drugiej strony, uwielbiamy krytyczne głosy, ponieważ jest to najlepsze źródło do budowania roadmap dla przyszłych ulepszeń, ale nie bądzcie dla nas zbyt surowi. Znacznie większe firmy wdrażają podobne strategie, wciąż pamiętam, jak Apple dodało funkcję kopiuj-wklej dość długo po premierze iPhone’a. Nie jest to oczywiście wymówka, ale mamy do czynienia z pewnymi rzeczywistymi ograniczeniami).Ponadto chcemy zapewnić, że nie planujemy „porzucić” Mudita OS K w jakimkolwiek przewidywalnym czasie w przyszłości. Wręcz przeciwnie, mamy solidny plan rozszerzenia i ulepszenia systemu operacyjnego, ponieważ planujemy rozszerzyć obecność Mudita Kompakt na rynku w nadchodzących latach.
Lubię też tym telefonem robić zdjęcia, które na czarnobiałym ekranie wyglądają na tyle niewyraźnie, że nie do końca wiadomo, jak wyjdą w rzeczywistości. A prezentują się następująco:
Co poszło nie tak?
Zacznę od hardware’u. Włącznik z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych został umiejscowiony w najlepszym możliwym miejscu. Jest dokładnie tam, gdzie kładzie się kciuk biorąc telefon do ręki. Intuicyjność tego rozwiązania oceniam na 10/10. Problem jednak w tym, że czytnik reaguje na każdy dotyk skóry. Dłoń, ramię, policzek, jakkolwiek dotknie się przycisku, Kompakt chce się od razu odblokowywać. W momencie, gdy odcisk nie rozstanie rozpoznany, pojawia się cyferblat gotowy do przyjęcia kodu oraz wykonania połączenia z numerem 112. Niestety czułość włącznika w połączeniu z jego umiejscowieniem jest jego przekleństwem. Trzeba się naprawdę postarać i wypracować system wkładania telefonu do kieszeni czy nawet odkładania go na biurko, by po prostu nie umieścić go w spodniach albo torebce w stanie odblokowanym, a co gorsze użytkownicy zgłaszają na bieżąco problemy z wybieraniem się numeru alarmowego w kieszeni. Jest na to jednak w miarę prosty fix, można by ustawić czytnik tak, aby uaktywniał się dopiero po naciśnięciu, a nie muśnięciu włącznika.
Drugi problem z hardwarem dotyczy także całkiem dobrego pomysłu konstruktorów. Chodzi o przełącznik Offline+, który określiłbym jako tryb samolotowy na sterydach. Po aktywacji wyłączony zostaje moduł radiowy, a więc sieć komórkowa, Wi-Fi, Bluetooth, ale także mikrofon oraz aparat fotograficzny. Niedogodność wynika z tego, że ten przełącznik wystaje poza obrys urządzenia i przesuwa się w płaszczyźnie góra – dół. Dlatego wkładając telefon do kieszeni, bardzo łatwo zahaczyć jest jego krawędzią i przypadkowo przejść w tryb Offline+. Na szczęście jest to sygnalizowane wibracją, ale kilkukrotnie zdarzyło mi de facto wyłączyć sobie w ten sposób telefon.
Jeśli chodzi o software, to liczba przewinień jest nieco dłuższa i w większości są to tzw. choroby wieku dziecięcego, nad którymi programiści Mudity już pracują. W oczy rzucają się naprawdę bardzo skromne możliwości dostarczonych aplikacji. Przykładowo odtwarzacz muzyczny nie obsługuje playlist, nie ma żadnej możliwości segregowania utworów, wyszukiwania albumów itp. można jedynie odtworzyć alfabetycznie uszeregowane pliki znajdujące się w odpowiednim folderze. Aplikacja Mapy wyświetla pozycję użytkownika na mapie i pozwala na wyszukiwanie miejsc, ale nie ma opcji nawigacji. E-czytnik jest tak ubogi w opcje, że nie ma możliwości skorzystania ze spisu treści ani robienia zakładek. W moim przypadku ten problem nie wystąpił, ale spora część użytkowników skarży się, że alarm nie dzwoni na czas.
Pisałem wcześniej, że Kompakt oduczył mnie bezproduktywnego sięgania po telefon i odbieram tę zmianę pozytywnie. Uczciwie należy jednak przyznać, że przez to, iż Kompakt nie obsługuje powiadomień w sposób, jaki znamy ze smartfonów (na zablokowanym ekranie nie ma żadnych informacji), aby sprawdzić, czy ktoś dzwonił lub pisał, trzeba odblokować telefon i przejść do wybranej apki. Połączenia i SMS’y będą widoczne już na pierwszym ekranie, ale by dowiedzieć się, czy nieodczytane wiadomości nie czekają na WhatsAppie czy Signalu (doinstalowanym samodzielnie), trzeba otworzyć te programy. Brak androidowego pakietu notification tray powoduje, że ikony tych aplikacji nie wyświetlą ikonki z liczbą nieodczytanych wiadomości. To sprawia, że mimo wszystko, zagląda się do menu telefonu, w wielu przypadkach niepotrzebnie.
Szkoda, że nieodczytanych wiadomości czy połączeń nie sygnalizuje dioda LED znajdująca się niedaleko głośnika rozmów. Mudita mogłaby zaimplementować rozwiązanie, które doskonale znają wszyscy, byli użytkownicy BlackBerry. Póki co wskaźnik świeci się na czerwono podczas ładowania oraz gdy bateria jest słaba. Zielony kolor pojawia się, gdy ładowany akumulator osiągnie 90%.
Na koniec dodam jeszcze, że Mudita Kompakt nie za dobrze dogaduje się z macOS. System operacyjny Apple nie rozpoznaje telefonu jako zewnętrznej pamięci, a oprogramowanie Mudita Center nie umożliwia zgrywania plików. Można co najwyżej podejrzeć ich listę, zrobić backup i edytować kontakty. Jeśli zatem będziesz chciał na przykład zgrywać zdjęcia, potrzebny będzie komputer z Windowsem, który współpracuje z telefonem bez większych problemów.
Dla kogo jest Mudita Kompakt
Kompakt to jest telefon dla minimalisty geeka, powiedziałbym nawet, że dla dewelopera majsterkowicza. Podstawowy pakiet aplikacji jest naprawdę skromny i moim zdaniem niemal każdy będzie musiał doinstalować choć jedną aplikację. A to już wymaga determinacji i nieco umiejętności, bo trzeba wiedzieć, skąd pobrać plik .apk, przy którym ktoś nie majstrował, a później jeszcze regularnie sprawdzać i samodzielnie instalować aktualizacje. Aby ustawić telefon pod siebie, będzie trzeba pogrzebać trochę w terminalu, czasem zmienić któreś z ustawień w opcjach programistycznych. To nie jest zajęcie dla każdego.

Posiadaczowi Mudity Kompakt potrzeba też wiary, że zespół wprowadzi zapowiadane funkcje (tworzenie playlist w apce Muzyka, nawigowanie w Mapach, niespóźniający się budzik itd.) i poprawi błędy. Na oficjalnym forum jest już tyle zgłoszeń bugów i dobrych pomysłów na usprawnienia, że team deweloperski będzie miał co robić przez najbliższe kilkanaście miesięcy jak nie dłużej. Mudita Kompakt to telefon dla kogoś, kto świadomie chce porzucić klasyczny smartfon, zachowując naprawdę podstawowe funkcjonalności współczesnych urządzeń w postaci prognozy pogody, czy szyfrowanej komunikacji (ale to za cenę krótszego czasu działania baterii) oraz jest gotowy na to, że bilety kolejowe czy wejściówki do kina znów trzeba będzie drukować. I warto przypomnieć sobie PIN do karty płatniczej.
Werdykt
Mudita Kompakt to niezwykłe urządzenie skierowane do cyfrowych minimalistów, którzy gotowi są na kompromisy i wiedzą, na co się piszą. To nie jest telefon, w którym zainstalowane przez użytkownika apki po prostu działają. Częściej będziesz musiał sobie powiedzieć, że to zwyczajnie nie działa. Kompakt to taki telefon, do którego to Ty musisz dostosować, bo w wielu przypadkach, ze względu na jego ograniczenia po prostu nie dopasujesz go do siebie. Myślę, że to jest bardzo dobre urządzenie przejściowe.

Mając drugi prawdziwy smartfon w zapasie, po kilku tygodniach sam się przekonasz, czego tak naprawdę potrzebujesz na co dzień. I albo uda Ci się znaleźć na to obejście w MuditaOS K, może doinstalujesz jakąś aplikację (np. manager plików, którego w standardzie nie ma?), albo zmienisz swoje nawyki i wrócisz do czasów, gdy maile sprawdzało się raz dziennie na komputerze. Tak czy inaczej, przygotuj się na to, że w pierwszych tygodniach z Muditą Kompakt mogą Ci się przydać dodane do zestawu karty do medytacji.



















