Spędziłem kilka miesięcy z Suunto Race 2 i oto kilka wad i zalet
Minęły nieco ponad 3 miesiące odkąd aktywnie korzystam z Suunto Race 2 i którym Wam w końcówce października pisałem, w postaci pierwszych wrażeń. Postanowiłem, że to doskonały moment, żeby zebrać dłuższe obserwacje i podzielić się nimi z Wami, w postaci zalet i Wad, które w tym zegarku przez ten czas odnotowałem.
Suunto Race 2 towarzyszy mi w moich amatorskich aktywnościach sportowych, ale także i na codzień. Testuje go długoterminowo w kontekście przygotowań do półmaratonu, ale także podczas innych aktywności jak pływanie czy jazda na rowerze. Jestem wielkim fanem tego, jak wygląda ten zegarek, a po tym czasie także jestem fanem funkcji, które oferuje. Oczywiście moim skromnym zdaniem jest kilka drobiazgów, które Suunto mogłoby poprawić albo nawet dorzucić dla gadżeciarza jak ja. Zacznijmy zestawienie.
Wszystkie treningi ukryte są po przeciągnięciu ekranu z góry na dół. Mamy ogrom wyboru, od klasycznych i przeróżnych wersji biegowych, rowerowych, kończąc nawet na aktywnościach związanych z porządkami w domu. To, co jednak bardzo lubię, to interfejs jak zarządza się treningiem. W prosty sposób możemy ustawić parametry biegu tuż przed jego startem, wybierając opcje ćwiczeń lub opcje z Suunto Plus. Prosto i intuicyjnie, bez uporczywego grzebania w menu.
Niestety przy tej samej okazji możecie wybrać tylko do 3 opcji Suunto Plus, inaczej dostaniecie komunikat o wybraniu maksymalnej ilości opcji. To wielka szkoda, bo bardzo chętnie korzystałbym z „Marathon estimator”, „Weekly distance”, „Fat burner” czy „Ghost runner”. Można wybrać tylko 3 opcje i szukając informacji w sieci, może to wynikać najpewniej z ograniczeń sprzętowych.
A byłoby to doskonałe urozmaicenie, bo w trakcie treningu każda z tych funkcji daje Wam dodatkowy ekran z wybraną informacją. Podpytam markę, z czego wynika ograniczenie.
Jakość wykonania
Jestem wielkim fanem tego, jak zegarek jest zaprojektowany. Fakt, nie jest on na pewno najlżejszym smartwatatchem na rynku, ale coś kosztem czegoś. Mamy jakościową kopertę wykonaną ze stali nierdzewnej (jest też wersja tytanowa, której jestem ogromnie ciekawy) i szkło szafirowe. Moją czarną wersje uzupełnia pasek w kolorze Coral, całość bardzo mi się podoba, szczególnie w połączeniu z domyślnym ustawieniem wyświetlanych informacji. Przez czarną kopertę i tło ekranu mam wrażenie, że ekran jest jeszcze większy niż w rzeczywistości (ramki zlewają się z tłem ekranu).
Z drugiej jednak strony jako gadżeciarz ubolewam, że w mojej opinii jest niewielka ilość wyboru tarcz, a szkoda. W mojej opinii, subiektywnej rzecz jasna, nie ma ciekawszej niż ta domyślna. A i w jej przypadku mamy mały wpływ na jej customizacje, bo możemy tylko zmienić kolor wykresu lub wstawić widgety w dwóch miejsach, bez możliwości zmiany ustawień kroju fontu, kolorów daty, godziny czy ich umiejscowienia.
Parametry zdrowotne
Działają naprawdę precyzyjnie. Widać po regeneracji, progresie, czy śledzeniu snu, że coś dzieje się z organizmem i nie mówię tutaj o progresie, ale śledząc te dane można jasno określić, kiedy np. przechodziłem infekcję albo po prostu byłem chory.
Z drugiej strony ciągle mam trudność do przyzwyczajenia się to skrótowców HRV, ATL, CTL, TSS i TSB, które o ile są opisane w zegarku i w aplikacji, o tyle za każdym pojedynczym razem muszę ustalać czym jest poszczególny parametr. To pewnie bardzo subiektywne wrażenie, ale mam trudność z zapamiętaniem co, jest czym. Tak samo mam wątpliwości na ile funkcja Zasoby, śledząca stan Waszego organizmu w ciągu dnia jest precyzyjna, w zasadzie przez ten okres spadła tylko raz do poziomu 24%, a średnio na koniec dnia trzyma się w granicach 40-50%. Nie do końca zależnie od poziomu wysiłku treningowego (musze jednak nieco bardziej się jej przyjrzeć).
Prosta i czytelna aplikacja
Aplikacja mobilna Suunto jest prosta w obsłudze, bardzo czytelna i mamy sporo możliwości ustawień własnego widoku. Oczywiście musimy nauczyć się wspomnianych wskaźników (skrótowców). Jest też Suunto coach, którego próbowałem zaprząc do pracy, ale wywierał na mnie zbyt mało presji (treningi w kalendarzu bez przypomnień), o tyle brakuje mi jednego małego drobiazgu: grywalizacji.
Otóż brakowało mi gratulacji, wodotrysków związanych z przebiegnięciem najszybszego lub najdłuższego odcinka, brakowało drobnych mobilizacji w postaci info, że jeśli przyspieszysz to masz szanse na życiówkę. To absolutne drobiazgi, ale dla mnie dające odrobine frajdy do często nudnych i żmudnych treningów. To funkcje, do których bardzo jestem przywiązany, najpewniej przez Stravę, która ma funkcje live segmentów. Byłoby doskonale mieć taką funkcję grywalizacji także i w Suunto.
Oczywiście te wszystkie uwagi są bardzo subiektywne i wynikają z tego, że kilka sportowych zegarków miałem na swoim nadgarstku. Jestem fanem Suunto, bo w ogólnym rozrachunku jestem zadowolony z tego, jak wspiera mnie w moich przygotowaniach, jednak doskonale byłoby dostać wszystkie te drobiazgi, które znam z modeli innych marek. I to nie jest game changer, to ciekawe urozmaicenie, chociaż wydaje mi się, że ich brak może nie być przypadkowy, bo widać, że Suunto stawia bardziej na surowość swojego rozwiązania. Sprzęt bardziej do sportu niż dla gadżeciarzy jak ja, mimo wszystko wierzę, że kilka z tych drobiazgów prędzej czy później pojawi się w ich sprzętach.
Tymczasem wracam do przygotowań do półmaratonu, z którym mam niezałatwione sprawy, a po nim najpewniej zbierzemy wszystkie obserwacje w dużą recenzję.




