Disney Plus usuwa swoje produkcje – dlaczego serwisy streamingowe pozbywają się swoich seriali?
Disney Plus może usunąć ponad 50 produkcji ze swojej oferty. Nie są to potwierdzone informacje, ale jakie może być uzasadnienie tak szalonej decyzji?
W zeszłym roku posiadacze HBO MAX przeżywali zawał za zawałem. Otóż z biblioteki serwisu zniknęło wiele produkcji, a jeszcze nie będzie kontynuowana (zrezygnowano m.in.: z Lovecraft Country). Fala anulowania seriali dotarła też do Netflixa, który ogłosił, że nie zamawia następnych sezonów m.in.: świetnego Inside Job. Teraz spotykamy się tutaj, gdyż kolejny z wielkich graczy zarządził czystki. Disney Plus ma pozbyć się ponad 50 produkcji, w tym seriali oryginalnych. Dlaczego platformy wykonują takie ruchy i czy jest się czego obawiać?
Disney Plus daje, Disney Plus odbiera
Zacznijmy od głównego aktora tej historii, czyli Disney Plus. Jak donoszą serwisy zajmujące się rozrywką, 26 maja firma Myszki Miki ma usunąć ze swojej biblioteki ponad 50 tytułów, zarówno wyprodukowane przez Hulu, jak i samego Disneya. Jeśli to się stanie, nie będzie można obejrzeć legalnie takich tytułów jak Willow oraz Y the last man.
Kluczem jest „jeśli”. Źródłem tych doniesień jest francuska strona Canal Plus, która współpracuje z Disneyem i oferuje w swoim pakiecie ich tytuły. „Lista śmierci” to produkcje, które zostały tam zaznaczone jako „do usunięcia”. Możliwe, że panika jest uzasadniona, ale jest też szansa, że to po prostu kwestia umowy licencyjnej z Canal Plus i firma po prostu rezygnują z mniej oglądanych tytułów.
Dlaczego?
Przyjmijmy na ten moment, że Disney faktycznie usunie ze swojej biblioteki własne produkcje. Jak wspominałem, robiło już tak HBO (usunęli m.in. Infinity Train). Zwykle usuwanie produkcji kojarzy nam się z wygaśnięciem umowy licencyjnej, wszyscy dobrze pamiętamy, jak różne serwisy wymieniały się prawami do nadawania Przyjaciół i wszystko opierało się na tym kto da więcej. Produkcje oryginalne mogą przecież leżeć w bibliotece i wzbogacać ją zerowym kosztem.
Otóż nie takim zerowym. Twórcy danych seriali często przy kontrakcie mają w umowie zapewnione tantiemy. Oznacza to, że platforma streamingowa płaci regularnie autorom seriali i filmów za samo to, że ich produkcja jest dostępna. Nie są to duże kwoty, artyści wręcz twierdzą, że są śmiesznie niskie, ale są. Przez wiele lat serwisy streamingowe nie zwracały na te koszty uwagi i skupiały się na pozytywach, jakim było chwalenie się większą biblioteką.
David Zaslav zmienia zasady gry
Dobrze, ale dlaczego wcześniej nikt nie usuwał (na taką skalę) oryginalnych produkcji i dlaczego akurat teraz to się zmienia. Odpowiadając na pierwsze pytanie, ruch usunięcia tytułów, nie da się sprzedać w PR. Jest to decyzja tylko i wyłącznie finansowa i antykonsumencka, więc może zaszkodzić wizerunkowi firmy. Dodatkowo tantiemy są ruchem zachęcającym artystów do współpracy z danym serwisem, usunięcie ich treści zniechęca ich do danego streamingu. Można powiedzieć, że tę Puszkę Pandory otworzył David Zaslav, aktualny właściciel Warner Bros.
Firmę toczyły ogromne długi i została sprzedana w ręce Zaslava. Ostrzegam, teraz wchodzimy na pole plotek, ale bardzo prawdopodobnych. Mówi się, że Zaslav kupił Warner Brothers w celu szybkiego sprzedania firmy z zyskiem, jego ruchy nie miały przynieść długoterminowych dochodów, a jedynie zwiększyć rynkową wartość korporacji. Dlatego anulowano wiele projektów i usunięto produkcje, by zminimalizować straty. Te ruchy początkowo wywołały oburzenie i artyści nawoływali do zerwania współpracy z WB, jednak jak widać działania Zaslava złamały pewne tabu, dzięki czemu więcej firm może się zdecydować na tego typu akcje.
Należy też pamiętać, że na „liście śmierci” Disneya nie ma Mandaloriana i Lokiego, a produkcje nieudane i bez dużego grona odbiorców. Możliwe, że streaming zacznie jeszcze mocniej przypominać telewizję i będą emitowane jedyne te produkcje, które zaskarbiły sobie serca widzów. Czas pokaże.


