Zimowe przygotowania czas start, tym razem z Suunto Race 2 – pierwsze wrażenia
Jak co jesień szukam sobie sportowych wyzwań na kolejny rok, co by zadbać nieco o formę w tym zimnym okresie. Myślałem, że z bieganiem ostatecznie się już pożegnałem, ale wygląda na to, że muszę załatwić jeszcze niedokończone zadania. A w tych znojach pomoże mi z pewnością Suunto Race 2. Zapraszam na garść pierwszych wrażeń z tego (dla mnie zagadkowego) smartwatcha.
Jestem zadeklarowanym fanem jednośladów, mam w domu rowerowego reprezentanta dla każdej z trzech głównych nurtów: mtb, gravel, szosa. Uwielbiam jeździć, bo daje to ogromne pokłady wytchnienia dla głowy, ma doskonały wpływ na zdrowie, a i rynek jest na tyle złożony, że jest co śledzić, obserwować trendy czy oczywiście upgradować swoje maszyny. Najbardziej jednak ukochałem sobie gravela, bo to dalej maszyna do szybkiej jazdy, ale można pozwolić sobie na więcej niż na szosie.
I tak od kilku pięknych lat, co roku, wrzucałem sobie coraz nowsze, wyzwania ultragravelowe, do których przygotowywałem się właśnie zimą. Punktem kulminacyjnym były zawody Wisła 1200, które były dla mnie rowerowym świętym graalem i które udało mi się zdobyć, choć naprawdę nie było łatwo (149 h). Piękne doświadczenia, piękne krajobrazy podczas jazdy wzdłuż koryta najdłuższej polskiej rzeki od źródeł w Baraniej Górze, aż do ujścia w Gdańsku, co dało 1200 km. Nie raz łezka się w oku zakręciła na to, jak piękny jest nasz kraj, poznawany właśnie od tej strony. Piękne wschody słońca i pogoda, jeszcze bardziej urodziwe zachody, nieprzewidywalna pogoda i wspomnienia, które jakby wypłukane z tych nieco słabszych momentów.
Wracając jednak do clue, to po osiągnięciu mojego topu rowerowego straciłem nieco motywacji do jeżdżenia w miejscu na rowerze, przygotowując się do sezonu. Po Wiśle wymyśliłem, że spróbuje swoich sił… z bieganiem. Wprawdzie założyłem sobie pełen maraton, to skończyłem na połówce, z którą mam niedokończone sprawy, a i zyskałem świadomości, że pomimo przygotowań, trochę zbagatelizowałem ten wysiłek. Ten okazał się być kompletnie inny niż znany mi z roweru. Uderzający mocno, intensywnie, w krótkim czasie, a nie rozłożony na kilka dni, jak na rowerze. W efekcie przebiegłem gdyński półmaraton z czasem poniżej 02:30 h, ale ostatnie 4 km złapałem bombę i musiałem przejść żwawym krokiem (mimo, że do 17 km biegłem w strefie Z2 z tętnem nie przekraczającym 130 bpm). Zapaliło mi światełko w głowie, że potencjał jest potencjał na dużo lepszy czas, tylko muszę postawić mocniej na dłuższe rozbiegania.
Niestety po połówce maratonu obraziłem się na bieganie i postanowiłem wrócić do roweru. Zrobiłem Galicję Gravel Race, czyli najszybszy wyścig gravelowy w PL (tak mówią), ale i tak było sporo niedosytu (chciałem atakować to longiem, ale zabrakło sił) i zgodnie z trendem, który już zaobserwowaliście, postanowiłem… że trzeba odczarować połówkę maratonu. Niestety sprzedałem swojego Garmina, bo nie był mi niezbędny, ale trafił się na testy Suunto Race 2, z którym będę najpewniej przechodził tę drogę.
Marka Suunto dla mnie to jeden z tych producentów, o których wiedziałem tyle, że istnieją. Byłem jednak nawet ciekawy ich produktów i przez chwilę rozważałem, zakup, zanim kupiłem Garmina. Gdy Daniel testował ostatnie nowości od fińskiej marki, postanowiłem, że i ja chętnie bym zmierzył się z tym, co ma ona do zaproponowania, tym bardziej, że przygotowania za pasem i tak właśnie trafił do mnie Suunto Race 2. Tym dość długim wstępem, chciałem podzielić się z Wami swoimi pierwszymi wrażeniami, bo jest czym.
Suunto Race 2 – pierwsze wrażenia
Definicja sportowego smartwatcha była dla mnie w zasadzie oparta o moje doświadczenia z Forerunnerem 965, który był bardzo zaawansowanym sprzętem, i który przekraczał często moje zrozumienie tego, co mi prezentował. To oczywiście nie zarzut, tylko najpewniej moja ignorancja, aczkolwiek poruszanie się po apce czasami było tam wyzwaniem. Nie byłem największym fanem interfejsu, bo miałem wrażenie, że jest tam sporo miejsca do ulepszeń. Niemniej to kompletny sprzęt.
Suunto nie znałem właściwie wcale, prócz być może kilku video, które oglądałem przed zakupem, ale to zanim pojawiły się jeszcze odświeżone modele Vertical 2 i Race 2, które testował Daniel. To właśnie za jego sprawką pomyślałem, że i ja chce je przetestować, bo oba smartwatche wyglądały obłędnie i w kontekście samego designu wypadają w mojej opinii lepiej niż mój poprzedni Garmin.
W dość oryginalnej paczce, która daje sporo frajdy z rozpakowania (package experience), znalazłem instrukcję, przewód do ładowania, kopertę zegarka i oczywiście kilka instrukcji. To, co rzuciło mi się w oczy to wygodne, magnetyczne łapanie plecków koperty zegarka, gdy podłączamy ją do ładowarki, proste i intuicyjne, bez dodatkowych gniazd na spodzie zegarka. Całość doświadczenia rozpakowania Race 2, to doświadczenie znane chociażby z produktów Apple – czysty fun!
Dostałem wersję z pomarańczową opaską (oficjalnie Coral Orange), co do której miałem nieco obaw, czy nie jest zbyt rzucająca się w oczy – ale hej, mój poprzedni zegarek był cały… biały. W rzeczywistości pomarańcz z czerwienią wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach i wydaje się być nieco bardziej stonowany.
Suunto Race 2 – specyfikacja
Suunto Race 2 występuje z kopertą ze stali nierdzewnej, ale jest także i wersja tytanowa (w dwóch kolorach: titanium black i titanium trail).
| Wymiary | 49 x 49 x 12.5 mm / 1.93 x 1.93 x 0.49 „ |
|---|---|
| Waga | 76 g / 2.68 uncje |
| Materiał pierścienia (ramki): | Stal nierdzewna |
| Materiał szkiełka: | Kryształ szafirowy |
| Materiał koperty: | Poliamid wzmocniony włóknem szklanym |
| Materiał paska: | Silikon |
| W opakowaniu: | Suunto Race 2, kabel do ładowania, drukowana dokumentacja użytkownika |
Po włączeniu urządzenia, czas na sprawdzenie tego, co potrafi zegarek. To uczucie, które nieczęsto mi towarzyszy ostatnio, a jest ono porównywalne do tego, co czuje dziecko wpuszczone do słynnego sklepu z cukierkami. Wszystko jest inne, ale dość podobne, początkowo byłem nieco zagubiony.
Niemniej mamy dwa główne przyciski, które co ciekawe można zaprogramować do wywołania wybranej funkcji przy dłuższym wciśnięciu (u mnie aktualnie wyciszenie i latarka), a przy tym na środku obrotowa korona. Służy ona do przemieszczania się po menu (można oczywiście również dotykiem po ekranie), a jej wciśniecie potwierdza wybór. Intuicyjnie i dość prosto. Możemy również i ją skonfigurować, by jej wciśnięcie z głównego ekranu wywoływało wybraną funkcję (u mnie śledzenie tętna). Przeciągnięcie palcem od górnej krawędzi skrywa ogrom przeróżnych treningów. Najpewniej jakikolwiek sobie wymyślicie, to on tam jest, pogrupowany kolorami ikonek, ale nie zabraknie takich smaczków jak: prace domowe lub nawet nieokreślony sport.
Przeciągniecie ekranu z dołu daje nam dostęp do widgetów i wszystkich najważniejszych infomracji o treningach, zasobach, tętnie, cokolwiek sobie tylko ustawimy z poziomu zegarka. Ekran to 1,5″ AMOLED, jest czysty, wyraźny i bardzo responsywny – działa naprawdę świetnie. Zero odnotowanych lagów, zamuleń czy innych podobnych zachowań. Wprawdzie jestem po kilku treningach rowerowych, ale dzisiaj również będę sprawdzał bieganie, podłączanie zewnetrznego urządzenia itp. Sama obsługa treningów jest absurdalnie prosta i daje sporo możliwości ustawień przed samym wystartowaniem treningu.
Ze smaczków, Race 2 sam wykrył mi drzemkę i ma np. kompletnie inną organizację w kontekście zasobów (domyślam się, że to odpowiednik body energy z Garmina). Ta w moim przypadku nie schodzi do zera właściwie nigdy, a mało tego regeneruje się, kiedy np. oddaje się przyjemności weekendowego oglądania Netflixa. Mamy również wskaźniki TSS, CTL i TSB, które odpowiednio odpowiadają za: obciążenie treningowe, postęp i zmęczenie, które wydają się dla mnie kluczowe, ale tych jeszcze muszę się nauczyć interpretować (do pełnej recenzji z pewnością będę expertem!).
To co z pewnością cieszy na pierwszy rzut oka, to integracją ze Stravą i innymi narzędziami dla rowerzystów, czy przede wszystkim biegaczy, a także bardzo intuicyjna aplikacja mobilna, której poświęce nieco więcej uwagi w recenzji.
Póki co, zbierając pierwsze doświadczenia, czuje pokłady ekscytacji, Suunto Race 2 zapowiada się wybornie, o tyle, że musimy się poznać jeszcze nieco lepiej. Obserwuje, wyciągam wnioski i testuje, na efekty będziecie musieli chwilkę poczekać.
Wkrótce wracam z recenzją!






