Elon Musk zamiesza. Zaskakujące informacje płyną wprost ze Stanów Zjednoczonych. Twitter niezbyt jest przychylny do zmian, co zresztą działa na ich korzyść. Konserwatywny pod względem nowości technicznych portal robi swoje i dzięki temu użytkownicy są mu wierni. Najnowszy pomysł może jednak dość mocno zaskoczyć.

Jeśli już pojawia się jakaś nowość funkcjonalna na Twitterze, jest to szeroko komentowane, a przykładem jest chociażby zwiększenie długości tweetów. Jednak od kiedy weszła ta zmiana, Twitter stał się jeszcze bardziej przystępny, a dołożenie do tego drzewka wątków dopięło pakiet zmian poprawiających czytelność na portalu. Teraz czas na coś, co znamy ostatnio z Instagrama. Chodzi o… wspólne tweety.

Twitter i wspólne posty?

CoTweets, bo tak się nazywa nowa opcja po angielsku może być czymś przełomowym. Serwis znany jest z bezpośredniości i tego, że osoby indywidualne komentują na bieżąco wydarzenia: sportowe, polityczne, czy też społeczne. Testy takie rozpoczęły się na początku tego tygodnia i na razie nie wiadomo, jak długo potrwają. Funkcja umożliwia dwóm kontom tworzenie jednego tweeta. Testowa opcja pojawia się w pewnej grupie użytkowników, nie jest to ograniczone regionami. Twitter w ten sposób chce zbadać rynek „w praniu”, aby podjąć decyzję, czy wdrażać funkcję globalnie.

Według użytkowników, którzy mają przyjemność testować funkcję, podczas tworzenia posta można zapraszać innych autorów do współpracy. Post taki musi być zatwierdzony przez oba konta, które tworzyły tweeta. Zobaczcie zresztą sami, jak to wygląda w praktyce:

Szczerze, nie mam pojęcia jak to sprawdzi się w praktyce, czy nie będzie to tylko „bajer”, który nie będzie miał realnego zastosowania. W przypadku Instagrama rzadko trafiam na wspólne posty, oczywiście poza pierwszymi miesiącami od wprowadzenia takiej możliwości. Wtedy każdy testował kooperacje, jednak szerzej nie zostało to przyjęte zbyt entuzjastycznie. Obawiam się, że w przypadku Twittera będzie podobno, bo akurat na tym serwisie liczy się szybkość publikacji. Ciężko powiedzieć, czy ktoś będzie chciał czekać, aż nasz współautor zatwierdzi post i zostanie on opublikowany.

Elon Musk jest zadowolony?

Głośno w ostatnich miesiącach było o tym, że Elon Musk próbuje przejąć wszystkie akcje Twittera. Nie odbywało się to bez powodu, bo wcześniej miliarder nabył 10% akcji, chcąc wprowadzić w serwisie zmiany. Najważniejszą z nich była opcja edycji wysłanych już tweetów. Okazało się jednak, że wspomniane wyżej 10% na nic się zdaje, bo właściciel Tesli i SpaceX nie ma zbyt wiele do powiedzenia.

Twitter

Elon Musk postanowił więc w kwietniu, że zakupi… wszystkie akcje serwisu. Szybko złożył ofertę opiewającą na 43 miliardy dolarów, a jeszcze szybciej ta oferta została przyjęta. Wydawało się więc, że będzie to jedna z najszybszych transakcji o takiej wartości. Kilka dni później zaczęły się jednak kłopoty. Elon Musk zaczął kwestionować konta tweetorowe, które według niego składają się z dużego odsetka kont fałszywych, tzw. botów.

Kolejne raporty prezentowane przez serwis nie mogłby przekonać charyzmatycznego miliardera, dlatego cała sprawa utknęła w martwym punkcie. Wydaje się więc, że Elon Musk może chcieć po cichu wycofać się z transakcji, skupiając się na swoich pozostałych projektach. Nie jest tajemnicą, że celem nadrzędnym Muska nie jest tak naprawdę… wprowadzenie edycji postów na Twitterze, ale dotarcie na Marsa i założenie tam kolonii.

Paradoksalnie, dotarcie na Czerwoną Planetę może okazać się dużo łatwiejsze, niżeli wspomniane przejęcie Twittera. Firma SpaceX, którą zarządza Elon ma się bardzo dobrze i wszystko idzie zgodnie z planem, poza rzecz jasna małymi problemami, które muszą wystąpić przy tak gigantycznych projektach.

NASA straciła kontakt ze swoim satelitą wielkości mikrofalówki

Jakby nie było, Twitter zaczyna lekko szokować swoimi pomysłami, a to może rozzłościć wiernych użytkowników, którzy są dość wybredni. Serwis dalej cieszy się olbrzymią popularnością, także w naszym kraju. Najczęściej korzystają z niego nie tylko dziennikarze, ale także politycy, szczególnie w okresie przedwyborczym. Twitter był również świadkiem wielu skandali, nie tylko w polityce, ale przede wszystkim w szeroko pojętej popkulturze. Niejeden podchmielony polityk długo będzie żałować tego, że zbyt szybko kliknął „opublikuj”.