Soundcore AeroClip – słuchawki bezprzewodowe w zaskakującej formie. Pierwsze wrażenia i unboxing
W życiu miałem styczność z wieloma różnymi typami słuchawek. Nauszne, douszne, dokanałowe, z przewodnictwem kostnym – każdy z rodzajów ma swoje zalety i wady. Dokładnie w takich momentach, gdy myślisz, że widziałeś już wszystko, nagle twoim oczom ukazuje się zupełnie nowy koncept, na przykład słuchawki w formie klipsów.
Soundcore AeroClip to słuchawki bezprzewodowe, które mają jedno zadanie: oferować wysoką jakość dźwięku, nie męcząc tym samym ucha użytkownika. Osiągają to poprzez swoją niezwykle ciekawą budowę, gdyż swoim kształtem przypominają klips, który zaczepiamy o swoje uszy. Brzmi intrygująco?
Kilka słów o samym sprzęcie
Soundcore AeroClip są określane jako słuchawki typu open-ear, co oznacza, że oprócz muzyki czy też innej odtwarzanej treści, wpuszczają również wszystkie dźwięki z zewnątrz. Sposób w jaki osiągają te założenie jest niezwykle ciekawy – są zbudowane jak klips, którego jedna część wchodzi do małżowiny usznej, a druga trzyma się z jej drugiej strony. W rezultacie, słuchawki oferują niesamowity poziom komfortu, gdyż nie rozpychają kanału słuchowego użytkownika oraz, biorąc pod uwagę ich niską wagę (każda słuchawka waży 5,9 g), nie obciążają mocno ucha.

Lekkość słuchawek została osiągnięta bez kompromisu po stronie wytrzymałości – konstrukcja urządzeń jest oparta o tytanowy drut o grubości 0.5 milimetra, który oprócz wytrzymałości na zgięcia, ma pamięć kształtu. Słuchawki są skonstruowane tak, że będą pasować do wszystkich rozmiarów uszu. Soundcore AeroClip oferują możliwość ich dokładnego dopasowania do naszego ucha z pomocą opcjonalnych gumowych nakładek, które znajdziemy w zestawie. Po włożeniu ich na uszy, nie musimy sięgać po telefon, gdyż otwarty pierścień słuchawek oferuje sterowanie dotykowe, umożliwiające kontrolę nad odtwarzaniem muzyki, odbieranie i odrzucanie połączeń oraz interakcje z asystentami głosowymi.
Od strony technicznej słuchawki wypadają równie solidnie. Za dźwięk odpowiadają pokryte tytanem przetworniki o średnicy 12 mm, które w połączeniu z otwartą konstrukcją słuchawek, oferują iście czarującą jakość dźwięku z dobrze wyczuwalnym basem. Soundcore AeroClip są również wyposażone w 4 mikrofony wspierane algorytmami AI, które sprawiają, że nasz głos podczas rozmów jest niezwykle wyraźny. Za komunikację odpowiada Bluetooth 5.4 i w kwestii połączenia z urządzeniem, nie musimy się ograniczać tylko do jednego sprzętu, gdyż słuchawki umożliwiają sparowanie ich z kilkoma urządzeniami na raz.

Ciężko byłoby docenić wszystkie te niezwykle ciekawe rozwiązania techniczne bez jakiegokolwiek zasilania. W tej kwestii Soundcore AeroClip również nie zawodzą i oferują nawet 8 godzin nieprzerwanego słuchania na jednym naładowaniu. Jeśli taka wartość to wciąż dla kogoś mało, etui ładujące dokłada swoje dodatkowe 24 godziny, co łącznie pozwoli na odtwarzanie swoich ulubionych utworów czy podcastów przez 32 godziny. Do tego dochodzi również szybkość ładowania słuchawek – włożenie rozładowanych słuchawek do ich etui na 10 minut zagwarantuje użytkownikowi aż 3 godziny słuchania.
Soundcore AeroClip – unboxing i pierwsze wrażenia
Słuchawki dotarły do mnie w dość kompaktowym pudełku, na którym widnieją same słuchawki oraz informacje o kilku wyróżniających je cechach, takich jak wodoodporność spełniająca normę IPX4, wsparcie wysokiej jakości kodeków audio czy też bateria pozwalająca na 8 godzin nieprzerwanego słuchania muzyki lub podcastów.

Nie ma co się chyba dalej rozwodzić nad samym opakowaniem, więc przejdźmy do jego zawartości. W środku znajdziemy słuchawki AeroClip, etui ładujące, krótki kabel USB-A do USB-C, gumowe nakładki służące do dopasowania słuchawek do własnych preferencji oraz instrukcję użytkowania. Słuchawki czekają na nas w swoim pokrowcu i aby je uruchomić po raz pierwszy, należy je wyjąć z etui i usunąć z niego papierowe wkładki zakrywające styki do ładowania.

Jeśli chodzi o jakość wykonania samych słuchawek, są zbudowane dość solidnie. Plastik z którego wykonana jest obudowa jest przyjemny w dotyku, a jego półmatowe wykończenie prezentuje się całkiem elegancko, do czego z pewnością przyczynia się fakt, iż mam do czynienia z czarną wersją kolorystyczną – na stronie producenta dostępne są również warianty złoto-białe, znane pod nazwą Champagne Mist, oraz różowo-brązowe, określane mianem Rosy Brown. Element łączący obie części słuchawki trafia idealny w balans pomiędzy sztywnością pozwalającą utrzymać się na uchu, a elastycznością pozwalającą na wsunięcie urządzenia na ucho.
Etui ładujące jest zbudowane z tego samego materiału co słuchawki i jest wyposażone w diodę sygnalizującą stan naładowania słuchawek. Z tyłu znajdziemy port USB-C do ładowania oraz przycisk służący do resetu. Zawias, w który jest wyposażone etui, nie ma żadnych luzów oraz działa pewnie – nie ma tu mowy o tym, że otworzy się on przypadkowo w kieszeni. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jedynym określeniem na wrażenie jakie sprawia otwieranie i zamykanie tego etui jest słowo „satysfakcjonujący”. Mechanizm wydaje się być opartym o magnes lub sprężynę, co gwarantuje, że etui pozostanie zamknięte wtedy, kiedy ma być zamknięte, i otworzy się wtedy, kiedy tego chcemy.

A jak wypadają same słuchawki? Wstępnie mogę powiedzieć, że producent nie przesadzał z bardzo wysokim poziomem komfortu. Po wsunięciu ich na ucho, są niemalże niewyczuwalne i pewnie trzymają się naszego narządu słuchu. Słowo „klips” używane wielokrotnie w opisie Soundcore AeroClip sugerowałoby, że będą one bardziej wyczuwalne, ale inżynierowie zrobili tutaj kawał dobrej roboty i komfort, jaki zapewniają te słuchawki, jest na niezwykle wysokim poziomie.
Jak Soundcore AeroClip radzą sobie w życiu codziennym? Jak brzmią? Co ciekawego jeszcze oferują? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w ich pełnej recenzji. Jednakże, na ten moment mogę powiedzieć tylko jedno – jest dobrze, a nawet świetnie.
Jeśli zainteresowały was słuchawki Soundcore AeroClip, możecie znaleźć je pod tym linkiem.
Artykuł partnerski, stworzony przy współpracy z zewnętrznym partnerem.
