Mój Steam Deck przybył, doczekałem się! Zabieram Was na pierwsze wrażenia.

Przyznaję, że była to dla mnie próba cierpliwości, która zakończyła się przyjemną niespodzianką. Swojego Steam Decka zarezerwowałem w maju i otrzymałem informację, że będę mógł go zamówić w ostatnim kwartale 2022 roku. Na szczęście, nie tylko dla mnie, sytuacja rynku elektroniki ustabilizowała się na tym, że Valve przyspieszyło produkcję, a tym samym dostawy. Już we wrześniu mogłem opłacić swój egzemplarz. Wybrałem wersję posiadającą 256 GB dysk SSD oraz pokrowiec. Prawdę mówiąc, najbardziej zależało mi na tym ostatnim. Myślę, że Steam Deck w najbliższym czasie stanie się moim wyjazdowym przenośnym komputerem, ale po kolei. Nie wszystko na raz. Najpierw muszę przetrwać moment zachłyśnięcia się nowym sprzętem, który mam w domu.

Steam Deck oraz Nintendo Switch
Pierwsze porównanie. Steam Deck mały nie jest!

Porównania Steam Deck z Nintendo Switch zaczęły mi się nasuwać same. Jednak z perspektywy tych kilku dni, widzę, że niespecjalnie mają sens. To skrajnie różnie urządzenia.

Czekałem na Steam Decka około 5 miesięcy. Czy to dużo? Nie wiem, nie odczuwałem jego braku. Zamówiłem go, ponieważ pierwsze recenzje były pozytywne. Obawiałem się tego, co Valve zrobi z kolejnym swoim sprzętem, ale dużo wskazuje na to, że Steam Deck pozostanie z nami na dłużej. Być może pojawią się także kolejne edycje, o takich rewelacjach zaczyna już pisać samo Valve. Jednak moim zdaniem, najpierw muszą ustabilizować produkcję i sprzedaż obecnej wersji. Wielu klientów nie po to czekało kilka miesięcy, aby wkrótce dowiedzieć się o jakiś sprzętowym ulepszeniu, na które znowu trzeba wydać pieniądze. Następnie przejść kolejną próbę cierpliwości. Nawet jeśli Steam Deck będzie miał cykl życia podobny do Nintendo Switch, to Valve powinno być zadowolone z wyników.

R E K L A M A

Na pewno poczynię jeszcze kilka porównań do japońskiej przenośnej konsoli. Od razu zaznaczam, że mają one niewiele sensu. Pstryk to urządzenie mobilne, które ma już 5 lat. Już po pierwszym weekendzie wyraźnie widzę różnice w wydajności oraz wykonaniu. Nintendo Switch spędziło ze mną setki godzin i nie mam zamiaru się pozbywać tej konsoli, ale obawiam się, że trochę się przykurzy.

Dlaczego tak się stanie? Pstrykowi po prostu brakuje mocy, co było mankamentem konsoli od początku jej powstania. Ma 4 GB RAM, procesor Cortex A-57 (1 GHz), za grafikę odpowiada NVIDIA Tegra X1 (X1+ w wersji OLED). A Steam Deck? W nim jest trochę inaczej. Przede wszystkim napędza go procesor ze zintegrowaną grafiką AMD o nazwie kodowej „Aerith”, który został opracowany właśnie dla tej konsoli. Działa na architekturze Zen 2 (2,4 – 3,5 GHz) oraz RDNA (1,0 – 1,6 GHz). Na dodatek ma 16 GB RAM. Właśnie dlatego na Steam Decku ludzie odpalają takie tytuły jak „Elden Ring” lub „Death Stranding” i grają w nie bez większych problemów. Oczywiście kosztem wykorzystania baterii. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby dokupić hub USB-C wyposażony w HDMI oraz Power Delivery i grać na telewizorze. Steam Deck ma działający Bluetooth, więc można do niego podłączyć jakiegoś pada.

Ta specyfikacja ma swoją cenę. Steam Deck to spore urządzenie, które trochę ważny. Mimo to jest wygodny, w sobotę, po powrocie z imprezy firmowej, spędzałem popołudnie w pozycji horyzontalnej. Spałem krótko, to byłem słaby, więc towarzyszył mi Steam Deck. Przyjemnie było odpalić sobie „Stardew Valley” i pozbierać sobie trochę miodu oraz warzyw.

Steam Deck może być idealną konsolą do ogrywania indyków
„Fea Tactics” stało się pierwszą grą, którą ogrywam na Steam Decku

Przenośna konsola od Valve nie przypomina marnej zabawki. To niezły sprzęt, opakowany w porządnie zrobione elementy. Mam nadzieję, że długo będzie działał bez większych problemów.

Jestem pozytywnie zaskoczony jakością wykonania. Steam Deck wygląda solidnie, plastik nie trzeszczy przy naciskaniu. Dźwięk jest przyjemny, dopiero wieczorem podpiąłem słuchawki, żeby nie przeszkadzać żonie, gdy oglądała serial. Konsolę naładowałem rano, posiedziałem trochę przy „Stardew Valley”, a później wsiąkłem w „Fea Tactics”. Nie są to sprzętowo wymagające tytuły, Steam Deck rozładował się do 10% po 6 godzinach. Moim zdaniem nie jest to zły wynik, zobaczę, jak sprawa wygląda, w bardziej zasobożernych tytułach. Po to pobrałem „Dragon’s Dogma: Dark Arisen”. Jeszcze nie odpaliłem, ale wybrałem tę grę, ponieważ zapamiętałem, że ładnie kręciła wiatrakami w moim ASUS–ie. A skoro jesteśmy już przy tej kwestii.

Steam Deck się nagrzewa, więc potrzebuje chłodzenia. Wiatrak zaczyna się obracać, ale nie zauważyłem, żeby mi jakoś szczególnie przeszkadzał, nawet nie zwracałem na niego większej uwagi. Może odezwie się bardziej, gdy wrzucę coś bardziej wymagającego. Na chwilę obecną nie doświadczyłem żadnych wrażeń z wnętrza wirówki albo pralki. Coś tam sobie z wydmuchiwało ciepłe powietrze. Tyle.

Podoba mi się ta konsola, cieszę się, że mogę w końcu pograć w rzeczy, które skrupulatnie zbierałem w bibliotece Steama. Dla mnie jest to duży plus. Jakoś nie uśmiechało mi się płacenie dwa razy za ten sam tytuł, tylko po to, żeby odpalić go na Pstryku. Zastanawiam się, jak dalej będzie się układała moja współpraca ze sprzętem od Valve. Już teraz widzę, że kwestia potencjalnych napraw została zdecydowanie lepiej rozwiązania. Firma współpracuje z iFixit, gdzie można znaleźć poradniki oraz części zamienne. Poza tym Valve otworzyło centra napraw, dzięki którym będzie można wymienić baterię, gdy już przyjdzie na nią czas. Bardzo podoba mi się takie podejście do sprzętu i nie ukrywam, że był to jeden z powodów, dla których zdecydowałem się na zakup Steam Decka.

Pierwszym i najważniejszym pozostaje możliwość grania w produkcje zgromadzone na Steamie. Mam tego sporo, mnóstwo indyków leżało odłogiem, bo zawsze był jakiś głośny tytuł do sprawdzenia. A teraz siadam sobie na kanapie, chwytam Steam Decka i w końcu korzystam z tego, co nazbierałem.

Steam Deck? Przenośne konsole dopiero się rozkręcają