Dlaczego Mudita Kompakt nie zostanie ze mną na dłużej?
Minimalistyczna i arcyciekawa Mudita Kompakt, pomimo wielkiego potencjału i jakże słusznych założeń, niestety nie zdołała mnie do siebie przekonać.
Przez około pół roku testowałem Muditę Kompakt, telefon, który można określić jako antysmartfon i dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego sprzętu. Urządzenie to zaprojektowano z myślą o byciu częściej offline i korzystaniu z technologii na własnych zasadach, nie będąc rozpraszanym ciągłymi powiadomieniami, z dala od eksplodującego feerią barw wyświetlacza OLED, a co równie ważne, pracując kilka dni na jednym ładowaniu. Po sześciu miesiącach korzystania z tego telefonu przerywanych tylko raz wizytą w autoryzowanym serwisie, z przykrością doszedłem do wniosku, że Kompakt nie jest dla mnie.
Mudita Kompakt po pół roku. Wiele zmian na plus, lecz największe wady pozostały nierozwiązane
Kompakt pojawił się w mojej kieszeni na przełomie kwietnia i maja. W pierwszych dniach byłem zachwycony. Urządzenie świetnie leżało w dłoni, było poręczne, a ekran e-ink dawał poczucie ulgi dla oczu. Choć już na samym początku stwierdziłem kilka pomniejszych wad, telefon był z grubsza taki, jak zapowiadał producent – umyślnie ograniczony i pod każdym niemal względem inny od tego, do czego przyzwyczailiśmy się przez ostatnie lata. Premierowe wydanie MuditaOS K miało braki. Wbudowany odtwarzacz muzyczny nie obsługiwał playlist, mapy offline nie miały funkcji nawigacji turn by turn, aplikacja SMS nie była w stanie ogarnąć grupowych konwersacji.
Co warte odnotowania, powyższe dziury w funkcjonalności skutecznie załatano w kolejnych aktualizacjach. Rozwiązano też szereg innych problemów jak choćby zbyt czuły czytnik linii papilarnych, samoistnie odparowywanie się słuchawek Bluetooth, czy crashowanie się aplikacji SMS w przypadku gdy rozmowa jest odpowiednio długa. Zespołowi Mudity należą się słowa uznania za wsłuchiwanie się w głos użytkowników i rozwój oprogramowania oparty o feedback bazy klientów a nie własne widzimisię. Na przestrzeni pół roku, od momentu premiery, do dziś, do wydania MuditaOS K 1.4.0, z urządzenia korzysta się coraz wygodniej, choćby dlatego, że przestały się zdarzać się sytuacje samoczynnego odblokowania telefonu w kieszeni. Niestety, kilka innych, istotnych dla mnie kwestii sprawia, że Mudita Kompakt nie zostanie w najbliższym czasie moim daily driverem.
Brak powiadomień to największa zaleta i wada jednocześnie
Mudita Kompakt nie obsługuje powiadomień w sposób, do jakiego przywykliśmy. Jedynymi dostarczonymi przez producenta aplikacjami, które pokazują powiadomienia na ekranie są Telefon i SMS. W ich przypadku działa to całkiem sprawnie i czytelnie. Ikony znajdują się na ekranie domowym, a nieodebrane połączenia oraz nieodczytane wiadomości symbolizowane są odpowiednią cyferką w prawym górnym rogu. Znamy to i nie ma na tym polu żadnych niespodzianek. W przypadku aplikacji zainstalowanych przez użytkownika (przypomnę, że Mudita Kompakt pozwala na instalację aplikacji Android), powiadomienie jest sygnalizowane dźwiękiem i wibracją tylko w momencie jego nadejścia.
To spory problem, bo korzystając chociażby z szyfrowanych komunikatorów takich jak Signal czy WhatsApp, za każdym razem gdy rozstaniemy się z telefonem, by sprawdzić, czy ktoś w międzczasie się z nami nie kontaktował, trzeba wziąć urządzenie do ręki, odblokować, przejść do wybranej aplikacji (kolejności apek na liście nie da się zmienić) i otworzyć ją. To powoduje, że zamiast rzadziej sięgać po telefon, zgodnie z ideą jaka przyświeca Mudicie, sięgałem po niego znacznie cześciej niż po iPhone’a. Mało tego, gdy tylko usłyszy się dźwięk powiadomienia z którejkolwiek doinstalowanej aplikacji, nie wiadomo, która z nich to powiadomienie wysłała, bo nie jest to w żaden sposób oznaczane. Zatem mając kilka dodatkowych, w wielu przypadkach po prostu niezbędnych, programów, w kółko otwiera się je sprawdzając, który z nich ma do przekazania nowe informacje.
Żeby było jasne, ten problem dotyczy tylko sytuacji, w której użytkownik doinstaluje którąś z aplikacji na Androida, ale myślę, że liczba użytkowników którym wystarczy Telefon, SMS, Kalkulator i Kalendarz jest naprawdę niewielka, dlatego szkoda, że jak dotąd deweloperzy nie dodali funkcji ustawienia diody LED, by mogła informować o powiadomieniach z aplikacji. Sporo by to ułatwiło i z całą pewnością rozwiązało by problem, w którym zamiast ograniczyć, czy nawet wyeliminować kompulsywne sięganie po telefon, charakterystyka działania Mudity Kompakt niestety tylko podbija to zjawisko.
Przełącznik Offline+ działa przeciwko użytkownikowi
Druga z istotnych wad Kompakt niestety nie jest do wyeliminowania odpowiednią aktualizacją oprogramowania. Chodzi przełącznik trybu Offline+, który fizycznie odłącza od płyty głównej mikrofony i modem GSM, a także dezaktywuje aparat, WiFi i Bluetooth. W założeniu to świetny pomysł, idealny, by naprawdę odciąć się sieci i skupić się na sobie, czy wykonywanym właśnie zadaniu. Problem w tym, że przełącznik ten wystaje poza obrys obudowy, co ma taką konsekwencję, że chowając i wyciągając telefon z kieszeni spodni przełącznik zmienia swoją pozycję zbyt łatwo.
Po tym, jak kilkanaście razy zdarzyło mi się niezamierzenie przejść w tryb offline, o czym dowiadywałem się czasem po kilkunastu minutach, nieraz po kilku godzinach, byłem zmuszony po każdym wyjęciu telefonu z kieszenie dodatkowo sprawdzać, czy na pewno nie odciąłem się od sieci. Jest to kolejna sytuacja, w której taka a nie inna budowa Mudity Kompakt zmuszała mnie do odblokowywania urządzenia, żeby sprawdzić czy wszystko jest OK, co jest po prostu zaprzeczeniem idei technologicznego minimalizmu i oduczania się nawyku nierozstawania się ze smartfonem. Domyślam się, że problem nie istnieje, gdy nosi się Kompakt w dedykowanym etui, bo wówczas przełącznik po prostu licuje się z powierzchnią pokrowca, ale ja nie należę do fanów silikonowych case’ów, dlatego do swojego Kompakta takowego nie zamówiłem.
Bateria, która nie zachwyca (ale to moja wina)
Testując Muditę Kompakt starałem się w jak najmniejszym stopniu upodobnić to urządzenie do współczesnego smartfona, jednocześnie próbując wycisnąć z niego maksimum możliwości. Doinstalowałem więc Signal, przeglądarkę plików, czytnik PDF (bilety do kina i kolejowe bez problemu działają!), Apple Music i aplikację do słuchania podcastów. Musiałem także dołożyć klawiaturę zewnętrznej firmy, bo ta dostarczona przez Muditę niestety nie ma autokorekty i działa bardzo topornie. Finalnie, korzystając z urządzenia z tymi kilkoma dodatkowymi programami, włączonym Wi-Fi i komórkową transmisją danych udało mi się osiągnąć ledwo ponad 2 dni pracy na jednym ładowaniu.
Nie jest to wynik, jakiego oczekiwałem. Pewnie nie bez znaczenia jest też fakt słuchania muzyki i podcastów poprzez bezprzewodowe słuchawki, gdy Kompakt dysponuje portem mini jack. Mógłbym też te podcasty pobierać do formatu mp3, wgrywać na kartę microSD i odsłuchiwać offline. Byłem jednak na to zbyt leniwy. Po odinstalowaniu Signala, aplikacji streamingowych i generalnie zaprzestaniu korzystania z internetu, rzeczywiście Kompakt na jednym ładowaniu działa nawet tydzień. Dla mnie jednak, tak mocne odcięcie się od sieci (choćby z uwagi na komunikator) jest niemożliwe.
Mudita Kompakt to antysmartfon dla technologicznego majsterkowicza
Ostatnia rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę to fakt, że to urządzenie działa pewnie i przewidywalnie (poza wspomnianym przełącznikiem Offline+) do momentu, w którym użytkownik pozostaje w ekosystemie MuditaOS K. Doinstalowywane aplikacje potrafią się crashować, czasem po prostu nie działają tak jak by się tego oczekiwało. W moim przypadku apka do podcastów przez tygodnie działała bardzo dobrze, by w pewnym momencie przestać odtwarzać dźwięk po dwóch, trzech minutach zupełnie bez powodu. Przyczyny nie udało mi się znaleźć do teraz. W ciągu tych kilku miesięcy problem ten pewnego dnia rozwiązał się sam, pomimo, że nie aktualizowałem ani OS’u ani tego programu.
Oficjalne forum pełne jest porad, hacków i rozwiązań dostępnych w Trybie Programisty. Naprawdę, da się spędzić godziny debugując i szukając przyczyn dlaczego coś co działało ostanie dwa miesiące, nagle postanowiło się zepsuć. Czasem da się przy okazji poprawić coś, czego nie usprawnili jeszcze deweloperzy Mudity. Choć takie grzebanie w systemie może brzmieć kusząco dla geeka, to dla przyzwyczajonego do współczesnej technologii użytkownika końcowego może być nie do przejścia. Na coś takiego trzeba mieć nie tylko czas i chęci, ale i umiejętności. Dlatego niestety prawda jest taka, że aplikacje Androida działają tu na słowo.
Ten projekt i tak zrobił na mnie duże wrażenie
Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na to, że mimo iż Mudita Kompakt nie zastąpi mi iPhone’a, to i tak jest to sprzęt, który zrobił na mnie duże wrażenie. Sfinansowany na Kickstarze projekt niewielkiej polskiej firmy osiągnął moim zdaniem niebywały sukces. Mudita nie robi smartfonów od dwóch dekad i nie jest technologicznym gigantem z miliardowymi budżetami, a mimo to udało im się stworzyć w pełni działający i naprawdę ciekawy telefon z autorskim systemem operacyjnym, ekranem e-ink, obsługujący nowoczesne technologie takie jak eSIM czy VoLTE.
Kompakt nie jest urządzeniem, które na modłę nowoczesnych smartfonów dostosuje się do mnie i będzie działać tak, jak ja tego oczekuję przełączając kilka check-boxów w Ustawieniach. Okazało się, że to ja musiałbym się dostosować do trybu pracy tego urządzenia, co w przypadku braku widocznych powiadomień i konieczności noszenia dodatkowego etui, finalnie okazało się bardzo problematyczne.




